Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11239 miejsce

Bo gdybym się kiedyś urodzić miał znów...

Czy polskie wojsko powinno wkroczyć na Zachodnią Ukrainę? Czy powinniśmy odzyskać Kresy Wschodnie? Tak - w imię historycznej prawdy. Tak - z uwagi na międzynarodowe prawo. Tak - dla ochrony polskiej ludności.

Lwów - widok z wieży ratuszowej. / Fot. Jan MehlichTytuł niniejszego artykułu, nawiązujący do piosenki z filmu "Włóczęgi" z 1939 roku, może nieco wprowadzać w błąd. Nie sentymenty bowiem, czy zwykłe chciejstwo, ale zimna kalkulacja obecnej sytuacji politycznej zmuszają do zastanowienia się nad przyszłością Kresów Wschodnich.

Ostatnie wydarzenia w Rosji i na Ukrainie spowodowały, że w wielu z nas obudziła się cicha nadzieja nad odzyskanie ziem leżących na wschód od Bugu. Ziem obecnie znajdujących się pod administracją ukraińską, które Rzeczpospolita Polska utraciła w wyniku niesprawiedliwych i haniebnych rozstrzygnięć jałtańskich.

Ktoś może powiedzieć, że podnoszenie dziś kwestii utraconych Kresów to nic innego jak polityczna hucpa, czy przynajmniej wyraz bezmyślności. Nic bardziej mylnego. Właśnie rosyjskie działania wobec Ukrainy oraz postawa samych Ukraińców skłaniają do pochylenia się nad tym zagadnieniem i do zadania sobie pytania: czy Kresy Wschodnie powinny wrócić na łono Macierzy?

Gdyby wziąć pod uwagę zdanie Polaków na ten temat, odpowiedź na powyższe pytanie byłaby oczywista. Według badania opinii publicznej przeprowadzonego w 2007 przez Instytut Pentor, ponad połowa obywateli RP uważa Kresy Wschodnie za ziemie polskie. Jednak argumentów przemawiających za powrotem Lwowa i innych polskich miast i miejscowości znajdujących się na terytorium dzisiejszej Ukrainy znaleźć można więcej.

Pierwszym i zarazem najbardziej oczywistym jest argument historyczno-etniczny. Tereny, które potocznie nazywamy dziś Kresami Wschodnimi znajdowały się w granicach Królestwa Polskiego już w XVI wieku i pozostawały w tychże do czasu rozbiorów, by powrócić do Macierzy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku i wojnach granicznych, zakończonych zwycięstwem oręża polskiego.

Według różnych źródeł, tzw. "ziemie zabrane" zamieszkiwane były jeszcze na początku XX wieku przez ok. 6 mln Polaków, co stanowiło blikso jedną czwartą całej ich populacji. Wierząc danym przedstawionym przez Rafała Wnuka w książce "Za pierwszego Sowieta. Polska konspiracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej", tereny na wschód od niesławnej linii Curzona zdominowane były przez ludność polską (43 proc.). Inne narodowości pozostawały pod tym względem daleko w tyle za Polakami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Propaganda to nie jest, bardziej prowokacja, którą chciałem zmusić do refleksji... Co mnie, Panie Piotrze, obchodzi jak będziemy wygladali? Na pewni nie gorzej niż w 1938, kiedy rzuciliśmy się jak hieny na Czechosłowację, żeby zabrać to, czego Hitlerowi się zabrać nie udało. I pewnie lepiej byśmy wyszli na układzie Sikorski-Putin, niż Sikorski-Jacyniuk. Świat o nas i tak wie już swoje -że jesteśmy złodziejami i lubimy wypić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moim skromnym zdaniem w/w art jest nasączony propagandą i niezdrowym rewizjonizmem.
Założenia Unii Europejskiej są odmienne i obowiązujące nas wszystkich. Taki scenariusz jest możliwy, ale dla Polski będzie to początek końca. Jeżeli Ukraina wejdzie w skład UE, to będzie można tam sobie jechać, tak jak my teraz po całej Europie i mieszkać gdzie się tylko chce. Manipulowanie granicami w XXI Wieku, to bardzo niezdrowa zabawa.

No, właściwie ciekawie byśmy wyglądali wg analogii:

Libentrop - Stalin (Mołotow)
Sikorski - Putin

A to nie "pachnie" zbyt dobrze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.