Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179011 miejsce

Bóg Cię kocha! Tylko dlaczego na ulicy?

Niedziela, wczesne popołudnie. Idziemy na dłuższy spacer nad jezioro Malta w Poznaniu. Na początku ulicy Garbary, pod mostem zatrzymują nas dwie starsze panie o lekko "moherowym" wyglądzie. Czyżby marketing partyzancki w kościele katolickim?

fot. Robert Kwiatek, Dziennik Bałtycki- Czy mają państwo czas?
Pytanie podchwytliwe... Może świadkowie Jehowy? Nigdy tak nachalnie nie zaczepiali mnie na ulicy w niedzielę, ale kto wie. Nie mam nic przeciwko świadkom Jehowy, ale totalnie nie mam nastroju tu i teraz snuć filozoficzno-religijnych dyskusji. Może panie po prostu się zgubiły. Zapytam:
- A o co chodzi?
Tu następuje długi i zawiły wstęp, z którego wynika, przede wszystkim, że panie chcą porozmawiać tu i teraz o Bogu.
Dziękuję uprzejmie i ruszamy swoją drogą.
Panie krzyczą za nami oburzone:
- Ale my nie jesteśmy świadkami Jehowy! Jesteśmy z kościoła katolickiego!
Jakby miało to jakieś znaczenie,dla kogoś, kto wybiera się na niedzielny spacer.

Idziemy dalej, ale pozostał lekki niesmak. Moja wiara - moja sprawa. Dlaczego mam o tym rozmawiać w niedzielę na jednej z najbardziej ruchliwych ulic w Poznaniu?
Dwie minuty później na Szyperskiej grupa kobiet w wieku ok. 25-35 lat otacza nas i zagaduje:
- Czy możemy porozmawiać?
To już uczciwsze, ale na potrzebujące nie wyglądają, a ja nie mam wybitnie nastroju na dyskusje o moim braku wiary.
- Nie. Dziękujemy bardzo.
Zawiedzione, odpuszczają nam, ale nie do końca. Po lekkim namyśle wrzeszczą do nas, aż dzwonią szyby w sąsiednich blokach:
- Bóg was kocha!
Mam ochotę odkrzyknąć: "Cukier krzepi!".

W miarę zbliżania do katedry zaliczyliśmy kilka zaczepek w tym klimacie. Nastrój spaceru popsuł się na dłuższą chwilę. Przy okazji uważniej przyglądałem się otoczeniu katedry, obok której przechodziliśmy.
Bardzo ładny i nie najgorzej utrzymany ogród parafialny, choć niestety całkowicie zamknięty dla kogokolwiek. Może dlatego nie krzyczały: "proboszcz was kocha"? W sumie łatwiej to zwekslować na Boga.

Spacer był długi, wokół Malty. Więc dobry niedzielny nastrój wreszcie powrócił.
Niedaleko tablicy z wynikami toru wodnego na Malcie z lekkiego zmierzchu wyłania się i wyraźnie zmierza w naszą stronę nas dwóch facetów. Wionie gorzałą. Jeden coś do mnie bełkocze. Szukam papierosów po kieszeniach, żeby wspomóc. Nie rozumiem go.
- Proszę?
Skupia się, zbiera w sobie, opanowuje język i mówi:
- Niech będzie pochwalony!
Zamiast normalnie odpowiedzieć, jak mnie wychowano: "Na wieki wieków", parskam:
- Nie, dziękuję. Nie jestem zainteresowany!

Mam ochotę wybrać się do proboszcza katedry z prośbą. O ile to możliwe, wolałbym, żeby bóg kochał mnie bardziej dyskretnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Dariusz Buczkowski
  • Dariusz Buczkowski
  • 20.08.2011 12:05

Powiam szczerze jakieś 18 lat temu miałem możliwość rozmawiać z przygotowanym pastorem, przynajmniej takie sprawiał wrażenie, próba wyjaśnienia że Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch święty to to samo na podctawie wersetów z Biblli skończyła się sprzecznością z pozostałymi wersetami, na koniec stwierdził że szkoda ze mną na to tracić czasu.
Cóż powinien powiedzieć że jest to tajemnica święta i było by bez komentarza!
Pozdrawiam wszystkich berejczyków...(?)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli mówiły ,że nie są Jehowami, to wcale nie znaczy ,że są katolikami, dotyczy pierwszego i drugiego przypadku. trzeci przypadek to chyba "zajęcia praktyczne z ostatniej wieczerzy" chłopcy zbyt do serca sobie wzięli nauki. Poza tym to jak już mógłbym wybierać, to wolę zaczepki "moherów" od zaczepek dresów/ABS-sów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie się podoba, tak zwyczajnie

