Facebook Google+ Twitter

Błędy sędziowskie - jedna z największych plag współczesnej piłki

Czy was także irytują błędy arbitra w kluczowym momencie meczu, wypaczające wynik i odbierające całą przyjemność z oglądania oraz fakt, że kilka rewolucyjnych decyzji władz światowej piłki mogłoby to zmienić? Jeśli tak zapraszam do lektury

 / Fot. internetWspółczesne środki masowego przekazu pozwalają kibicom niemal na całym świecie, niezależne od preferowanej przez nich dyscypliny, śledzić profesjonalne relacje ze wszystkich najważniejszych imprez sportowych. Jakość z jaką pokazywany jest ów spektakl jest często lepsza od tego co gołym okiem dostrzegają ludzie zgromadzeni w hali, na stadionie, czy też innego rodzaju arenie. Jednocześnie każdy kto choć raz zajął miejsce na wypełnionych po brzegi trybunach, przyzna, że, mass media nie potrafią w pełni oddać atmosfery, podziwianego na żywo spektaklu. Niemniej jednak nie tylko radio i telewizja, ale ostatnimi czasy również Internet, umożliwiają nam wielokrotne rozkoszowanie się wspaniałymi występami nie tylko naszych sportowców.

Ta sama sytuacja ma miejsce, jeśli chodzi o zdaniem wielu najpopularniejszą dyscyplinę, jaką jest piłka nożna. Nawet jeśli z typowo polskim upodobaniem narzekamy na słaby poziom naszej rodzimej Ekstraklasy, to wystarczy zmienić kanał telewizyjny i już możemy oglądać zmagania w najsilniejszych ligach Starego Kontynentu, europejskich pucharach, czy reprezentacyjnych imprezach rangi mistrzowskiej. Niestety doskonała jakość przekazu i możność zaobserwowania tego samego zagrania z niekiedy kilkunastu różnych ujęć, w nieskończonej ilości powtórek, z cała ostrością ukazuje zjawisko, które dla prawdziwego kibica jest jedną z największych plag współczesnego footballu. Chodzi mi tu oczywiście o błędy popełniane przez sędziów.

Jak łatwo się domyślić nie zgadzam się z absurdalnymi stwierdzeniami niektórych dziennikarzy, tak zwanych ekspertów oraz przedstawicieli środowiska sędziowskiego, że skoro arbitrzy są tylko ludźmi, to mają prawo popełniać błędy. Zawodnicy i kibice natomiast powinni je traktować jako normalny element gry. Nie ma bowiem nic bardziej frustrującego, niż sytuacja, w której wynik wyrównanego, nierzadko pięknego dla oka meczu, zostaje wypaczony przez błędną decyzję jednego człowieka w czarnym uniformie. Co więcej w chwilę później wszyscy ludzie zgromadzeni przed telewizorami lub patrzący w ekran nad trybunami stadionu, doskonale widzą całe zajście w zwolnionym tempie i mogą dokładnie wychwycić na czym polegała pomyłka sędziego.

Ludzie nastawieni sceptycznie do pomysłu wprowadzenia analizy zapisu video do pracy sędziów, odpowiedzą, że każdy taki przypadek jest kontrowersyjny i po obejrzeniu nagrania z różnych kamer patrzący mogą dojść do odmiennych wniosków. Prawda jest jednak taka, że w przygniatającej większości owych rzekomo kontrowersyjnych sytuacji, wystarczy tylko jedna powtórka, puszczona z odpowiedniej kamery, aby przekonać się czy arbiter miał słuszność.

Za sztandarowy przykład niech tu posłuży, niewątpliwe największe oszustwo eliminacji Mistrzostw Świata 2010 w strefie europejskiej - zagranie ręką Thierry Henry, które pozwoliło Francuzom pokonać w barażach zespół Irlandii. W telewizyjnej relacji na żywo rzeczywiście niezwykle trudno było dostrzec nieprzepisowe zachowanie napastnika trójkolorowych. Nie mógł go też zapewne widzieć źle ustawiony szwedzki sędzia główny oraz jego asystent przesłonięty przez zawodników, tak jednej, jak i drugiej drużyny. Niemniej jednak już pierwsza powtórka pokazała całemu światu, że piłka bita z rzutu wolnego najpierw trafia w rękę francuskiego napastnika, a potem Henry używając tej samej dłoni poprawia sobie footbolówkę, aby następnie podać ją do Gallasa, który już zgodnie z zasadami umieszcza ją w bramce Givena. Martin Hansson błyskawicznie uznał gola, mimo że paradoksalnie w kilkanaście sekund po tym zagraniu, był on chyba jedyną osobą, która nie wiedziała co się naprawdę wydarzyło.

