- Gdy wchodzę do klatki, chcę tylko jednego: jak najszybciej dopaść rywalkę i dokopać jej - opowiada studentka. - Na ringu jestem tak skupiona, że nie docierają do mnie okrzyki i gwizdy rozemocjonowanej widowni. Patrzę konkurentce w oczy i staram się ją zabić wzrokiem...
Bez zasad
MMA, czyli mieszane sztuki walki, czy "vale tudo", co z brazylijskiego oznacza "idzie wszystko" - to zawody, w których startuje jasnowłosa łodzianka. Zwykle reklamuje się je jako pojedynki bez żadnych zasad i reguł. Dla jednych to przejaw totalnego zdziczenia obyczajów. Dla innych najprawdziwszy i najbardziej pasjonujący ze sportów walki, bo w rzeczywistości nie jest to mordobicie bez żadnych ograniczeń. Trzeba się tak bić, by uniknąć śmierci i poważnych obrażeń ciała.
Magda Jarecka jest niewysoką, mocno zbudowaną, bardzo sympatyczną dziewczyną o ciemnoniebieskich oczach. Ma 24 lata i wcale nie wygląda na kogoś, kogo pasjonują brutalne walki.
- Ma jednak duszę wojownika. Jest zacięta i nienawidzi przegrywać. Gdy trzy lata temu po raz pierwszy walczyła na ringu z facetem, ze złości ugryzła go w udo za to, że ją mocniej ścisnął. A podczas gali walki w Budapeszcie, gdy sędziowie niesprawiedliwie zdyskwalifikowali ją za faul, wpadła w taką wściekłość, że o mało nie zdemolowała szatni - opowiada Grzegorz Chałubiński, trener Magdy, brązowy medalista mistrzostw Europy w kempo karate w Budapeszcie w 2004 r. Sportów walki uczy od 20 lat. Swoją podopieczną poznał 13 lat temu.

- Podczas treningu podeszła do mnie niewysoka 11-latka i nieśmiało zapytała, czy mogłaby ćwiczyć karate. Kazałem jej robić pompki. Ze zdumienia przecierałem oczy. Wykonywała je perfekcyjnie, w dodatku dwa razy więcej niż jej rówieśnicy - wspomina Chałubiński.
Karate kyokushinkai Magda zaczęła trenować z ogromną pasją. Najbardziej spodobało się jej to, że mogła silnie kopać i okładać pięściami przeciwników. Wtedy też zauważyła, że jej głównym atutem jest siła. Dzięki niej mogła pokonywać wyższe od siebie dziewczyny.
Więcej na ten temat
www.express.lodz.pl