Facebook Google+ Twitter

Błazenady i otumaniania ciąg dalszy

Pierwsze publiczne wystąpienie przedstawicieli Wydziału Dyscypliny, powołanego przez „tajemniczo zdymisjonowanego” kuratora Andrzeja Rusko, potwierdziło niestety obawy środowiska, że „idzie stare”.

To znaczy w dalszym ciągu w polskiej piłce będzie zamiatanie śmieci pod dywan i, co się rozumie samo przez się, będą równi i równiejsi. Pan mecenas Tomczak i spółka, podczas zwołanej konferencji prasowej, ogłosili wszem i wobec, że sześć klubów będzie surowo ukaranych za dotychczasowe nieprawidłowości. W praktyce ma to oznaczać, że zakończył się czas korupcyjnego, wieloletniego „kar... nawału” , a nastąpi okres „nawału... kar”. Niestety, okazało się, że na ogłoszonej przez Wydział Dyscypliny liście klubów do ukarania nie ma prekursorów w kategorii przekrętów - Zagłębia Lubin i Widzewa Łódź .

Mam nadzieję, że jedynym, logicznym wytłumaczeniem tak skandalicznej decyzji może być tylko to, że nowi członkowie tego skopanego jurysdykcyjnego gremium nie znają pewnych faktów z nie tak przecież odległej przeszłości, dotyczących obu klubów. Mając to na uwadze, postaram się w telegraficznym skrócie przedstawić grzechy popełnione przez ludzi reprezentujących Zagłębie i Widzew, za które Wydział Dyscypliny w każdym cywilizowanym związku piłkarskim na świecie orzekłby degradacji tych zespołów do IV-ligi.

Przedstawiciele Zagłębia, w walce o awans do ekstraklasy przekupili kilku zawodników Polaru Wrocław, co zostało potwierdzone przez wrocławską prokuraturę, która po zakończeniu śledztwa postawiła korupcyjne zarzuty kilku „ustawiaczom meczowym” i skierowała sprawę do sądu. Tak więc w tym przypadku mamy już do czynienia z konkretnymi zarzutami i wystarczy tylko, by jeden z prawników zasiadających w Wydziale pojechał do Wrocławia i po zapoznaniu się z sądowymi aktami postawił wniosek o spuszczenie miedziowej jedenastki o dwie (jak regulamin przewiduje) klasy niżej. Natomiast tłumaczenie obecnego prezesa Zagłębia, że on i zarządzany przez niego klub nie może ponosić kary za błędy poprzedników, należy włożyć między bajki i to z dwóch powodów. Po pierwsze, gdyby nie doszło do przekupstwa, to lubinianie nie uzyskaliby awansu, a po wtóre ówczesny szef miedziowego imperium (na dodatek obecnie zawieszony członek prezydium PZPN) Stanisław S. i „lubiński człowiek orkiestra” Jerzy F. byli delegatami Zagłębia na ostatnim, grudniowym spędzie Listkoludków, szumnie zwanym nadzwyczajnym zjazdem.

Jeśli chodzi o licencyjny przekręt widzewski, który w świetle prawa, nie tylko futbolowego, jest bardziej szkodliwy od korupcji, to cała dokumentacja potwierdzająca popełnienie przestępstwa znajduje się w rękach wrocławskich prokuratorów, a konkretnie Ryszarda Tomankiewicza i, niestety jeszcze ministra sportu, Tomasza Lipca. Jeśli pan prokurator i minister nie zechcą udostępnić przedstawicielowi Wydziału Dyscypliny kompromitujących kwitów w tej sprawie, to w drodze powrotnej z Wrocławia zapraszam pana mecenasa Tomczaka lub któregoś z jego wysłanników, do mojego domu w Łodzi po komplet dowodów z przekrętu licencyjnego, z których niezbicie wynika, że:
1) Komisja Rewizyjna PZPN stwierdziła, że licencja na grę w drugiej lidze dla RTS Widzew w 2004 r. została przyznana niezgodnie z prawem.
2) Doszło do jeszcze większego, bo podwójnego przestępstwa (władze regionalne nic nie mają do licencji, a po drugie, licencja nie może być przedmiotem obrotu) kilka tygodni później, kiedy to na posiedzeniu Okręgowego Związku Piłki Nożnej w Łodzi dokonano scedowania nieprawnie otrzymanej licencji przez RTS na nowopowstałe Stowarzyszenie Widzew Łódź.
Dodatkowy smaczek w tej sprawie to udział w niej Zbigniewa B., który jako członek zarządu PZPN nie tylko uczestniczył w feralnym posiedzeniu ŁOZPN, ale również zobowiązał się, w porozumieniu zawartym pomiędzy nim a zarządem RTS-u, do utrzymania licencji scedowanej do nowego Stowarzyszenia.