W tej sytuacji za iście groteskowe należy uznać późniejsze tłumaczenia szefostwa FIFA i UEFA, że zgodnie z zasadami oraz duchem gry decyzja podjęta przez sędziego w trakcie trwania meczu, jest ostateczna i nieodwołalna. Nie może również dziwić ostra krytyka pod adresem prezydentów obu organizacji, wygłoszona przez rozgoryczonego kapitana Irlandczyków. Robbie Keane stwierdził w jednym z wywiadów radiowych, że panowie Blatter i Platini, muszą być wprost zachwyceni z powodu awansu reprezentacji Francji. Przysłowiowej oliwy do ognia dolał sam Henry. Niedługo po meczu napastnik trójkolorowych kpiąc zarówno z rywali, jak i kibiców, który przez lata uważali go za wybitnego zawodnika oraz wzór do naśladowania dla młodych adeptów piłkarstwa, przyznał się publicznie do zagrania piłki ręka, insynuując jednocześnie, że nie zrobił tego umyślnie, a ocena całego zdarzenie należy przecież do sędziego.

Incydent z meczu Francja - Irlandia na nowo ożywił dyskusję odnośnie zastosowania powtórek telewizyjnych w celu ułatwienia pracy sędziom. Ponadto pojawiły się logicznie umotywowane, głosy mówiące o konieczności ponownego rozegrania feralnego meczu. Inni domagali się przynamniej odsunięcia napastnika trójkolorowych od udziału w nadchodzącym turnieju. Niestety wszystkie te argumenty natrafiły na iście ośli upór przedstawicieli, tak europejskiej, jak i światowej federacji piłkarskiej. Znowu powtórzyła się stara śpiewka, o tym że wprowadzenie podglądu video byłoby niezgodne z duchem oraz zasadami gry, a co więcej podważyłoby autorytet arbitrów. Broniąc tak zawzięcie rzekomej nienaruszalności istniejących, reguł piłkarska centrala nie zechciała jednocześnie zauważyć, że sama podważa ogólnie przyjęte i akceptowane zasady czystej, sportowej rywalizacji. Przecież jak już powiedziałem Martin Hansson nie mógł dostrzec nieprzepisowego zagrania napastnika reprezentacji Francji. Gdyby jednak szwedzki arbiter, wzorem hokeja na lodzie, miał współpracownika, który na bieżąco dysponowałby zapisem video, mógłby po błyskawicznej konsultacji podjąć właściwą decyzję. Co więcej nie wymagałoby to nawet zatrzymania boiskowego zegara, a wyjaśnienie spornej sytuacji zajęłoby mniej czasu, niż jałowe dyskusje z rozgoryczonymi i oszukanymi zawodnikami reprezentacji Irlandii.

Kilka miesięcy później rozpoczęły się Mistrzostwa Świata w Republice Południowej Afryki. Ku zażenowaniu nie tylko własnych kibiców wzięła w nich udział również reprezentacja Francji. Skłóceni trójkolorowi nie odnieśli ani jednego zwycięstwa, z hukiem wypadając z turnieju już w fazie grupowej. Co więcej szybko stało się jasne, że oszustwo, o którym piłkarska centrala zdążyła tak szybko zapomnieć, pozostało w pamięci dziesiątek tysięcy kibiców. Thierry Henry był witany na stadionach RPA gwizdami, a każdemu zagraniu Francuza wtórował wielce charakterystyczny dźwięk wuwuzeli, który tym razem nie miał jednak nic wspólnego z popularnym w Afryce stylem dopingu.

