Facebook Google+ Twitter

Błyszczące Klejnoty w Koronie Rzeczypospolitej

Wystawę "Klejnot w Koronie Rzeczypospolitej" zorganizowana z okazji 560 rocznicy drugiego pokoju toruńskiego możemy oglądać w Gdańsku do końca lutego. Ale czy warto?

Bilet wstępu na wystawę fot. J.BogdanowiczChociaż wystawę "Klejnot w Koronie Rzeczypospolitej" w Gdańsku, można oglądać już od od 4 grudnia 2006 r., wybrałam się na nią dopiero dziś. I mało brakowało, a uciekłabym stamtąd, gdzie pieprz rośnie. W sali ujrzałam grupę ziewających, znudzonych licealistów. Z twarzy niektórych dało się wyczytać wołanie o pomoc. Inni szeptali: chcę do domu, do domu! Prawie udało im się mnie zniechęcić. Prawie...

Eksponaty możemy oglądać z okazji 560. rocznicy II pokoju toruńskiego zawartego w 1466 r. między Polską a Krzyżakami, który zakończył wojnę trzynastoletnią. To właśnie wtedy do Królestwa Polskiego dołączono Pomorze Gdańskie i Warmię, ziemię chełmińską i Mmchałowską, czyli Prusy Królewskie, których dotyczy wystawa "Klejnot w Koronie Rzeczypospolitej".

Na dwóch piętrach Zielonej Bramy w Gdańsku zlokalizowano dokumenty, przedmioty, meble, a nawet stroje ludzi żyjących w Prusach Królewskich. Niektóre z nich pochodzą z XIX w. Czasem, aż trudno uwierzyć, w jak dobrym stanie zachowały się eksponaty.

Zwiedzanie zaczęłam od złotnictwa kościelnego. Monstrancje, ampułki i kielichy mszalne, krzyże, kadzielnice - łącznie ponad 100 eksponatów. Wszystko to wykonane z ogromną precyzją. Moją największą uwagę zwróciły monstrancje, które kształtem przypominały wieże kościołów (monstrancje gotyckie). Większość wykonana była z czystego złota, bogato zdobiona kamieniami szlachetnymi (rubiny, szmaragdy), z wygrawerowanymi scenami z życia świętych.

Kiedy od złota aż świeciły mi się oczy, z ulgą przeszłam do rycin z XVII w., przedstawiających sceny z życia mieszkańców Prus Królewskich. Tuż za nimi rozciągała się "galeria" kafelków z domów bogatego mieszczaństwa. Zaledwie kilka z nich było popękanych, reszta wyglądała zadziwiająco dobrze. Z podsłuchanej rozmowy dwóch ochroniarzy dowiedziałam się, że prawdopodobnie tylko parę jest oryginalnych. Resztę (podobnie, jak w kaflowym piecu, w gdańskim Dworze Artusa) wykonał w podobny sposób zwykły rzemieślnik.

Kolejną część wystawy stanowi złotnictwo świeckie. Około 140 eksponatów to puchary, kufle, kubki, łyżki, świeczniki, wyrabiane specjalnie na zamówienie bogatej szlachty, dworu królewskiego, mieszczaństwa. Oprócz tego możemy obejrzeć unikatowe wilkomy, służące do wznoszenia toastów, a także rogi, które kiedyś oznajmiały rozpoczęcie polowań. Ciekawym eksponatem była też nagroda za upolowanie największej zwierzyny. Był nim srebrny orzeł, miała charakter przechodni. Zwycięzca musiał oddać ją przy kolejnym polowaniu.

Na drugim piętrze utworzono pomieszczenia mieszkalne. Myślałam, że przechadzając się miedzy meblami powinnam poczuć się jak w siedemnasto- osiemnastowiecznym mieszkaniu. Ramy prawie trzystoletnich łóżek z wyrzeźbionymi ornamentami roślinnymi, szafy ze skrzypiącymi drzwiami powinny wprowadzić niepowtarzalny klimat. I byłoby to możliwe, gdyby tak sztucznie nie wyglądały. Kilkusetletnie meble w ogóle nie wyglądały na swoje lata. Nienaturalnie błyszczały, jakby ktoś do ich wypolerowania zużył tony środków czyszczących. Nie widać było pęknięć, zarysowań. Wydawać by się mogło, że powstały w XXI, a nie w XVII wieku.

Gdyby nie kolekcja ceramiki pomorskiej (ręcznie malowanej!), chyba nie uznałabym tej wystawy za udaną.
Podsumowując: zachęcam do zwiedzenia "Klejnotów w Koronie Rzeczypospolitej". Sama z chęcią wybiorę się na nią jeszcze raz, ale raczej ominę II piętro.

