Facebook Google+ Twitter

Blues nie boi się deszczu

Wczoraj w wypełnionym po brzegi warszawskim Torwarze wystąpił Gary Moore. Gitarzysta dał porywające show, które zapisze się w pamięci fanom bluesa i rocka. Bo Moore ma nadal rockowy pazur.

 / Fot. OLIVIER MAIRE PAP/EPAPod halę docieram prawie punkt dziewiętnasta. Na trasie deszcz, widoczność słaba, a szybko jechać się wszędzie nie da. Ciągnące się kilometrami niebezpieczne remonty dróg na Euro. Robią to tak, jakby mistrzostwa miały być za 20 lat a nie za dwa. Wstyd, żeby do stolicy dojazdu porządnego nie było. Jeszcze dochodzi do tego problem z zaparkowaniem auta w okolicy Torwaru.

Wpadam do holu, sprawdzenie biletu, obowiązkowa wizyta w szatni. Potem zakup pamiątkowych koszulek. Ludzi bardzo dużo, przeważnie starsi, choć mignęło mi parę młodych, a nawet bardzo młodych twarzy. Po wejściu na płytę pierwsze co rzuca się w oczy to scena. Prostota w każdym calu – perkusja, organy i gitary basowe na stojakach. Ogrom ludzi, cała hala zapełniona do ostatniego krzesełka. Miałem miejsce zaraz w drugim rzędzie, przekonałem się, że wybór był trafny – oszczędność w sprawie biletu byłaby niewskazana. Koncert oglądało się rewelacyjnie!

Ciemna koszula, jeansy i coś a'la kowbojki. Twarz zmęczona życiem, a w rękach gitara, która pamięta wiele. „Hello!” – rzucił Gary owacyjnie witany i niemal od razu zaczęli od bluesowego hitu Oh, Pretty Woman. Akustyk oczywiście potrzebował chwili, by dostroić dźwięk. Zrobił to naprawdę szybko, bo każdy kolejny utwór brzmiał wybornie.

Koncert trwał przynajmniej dwie godziny, okraszony był samym mięsistym, momentami rockowym graniem. Aż go skręcało! Aż go nosiło! Parę akordów przyniosłoby ukojenie jego duszy… Gary kipi od rocka, mimo, że jest zadeklarowanym bluesmanem i na jego sety składają się tylko i wyłącznie kompozycje od roku 1990 wzwyż. Charakterystyczny grymas na twarzy i jego palce zaczynają żyć swoim życiem. Na bardzo długie, drapieżne solo pozwolił sobie po Mojo Boogie, w którym swoje trzy grosze dorzucił klawiszowiec. Basista grał tylko pozornie „to samo”, wytrawny słuchacz i baczny obserwator wyłapał, że ozdabiał swoje partie dyskretnymi pochodami czy drobnymi niuansami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.