Tak jak na każdej wielkiej imprezie piłkarskiej, także w RPA nie mogło zabraknąć incydentów, które wpisywałyby się w niechlubną tradycję błędów sędziowskich. Uczciwe trzeba powiedzieć, że od samego początku turnieju arbitrzy starali się pokazać z jak najlepszej strony. Niemniej jednak do pierwszych poważnych zgrzytów doszło już w meczach fazy grupowej. Na przykład w spotkaniu Brazylia - Wybrzeże Kości Słoniowej francuski sędzia Stéphane Lannoy uznał bramkę strzeloną przez Luisa Fabiano w 50’ minucie. Problem w tym, że brazylijski napastnik przyjął piłkę używając do tego celu niemal całej ręki. Oczywiście ktoś może stwierdzić, że podążający za szybką akcją arbiter mógł nie dostrzec zagrania zawodnika, który w tym momencie był odwrócony do niego plecami. Przeczy temu jednak zapis z kamer telewizyjnych. W kilkanaście sekund po uznaniu rzeczonego gola można bowiem zaobserwować rozmowę pomiędzy Francuzem, a zdobywcą kontrowersyjnej bramki. Z gestykulacji jaką w trakcie tej konwersacji wykonywał pan Stéphane Lannoy niezbicie wynika, że doskonale widział całe zagranie Luisa Fabiano. W tej sytuacji nasuwa się iście retoryczne pytanie czy na największej piłkarskiej imprezie świata grają równi i równiejsi?

Pewna wygrana Brazylijczyków 3:1 sprawiła, że cały incydent z meczu z WKS szybko poszedł w zapomnienie. Poza tym w spotkaniach pierwszej rundy pucharowej fazy turnieju miały miejsce wydarzenia, które całkiem przyćmiły niechlubne zachowanie francuskiego arbitra. Chodzi mi oczywiście o spotkanie Niemcy - Anglia, które słusznie określano mianem szlagieru 1/8 finału.

Nasi zachodni sąsiedzi, którzy grali chyba najbardziej widowiskowy football w historii swych występów na Mistrzostwach Świata, a przy tym nie stracili nic z typowej dla siebie skuteczności, błyskawicznie objęli prowadzenie 2:0. Kiedy wydawało się, że sprawa awansu jest już przesądzona, dumni Anglicy nagle podnieśli się z kolan. W 37’ minucie Matthew Upson strzelił gola na 2:1, a na kilka chwil przed końcem pierwszej połowy Steven Gerrard, potężnym strzałem z dystansu, doprowadził do wyrównania. Wtedy jednak stało się coś nieprawdopodobnego. Otóż okazało się, że żaden z trzech arbitrów prowadzących to spotkanie nie dostrzegł, że piłka o grubo ponad metr przekroczyła linię bramki strzeżonej przez Manuela Neuera. Fakt, że prawidłowo zdobytą bramkę widzieli zawodnicy obu drużyn, kilkadziesiąt tysięcy ludzi zgromadzonych na trybunach stadionu w Bloemfontein oraz miliony przed telewizorami, nie miał żadnego znaczenia. W kilka minut później podczas przerwy feralnego meczu Internet został dosłownie zalany zdjęciami potwierdzającymi prawidłowość zdobytego gola.

W drugiej połowie zdesperowani Anglicy rzucili się do odrabiania strat i nadziali się na dwie zabójcze kontry Niemców. W rezultacie mecz zakończył się wynikiem 4:1, co dało sceptykom asumpt do absurdalnych stwierdzeń, że Niemcy i tak byli znacznie lepszą drużyną, a uznanie gola Gerrarda nic by nie zmieniło. Nie może to jednak przesłonić faktu, że skandaliczna decyzja Urugwajczyka Jorge Larriondy wypaczyła wynik meczu. Zupełnie inaczej wychodzi się bowiem na drugą połowę ze świadomością, że odrobiło się dwubramkową stratę do świetne grającego rywala, a sprawa awansu nadal jest otwarta. Tego samego dnia w pojedynku Argentyna - Meksyk Włoch Roberto Rosetti, który notabene przez cały turniej zbierał bardzo dobre recenzje, uznał pierwszą bramkę dla Argentyny, zdobytą z ewidentnego spalonego.

Starym zwyczajem FIFA usiłowała zbagatelizować całą sprawę, ale obu nieszczęsnych arbitrów odsunięto od udziału w kolejnych spotkaniach turnieju. Dopiero niesamowita burza medialna, jaka rozpętała się po tych skandalicznych wydarzeniach, zmusiła piłkarską centralę do zajęcia bardziej zdecydowanego stanowiska. Pan Blatter oświadczył na konferencji prasowej, że w obliczu tak poważnych pomyłek sędziowskich FIFA zastanowi się nad możliwością wprowadzenia podglądu video, aby ułatwić pracę arbitrów.

