Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

136279 miejsce

Bliskie spotkania ze śniegiem i lodem

Zima... Piękny, mroźny poranek, ja otulona w szarości, stąpam po dywanie śniegu... Stop. Nie minęła sekunda, a ja leżałam na tafli zamarzniętej wody.

Wyszłam z domu wczesnym rankiem, aby sprawnie i szybko załatwić zaplanowane sprawy. Ciepło ubrana, jak przystało na zimowy mroźny dzień, skierowałam swoje kroki na drogę wiodącą do przystanku tramwajowego. Otulona w typowe dla tej pory roku szarości poranka, szłam wartko po puszystym dywanie śniegu, nie przeczuwając żadnego zagrożenia. Nagle, nastąpiło przykre spotkanie z ukrytym pod śniegiem wrogiem – lodem. Nie minęła sekunda, a ja leżałam jak długa na ośnieżonej zamarzniętej tafli wody. Moje pełne wysiłku starania ustawienia się w pionie spełzły na niczym. Cóż począć? Przecież musiałam się z tej matni wydostać!

Rozejrzałam się, gdzieś w oddali zamajaczyła mi jakaś postać. Nie wiem czy mnie widziała? Szybko zniknęła z pola widzenia. Zaczęłam iść na czworakach w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do postawienia siebie na nogi. Udało się. Powędrowałam na przystanek. Wsiadłam do tramwaju, zajęłam wolne miejsce i wydawałoby się, że w cieple dojadę do celu, podziwiając piękny, zimowy krajobraz widziany z okna. Komfort ten został jednak zakłócony przez topniejący śnieg w moich butach, który dostał do nich w czasie mojej „śnieżnej” szamotaniny”. Wysiadłam z tramwaju i poczłapałam dalej do celu mojej podróży.

W drodze powrotnej wstąpiłam na marketu. Zakupiłam skarpetki i woreczki na mrożonki. Czym prędzej się udałam w ustronne miejsce, aby zatroszczyć się o moje „biedne”, mokre i zziębnięte stopy. Założyłam skarpetki, a na nie woreczki, żeby je uchronić przed wilgocią, a właściwie ”mokrością” butów. Marzyłam, aby jak najszybciej znaleźć się w moim ciepłym domostwie. Najchętniej popędziłabym niczym wiatr na przystanek, ale poobijane po kilku upadkach ciało nie pozwalało mi na ten eksces. Dotarłam więc do przystanku krokiem statecznym i wyważonym.
Szczęśliwa byłam, gdy wreszcie znalazłam się w moim ciepłym mieszkaniu. Pomyślałam sobie: „Jak to dobrze mieć dach nad głową i ciepłe kaloryfery”.

Zaaplikowałam sobie polopirynę i zaparzyłam herbatę. Rozkoszowałam się ciepłem i do końca dnia nie wyściubiłam nosa z mojego przytulnego siedliska.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

To ze mną nie było tak żle:)W sytuacji, którą opisujesz Marku,proponowałabym umieścić tam tabliczkę z napisem:"do sklepu - tylko na łyżwach":)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.01.2010 22:23

Wyobraź sobie, że w samym centrum (było nie było) stolicy, nie można się "przebić" do najbliższego sklepu, by nie poćwiczyć " jazdy figurowej na lodzie"...... Każdy zaliczy - co najmniej - "potrójny dupsel".......... 5* Pozdrawiam serdecznie i uważaj na siebie! Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

a tak jest u mnie

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.