Facebook Google+ Twitter

Bo musi być drogo

Za większość zapowiadanych i zrealizowanych podwyżek odpowiada... Unia Europejska i nasz własny rząd. Owe instytucje kroczą drogą ku celowi: "Aby było drożej".

Z niemal wszystkich mediów atakuje nas przekaz: "nadchodzi drożyzna". Co więcej - drożyzna nie tylko nadchodzi, ale w wiele miejsc już nadeszła. Każdy, kto zwraca uwagę na ceny w sklepach spożywczych już od roku nie może się połapać co się dzieje. A to ser podrożał o 25 proc., a to cena chleba wzrasta ponad naszą odporność, a to mleko jakoś dziwnie droższe. W tym segmencie rynku drożeje niemal wszystko. Ale to dopiero początek - drożeje gaz (mowa jest nawet o 30 proc.!), podrożał prąd (a kolejne podwyżki szykują się na kwiecień), drastycznie wzrosły ceny wywozu śmieci. W najbliższych miesiącach podrożeje też zapewne paliwo - ajenci stacji i koncerny paliwowe już przypilnują, abyśmy tanio na wakacje nie pojechali.

Problem w tym, że owe podwyżki rzadko kiedy wymuszone są realnie przez rynek, czyli grę popytu i podaży. Te podwyżki to efekt absurdalnych, a czasami "tylko" błędnych, decyzji polityczno-urzędniczych. Ot, przyjrzyjmy się rynkowi żywności. Oficjalna wykładnia drożyzny jest taka: "popyt w Chinach i Indiach spowodował braki produktów na światowych rynkach. Dzięki bogaceniu się obywateli tych państw wzrasta zapotrzebowanie na mleko i artykuły spożywcze". Komunikat może i logiczny, zapewne jest w nim sporo prawdy, ale w moim nieufnym rozumie pojawia się wątpliwość, czy raczej pretensja. Bo przecież jeszcze 3 lata temu była w UE bijatyka o tzw. kwoty mleczne. Banda urzędasów z Brukseli ograniczała produkcję mleka, bo rzekomo było go za dużo. To te legiony "wybitnie wykształconych" i znakomicie opłacanych darmozjadów nie przewidziały hossy na rynku mleka? To za co oni biorą pensje? Oni nie przewidzieli wzrostu popytu i wzrostu cen, a w efekcie ja i miliony europejczyków mamy płacić za ich niewiedzę? Żałosne.

UE dopłaca rolnikom za nieobsiewanie pól. Efekty tego absurdu widać gołym okiem po roku słabszych zbiorów, gdy zboża jest zbyt mało. Ograniczona produkcja + słabsze zbiory = drożyzna. Która nie istniałaby, gdyby każdy decydował swobodnie o tym co i gdzie chce produkować.

Inny przykład - w UE pojawił się pomysł zniesienia od 2012 roku darmowej emisji do atmosfery np. dwutlenku węgla. Obecnie każdy kraj ma swoje limitu i musi płacić za nadwyżkę emisji. Od 2012 będzie musiał płacić za wszystko. O ile wówczas w Europie podrożeje prąd? Trudno ocenić, ale podwyżka będzie skokowa. Oczywiście głównie tam, gdzie nie postawiono na energetykę jądrową, czyli np. w Polsce. Za te fanaberie zapłaci klient. I to drogo zapłaci. Ekologów pragnę uspokoić - rozumiem intencje tego rozwiązania. Ale i tak uważam je za absurdalne. Państwa/firmy powinny płacić za nadmierną emisję zanieczyszczeń. Jeśli elektrownie, huty, czy inne przedsiębiorstwa używają najnowocześniejszych technologii - powinny być z opłat zwolnione. W takim systemie "opłata za emisję" motywowałaby do inwestycji w ekologię, bez tak drastycznego - AUTOMATYCZNEGO - przerzucania kosztów na klientów. Kolejny przykład to promowanie np. elektrowni wiatrowych bez wytłumaczenia, jak droga jest energia z wiatraków. A jeszcze ważniejszy jest brak innej informacji - nieprzewidywalność wiatrów powoduje, że elektrownie wiatrowe nie zastępują konwencjonalnych. Te drugie buduje się tak jak kiedyś. Bo "proekologiczny" Europejczyk nie zrezygnuje przecież z włączenia choćby jednego urządzenia, dlatego że akurat nie ma wiatru...

Czemu energia nie może być droga? Bo jako Europa konkurujemy na globalnym rynku. Bo w Chinach energia jest tańsza i oni lekceważą wymogi ochrony środowiska. Nie namawiam do "chińskich rozwiązań", ale ostrzegam - musimy minimalizować koszty, a nie tworzyć dodatkowe. Dziś już z szyderstwem mówi się o realizacji "strategii lizbońskiej" - budowaniu w Europie najbardziej konkurencyjnej gospodarki świata. Wiadomo, że najbardziej konkurencyjni nie będziemy m.in. przez takie pomysły jak ten z energią.

Wracając na polskie podwórko - ostatnio media doniosły o planowanej specjalnej opłacie ekologicznej (50 zł) przy zakupie np. nowego telewizora, czy lodówki. Połączenie podatku z depozytem, które ma zagwarantować prawidłowe utylizowanie (w przyszłości!) tego urządzenia. A ja mam pytanie - czy warto? W moim prostym umyśle jest inne rozwiązanie. Państwo powinno wspierać zakup nowych energooszczędnych telewizorów i lodówek. Powinno dopłacić każdemu, kto zmieni starą lodówkę na lodówkę klasy energetycznej A+. To jest realne działanie ekologiczne, a nie system kolejnych opłat.

Przykłady można mnożyć. Unia, a z nią Polska, zmierza w stronę "drogiego życia, o rzekomo wysokiej jakości". Zmierza w stronę "wygody dla wybranych". To nie jest dobry kierunek. Tylko, że europejskie elity, w szczególności brukselska administracja, nie liczą z nikim. A już najmniej z przeciętnym zjadaczem coraz droższego chleba.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

nie dopłacać! nigdy. Ulgi podatkowe - tak aby opłacało się kupować lepsze:)! A żądania płacowe. No cóż - trzeba być twardym...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Państwo powinno wspierać zakup nowych energooszczędnych telewizorów i lodówek. Powinno dopłacić każdemu, kto zmieni starą lodówkę na lodówkę klasy energetycznej A+. To jest realne działanie ekologiczne, a nie system kolejnych opłat." Wszystko pięknie, ale proszę mi powiedzieć, skąd państwo ma dopłacać? Wobec ogromnych żądań: lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, górników, hutników, pracowników administracji i babć klozetowych propozycja opłacania przez państwo działań ekologicznych na taką skalę jest gwoździem do trumny prominenta, który ją złoży...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.03.2008 16:14

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.