Z perspektywy czasu należy stwierdzić, że niniejsze oświadczenie sternika światowej piłki doskonale spełniło swoje rzeczywiste zadanie. Po zakończeniu mundialu w RPA wszystko wróciło do normy, a w miarę upływu czasu, media znalazły sobie szereg, innych, bardziej zajmujących tematów. Cała sprawa rozeszła się zatem po przysłowiowych kościach, a perspektywy rewolucyjnych, ale zarazem koniecznych zmian w sposobie sędziowania ponownie się oddaliły. Co prawda wykorzystując Ligę Europejską jako poligon UEFA, wprowadziła dwóch dodatkowych sędziów ustawionych za bramkami, ale jak pokazało choćby EURO 2012, nie uchroniło to ich od poważnych błędów.

Afrykańskie Mistrzostwa Świata nie były pierwszymi i niestety nie będą zapewne ostatnimi podczas, których niewłaściwe decyzje arbitrów wypaczały nie tylko wynik danego meczu, ale niekiedy także całego turnieju. Oczywiście sędziowie pozbawieni pomocy zapisu video będą nierzadko popełniać błędy, wynikające z faktu zwiększenia tempa oraz intensywności współczesnej piłki nożnej. Wszystkie te elementy sprawiają, że niezależnie od poziomu swego wyszkolenia oraz profesjonalizmu arbitrzy coraz częściej nie są po prostu w stanie nadążyć za konkretną akcją. Naturalną konsekwencją jest zatem niewłaściwe ustawienie i błędna decyzja.

Cała sprawa ma jednak swoiste drugie dno. Otóż zdarzają się sytuacje, w których nawet postronny obserwator może oskarżyć sędziego o chęć wpływania na wynik meczu lub widoczne sprzyjanie jednej z drużyn. Nie mam tu jednak na myśli jakiś przypadków korupcji, które mogą się niestety zdarzyć w każdej dyscyplinie sportu, lecz ciche „gwizdanie pod kogoś”

Za najlepszy przykład ostatnich lat niech posłużą Mistrzostwa Świata z 2002 roku, rozgrywane na boiskach Korei Południowej oraz Japonii. Abstrahując od żenująco niskiego poziomu jaki prezentowali arbitrzy na tym turnieju, należy stwierdzić, że kolejni sędziowie robili niemal wszystko co w ich mocy, aby ułatwić występ gospodarzom z południowej części Półwyspu Koreańskiego. W rezultacie drużyna dowodzona przez skądinąd znakomitego Holendra Gusa Hidinga, dotarła aż do strefy medalowej i ostatecznie zajęła czwarte miejsce, mimo że przy bezstronnym sędziowaniu powinna zakończyć swój udział w zawodach na zmaganiach z Włochami w 1/8 finału. Nasuwa się zatem pytanie dlaczego władzom światowej piłki tak bardzo zależało na przepchnięciu Koreańczyków do jak najdalszej fazy turnieju?

Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest niezwykle prosta. FIFA najwyraźniej obawiała się, że jeżeli w turnieju szybko zabraknie obu reprezentacji gospodarzy, wielotysięczne azjatyckie stadiony będą niemal całkiem puste. To co na wielkich imprezach piłkarskich na Starym Kontynencie oraz jak pokazał ostatni mundial również w Afryce, jest bardzo mało prawdopodobne, na Dalekim Wschodzie stanowiło poważne zagrożenie. Dobrą ilustracją tego zjawiska są międzynarodowe turnieje żeńskiej siatkówki bardzo często organizowane w Japonii lub Chinach. Niezależnie od tego czy są to zawody z cyklu Grand Prix (odpowiednik męskiej Ligi Światowej), czy też Mistrzostwa Świata, miejscowi kibice szczelnie wypełniają trybuny jedynie podczas meczów własnych reprezentacji. W innych spotkaniach w ogromnej hali potrafi zasiąść co najwyżej od kilkudziesięciu do kilkuset widzów.