A skoro jestem przy moim „przyjacielu z boiska”... Wielkie zdziwienie wywołała jego wypowiedź o reformie systemu ligowego, po wprowadzeniu której kluby miałyby dostać większą kasę za ligowe transmisje. Oczywiście, jak zwykle jeśli mowa o sprzedaży (praw telewizyjnych, reklamowych itd.), to natychmiast daje głos największy opylacz w historii naszego futbolu. Z jego wypowiedzi wynika, że jeśli on zostanie prezesem, to w naszej skopanej będzie bajecznie i kolorowo. Biedaczyna nie zdaje sobie sprawy, że w prokuraturze Warszawa-Praga trwa śledztwo dotyczące podpisanych w ostatnich latach kontraktów i umów, które pozwala na wysnucie wniosku o działalności na szkodę własnej firmy; w tym konkretnym przypadku działalności wiceprezesa do spraw marketingu na niekorzyść PZPN-u.

Poza tym, Zbigniew B. jako kandydat na skopanego szefa powinien publicznie odsłonić kulisy szantażu, jakiego dopuścił się w stosunku do kadrowiczów podczas Mistrzostw Świata 2002, w sprawie umowy z Coca-Colą oraz wytłumaczyć się z zażyłych kontaktów (które zaowocowały różnego rodzaju kontraktami i umowami) z agentami o pseudonimach Tur, Kafarski, czy z tym ostatnim, który ponoć ma ksywkę Mongoł.

Oczywiście jestem głęboko przekonany, że w tym konkretnym przypadku powiedzenie: "z kim przystajesz takim się stajesz" nie będzie miało zastosowania, jednak na wszelki wypadek proponuję, by „Zibi” dla świętego spokoju złożył oświadczenie lustracyjne. Jeśli chodzi o mojego kolejnego kolegę z boiska, Grzegorza L., który zapragnął być prezesem, to również nasuwają się nieciekawe skojarzenia dotyczące jego dotychczasowej działalności. Pomijam już fakt, że były król strzelców MŚ-74 był w zawieszonych władzach członkiem prezydium, który dzięki brakowi aktywności ma duży udział w „fiskusowych oszustwach”, jakich dopuścił się PZPN w ostatnich dwóch latach. Na dodatek pokrętnie i nieprzekonywająco brzmią wyjaśnienia byłego króla strzelców Mistrzostw Świata '74 na zapytanie kontrkandydata Ryszarda Czarneckiego, dotyczące współpracy Grzegorza L. najpierw jako trenera, później dyrektora szkoleniowego Amiki z wszechwładnym Fryzjerem, który jako „meczowy ustawiacz” ma przecież wronieckie korzenie.

Cała ta wyborcza karuzela wygląda tak, jakby nowy prezes miał być wybrany z łapanki, bez przedstawienia dogłębnego programu naprawy fatalnego wizerunku naszej piłki w oczach opinii społecznej. Dlatego najlepszym wyjściem z tej patologicznej sytuacji byłyby rządy komisaryczne; do czasu przeprowadzenia wyborów we wszystkich okręgowych związkach i odstrzelenia dotychczasowych baronów, którzy, choćby tylko z uwagi na przynależność do zawieszonego zarządu PZPN, powinni raz na zawsze odejść z polskiej piłki.

Jan Tomaszewski

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.