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.03.2007 18:38

Wspaniałomyślnie jestem w stanie zrozumieć autora. Wiara to intymna sfera, nie każdy ma ochotę na rozmowę o niej z kimś obcym i w dodatku na ulicy.
Plus daję, żeby zniewelować minus kogoś, kto tu zawitać nie powinien.

Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

W związku z tematem przypomniała mi się zabawna historyjka.
W czasach nastolatkowych byłam na wyjeździe oazowym. I od początku poszła fama, że w programie jest przewidziany dzień na "ewangelizację" i będziemy musieli chodzić po domach i "ewangelizować" miejscową ludność ;)
Byliśmy przerażeni. Kiedy nadszedł dzień "ewangelizacji", ksiądz przemówił do nas takimi słowy:
"Ponieważ przyjeżdżamy tu od wielu lat i Ci ludzie... naprawdę nas lubią.... i nawet obniżają nam specjalnie ceny wynajmu pokoi... i już w poprzednich latach byli... ewangelizowani... to dla zachowania dobrosąsiedzkich stosunków... i żebyśmy mogli tu dalej przyjeżdżać... i być tak... miło przyjmowani... będziemy się dziś ewangelizowali we własnym gronie" ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pozwoliłam sobie skasować dwa ostatnie wpisy, będące niezbyt udaną premierą nowego użytkownika w24.:( Mam wrażenie, że użytkownik ów pomylił adresy. Ewa Kowalska

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szernie, myślę, że problem wyniknął z lekkiej nadinterpretacji dobrych chęci Beaty.
Tak na marginesie zupełnie, sugerowałbym używania nazwy: Kościół Rzymsko Katolicki w Polsce.
Polski Kościół Katolicki to zupełnie inny związek wyznaniowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

sniemiec:
Przepraszam, że nie zrozumiałem, że to życzenia: "Oby tylko pan Bóg nie potraktował jej bardzo serio i przestał reagować na wezwania, gdy Autor znajdzie się w potrzebie."
Bardzo subiektywnie, przyznaję, ale uważam, że obecnie polski kościół katolicki, w którego duchu zostałem wychowany, cechuje się wielką zarozumiałością i zadufaniem, zamiast niefasadowej życzliwości, pokory i duchowej delikatności, które, jak się wydaje były domeną Chrystusa. I to właśnie pobrzmiało mi z tego ostrzeżenia. Jeśli źle zrozumiałem Beatę - szczerze przepraszam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi Autorze,
Nawet jako agnostyk, ateista, lub wyznawca innej religii, może Pan traktować dobre życzenie z uprzejmością. Kiedy w swojej pracy duszpasterskiej spotykam się z kapłanami innych wyznań (nawet nie chrześcijańskich) zawsze z wdzięcznością przyjmuję od nich życzenia i błogosławieństwa (w tym np. typowo judaistyczne błogosławieństwo Aaronowe). Tak samo są traktowane moje.
Życzliwość wobec wyznawców innych religii to miły gest, który nas nic nie kosztuje, a pozwala nam wszystkim odnaleźć się w wielkiej rodzinie ludzkości.
Słowa Pani Beaty były raczej życzeniami niż próba groźby.

Komentarz został ukrytyrozwiń

autor do Beata_B:
Niewątpliwie byłoby to zasadne, ale nie jestem przekonany do końca czy to wyższa instancja wysłała tych ludzi na ulicę, czy jednak proboszcz. Mam wrażenie, że wyższa instancja tym razem aktywnie w decyzji nie uczestniczyła.
Generalnie wyższej instancji nie zawracam głowy, nie jestem katolikiem i wszystkie religie traktuję z jednakową sympatią z jednej strony, a nieufnością z drugiej. Delikatnym terrorem rodem z łańcuszków szczęścia trudno mnie przestraszyć... :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.