EURO 2012 rozegrane poprzedniego lata na boiskach Polski i Ukrainy, okazało się wspaniałą imprezą. Wspólnie z naszymi sąsiadami zza Bugu dowiedliśmy, że potrafimy zorganizować wielki piłkarski turniej. Niestety wynik sportowy naszej reprezentacji, nie był już tak okazały, a wpadki sędziowskie znowu położyły się cieniem na sportowej rywalizacji. Nie były może tak liczne, jak na mundialu w Korei i Japonii, ale ukraińscy kibice na długo zapamiętają starcie swojej drużyny z Anglią.

Miało ono miejsce 19 czerwca 2012 roku. Był to trzeci mecz fazy grupowej, a oba zespoły przystępowały do walki, z realnymi szansami na awans. Wyspiarze prowadzili po golu z 48’ minuty, autorstwa niezawodnego Waynea Rooneya. Potem miało miejsce swoiste dejavu z meczu 1/8 finału afrykańskich Mistrzostw Świata - tyle tylko, że teraz to rywale Anglików wystąpili w roli poszkodowanych. W 68’ minucie desperacko szukający szansy awansu Ukraińcy, po strzale z dystansu i ofiarnej próbie wybicia piłki przez obrońcę, zdobyli gola przywracającego im nadzieję. Niestety ponownie piłkę przekraczającą linię bramkową, widziało niemal pięćdziesiąt tysięcy ludzi na Donbas Arenie, miliony przed telewizorami, ale nie węgierski sędzia, skądinąd znakomity fachowiec - Viktor Kassai, ani żaden z jego czterech asystentów. Po zakończeniu turnieju prezydent FIFA Sepp Blatter oświadczył, że ten mecz uświadomił wszystkim konieczność niezwłocznego wprowadzenia czujników, oznajmiających czy piłka przekroczyła linę bramkową. Ciekawe czy tym razem także skończy się na szumnych zapowiedziach?

Podsumowując należy stwierdzić, że pomyłki, czy też błędy sędziowskie są obecne w światowej piłce nożnej od początku jej istnienia. Zdarzały się one również wtedy kiedy rola telewizji w przekazywaniu tego sportowego widowiska, nie była tak znacząca. Obecnie jednak jakość owego przekazu umożliwia nam przy stosunkowo niewielkim wysiłku znaczące ułatwienie 0pracy arbitrów. Oczywiście nawet podgląd video nie rozwieje wszystkich kontrowersji (do dzisiaj nie ma stuprocentowej pewności czy słynna bramka z meczu finałowego Niemcy - Anglia w 1966 roku padła, czy też nie). Nie oznacza to, że tak jak uważają sceptycy, zastosowanie nowoczesnej techniki do rozstrzygania kontrowersyjnych sytuacji, zmieni piłkę nożną w drugi hokej na lodzie i zabije ducha gry. Moim zdaniem nastąpi coś całkiem przeciwnego. Sędzia będzie mógł w pełni panować nad wydarzeniami na boisku, jedynie w skrajnych przypadkach uciekając się do krótkich przerw, które wcześniej i tak się zdarzały. Teraz jednak zamiast uspokajać zawodników poszkodowanej drużyny, będzie mógł skonsultować się z kolegą siedzącym przed ekranem telewizora.

Jednocześnie udałoby się raz na zawsze wyeliminować oszustów w rodzaju Thierry Henry lub Cristiano Ronaldo, który przy całym swym niezaprzeczalnym talencie ma brzydką tendencję do częstego „nurkowania” w polu karnym przeciwnika. Z drugiej strony przy zastosowaniu podglądu video geniusze pokroju Diego Maradony nie byliby pamiętani przede wszystkim przez tak zwaną „rękę Boga”. Podczas gdy akcja Argentyńczyka z tego samego meczu (przy bramce na 2:0)
rzeczywiście godna jego umiejętności, popada w stopniowe zapomnienie.

Niestety konserwatywnym działaczom najróżniejszych państwowych oraz międzynarodowych związków piłkarskich wciąż brakuje nie tylko odwagi, ale także woli koniecznej do przeforsowania tych rewolucyjnych zmian. Paradoksalnie FIFA propagując na całym świecie idee czystej, uczciwej, sportowej rywalizacji, nie potrafi się zdobyć na ułatwienie pracy sędziów, które w znacznym stopniu ograniczyłoby częstotliwość popełnianych przez nich błędów.