Ceny biletów: normalny- 8zł, ulgowy- 4zł, rodzinny- 16zł, grupowy (dla szkół i wycieczek liczących 15 i więcej osób) - 2zł.
Godziny zwiedzania: poniedziałek: nieczynne, wtorek- piątek (od 10 do 16), sobota- niedziela (od 10 do 17). Wystawa czynna będzie do 29 kwietnia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Racja Adamie,ale ja mówiłam o "błysku" niekoniecznie w odniesieniu do metalowych obiektów.To było określenie bardziej ogólne i w dodatku umieszczone w cudzysłowie.
Z przyjemnością obejrzałam niedawno zbiory sztuki śląskiej we wrocławskim Muzeum Narodowym...Podziwiałam misterne detale malarskie,czy zdobnicze,których pewnie nie byłoby widać gdyby eksponaty nie byly jak "nowe"... ;-).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niekoniecznie, Paulino, konserwacja musi oznaczać wysoki połysk. Taki dają odczynniki kwasowe o dużym stężeniu. Za podstawowy błąd uważa się na przykład czyszczenie srebrnych monet z wykopalisk na błysk, ponieważ ich wygląd jest istotną informacją. Czasem patyna nie tylko dodaje uroku, ale jest też nieszkodliwa. Co innego tzw. złośliwa patyna, która wżera się w metal i często powoduje jego korozję. Z tym trzeba bezwzględnie walczyć. Jak robić ciekawe wystawy? Coż, multimedialność jest dzisiaj chyba kluczem (patrz przykład Muzeum Powstania Warszawskiego).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Daje Ci plusa ,za bardzo ciekawy opis przebiegu zwiedzania oraz rzeczowe informacje na temat eksponatów. Co do autentyczności niektórych przedmiotów wyglądających "jak nowe" to powiem Ci Asiu, ze jest to zasługą konserwatorów ,ze tak "błyszczą". Oczywiście ,wystawa byłaby bardziej przekonywającą, gdyby eksponaty wyglądały na swój wiek,ale proces konserwacji niestety(?) wyklucza taka możliwość...Zajmowałam się kiedyś konserwacja i wiem ile kontrowersji wzbudza restauracja dawnych dziel sztuki i rzemiosła,zwłaszcza gdy przywykliśmy do ich "spatynowanego" wyglądu,ale wierz mi, ze w interesie przetrwania tego dziedzictwa jest pieczołowite odnawianie go (choć co za dużo ,to niezdrowo!).Mam nadzieje,ze następnym razem zobaczysz te wystawę nowym okiem,bez uprzedzeń, bo na pewno warto!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy, rzeczowy artykuł. Brakuje mi w W24 recenzji z wystaw. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście wystawę zawsze można zorganizować z pomysłem. Muzealnicy, szczególnie ci, którzy bywali trochę za granicą, zaczynają powoli rozumieć, co robić, żeby licealiści nie ziewali.

Co do jakości eksponatów, możemy się tylko cieszyć, że ocalało aż tyle oryginalnych. Znaczna część dzieł sztuki (także użytkowej) znajduje się w mniej lub bardziej prywatnych zbiorach kolegów Eriki Steinbach. Ogromna ilość zabytków została "wyzwolona" z istnienia przez Armię Czerwoną już po opuszczeniu Prus i Pomorza przez Niemców. Wiele eksponatów z tych terenów wywędrowało także wgłąb Rosji. Zapewne część została rozszabrowana.

Reasumując: cieszmy się, że - mimo wysiłków tak wielu ludzi - w ogóle mamy co oglądać. ( +)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki za przypomnienie :) Skoro wybierasz się drugi raz, to chyba jednak zdecydowanie warto zajść do Zielonej Bramy :) Ciekawa też jestem spotkania z ochroniarzami, oni rzeczywiście często bardzo dużo wiedzą, chociaż nie zawsze prawdę :). Z tego co ja wiem, w piecu kaflowym w Dworze Artusa jest AŻ 437 oryginalnych kafli ( spośród 520) Stawiam plusa dla Ciebie za super wirtualną podróż po wystawie, ale minusa dla ... Twoich Rodziców:) Przechodziłam dzisiaj koło ich sklepiku i nie widziałam plakatu w24 ! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam nadzieje Asiu, że żadnego eksponatu pod kurteczkę nie zabrałaś do domku;P
A licealiści pewnie stali tam biedni, bo innym wyjściem było pewnie siedzenie w szkole..więc się nie dziwię.
a eksponaty można było sobie podotykać?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.