Jako wieloletni kibic piłkarski, dziwię się też niechęci do zmian w środowisku samych arbitrów. Przecież możliwości skorzystania z analizy video, uczyniła by ich odpowiedzialną pracę znacznie prostszą i mniej stresującą. Współczesna piłka nożna ciągle się rozwija. Gra najlepszych drużyn w Europie i na świecie staje się coraz szybsza i mniej schematyczna. Ludzkie oko, przy wszystkich swoich niesamowitych możliwościach, jest zawodne i często nie nadąża za rozwojem boiskowych wydarzeń. Skąd zatem tak silny opór w korzystaniu ze zdobyczy nowoczesnej techniki?

Przecież aby udowodnić skuteczność tej metody wcale nie trzeba sięgać po przykład hokeja na lodzie, który jako dyscyplina halowa rządzi się swoim prawami. Wystarczy choćby spojrzeć na rozgrywki rugby. Tam analiza zapisu video w celu rozstrzygania spornych sytuacji, jest powszechnie stosowana. Dzięki temu arbitrzy cieszą się znacznie większym szacunkiem kibiców oraz samych zawodników. Tam nie do pomyślenia jest sytuacja, w której rozgoryczony zawodnik kłóci się z sędzią, a słowo człowieka z gwizdkiem, rzeczywiście jest ostateczne. Co więcej w samym footballu komisje dyscyplinarne poszczególnych lig nawet kilka dni po rozegraniu danego meczu, mogą zawiesić zawodnika na podstawie analizy zapisu video Skoro one mają taki luksus to dlaczego arbiter na boisku, także nie może uczynić podobnie? Ile jeszcze kontrowersyjnych meczów lub dziwacznych turniejów musi się odbyć, aby ten stan rzeczy uległ diametralnej zmianie?




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Uwierz, że sprzęty i elektronika nie ułatwiłyby pracy sędziom. Raz popatrz na koszty - jest to możliwe do wprowadzenia jedynie na najwyższych szczeblach, na najniższych nic się nie zmieni. Dodatkowo podważa to autorytet sędziego, a z doświadczenia wiem, że dla każdego każda sytuacja może być kontrowersyjną.
Popatrz teraz, że wprowadzasz powtórki - zatrzymujesz czas czy leci dalej?, sędzia za powtórki ma rekompensować czas, ale na czyją korzyść? Mecz mógłby wtedy zamiast 90 minut trwać drugie tyle, straci na tym przede wszystkim dynamika.
Mówisz, że pomyłki sędziowskie wypaczają wynik. Owszem czasem się zdarzy, ale zdarza się to stosunkowo rzadko. Popatrz ilu piłkarzy nie wykorzystuje setek, karnych, czy wszystkich stuprocentowych sytuacji strzeleckich. Czy to nie jest większym wypaczeniem wyniku, jeżeli przy stanie 0:0, sędzie przedłuża mecz na wykonanie rzutu karnego, a zawodnik nie strzela? Pomylił się, źle przyłożył i piłka poszybowała daleko ponad bramką.
Proponuję zmienić punkt siedzenia, łatwo się mówi, kiedy siedzi się przed telewizorem, ma się do dyspozycji komentatora i trzy czy cztery powtórki z różnych kamer.
Z perspektywy boiska wszystko wygląda inaczej. Będąc na linii, biegniesz za przedostatnim zawodnikiem, musisz trzymać linię spalonego, musisz patrzeć na linię boczną, czy aby piłka nie przekroczyła całym obwodem linii bocznej, musisz być w kontakcie wzrokowym z sędzią głównym, musisz patrzeć na zawodników tych przy piłce i tych bez piłki, czy aby się nie faulują i musisz patrzeć gdzie jest piłka. Główny ma jeszcze gorzej.
Do tego masz za sobą kibiców i presję. Jeśli wiesz, ze się pomyliłeś, musisz szybko o tym zapomnieć, by nie pomylić się drugi raz. Po meczu jesteś zmęczony fizycznie, ale i psychicznie. Po ciężkich meczach regeneracja trwa nawet 2-3 dni.
Wiadomo, nie musisz tego robić, ale z reguły jest to twoją pasją, dlatego to robisz. Majątku się na sędziowaniu nie dorobisz.
Wielu rzeczy nie da się zastąpić elektroniką, bo jest to bezcelowe.
I uwierz, że zawodnicy mylą się w jednym meczu o wiele częściej, aniżeli sędziowie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.