Facebook Google+ Twitter

Bóg wojny na koncercie charytatywnym

Co łączy boga wojny, imię germańskie i kapelę metalową? Otóż jedna nazwa: Sigmar.

Sigmar, jak mówi Wikipedia, to w świecie "Warhamera" pierwszy Imperator i bóg-śmiertelnik - patron Imperium i wojny. To także jedno z imion germańskich. Ale to również nazwa wrocławskiej kapeli metalowej.
Muzycy z zespołu Sigmar dają czadu na koncercie charytatywnym / Fot. Grażyna Żakiewicz
Jakiś czas temu byłem na koncercie charytatywnym. Zbierano fundusze na potrzeby oddziału hematologii dorosłych we Wrocławiu. Na scenie pojawiło się kilka kapel rockowych oraz m.in. Jurek Styczyński z zespołu "Dżem". Jakież było moje zdziwienie, gdy na scenę wszedł wrocławski zespół Sigmar, grający metalową muzykę. W głowie zaczęło roić mi się od pytań: jak to, sataniści na koncercie charytatywnym? W czasie ich występu pod sceną wszyscy świetnie się bawili. Nawet ja, niekoniecznie przepadający za tego typu muzyką, byłem pod wrażeniem. Było dla mnie niezrozumiałe, że zespół grający taką muzykę może rozbawić publiczność, która niekoniecznie przepada za takim stylem muzycznym.

Po koncercie postanowiłem pogadać z chłopakami i umówić się na spotkanie. Szczęśliwie udało się, czego dowodem jest poniższy wywiad.

Witajcie. Możecie przedstawić swój zespół?
Macio - wokal i bas, Matys - gitara i lider zespołu, Wojtas - gitara oraz Drew - perkusja.

Powiedzcie coś o historii zespołu.
Matys: 4 lata temu, w czerwcu, umówiłem się z Maciem, że zakładamy nowy zespół i widziałem go w roli basisty. Na spotkaniu zjawił się również Kosa. Uzgodniliśmy, że zostanie drugim gitarzystą. Na jedną z kolejnych prób Kosa przyprowadził znajomego bębniarza, Skowrona. Pod koniec sierpnia Skowron oświadczył że wyjeżdża z kraju, więc zostaliśmy bez bębniarza. Macio przyprowadził więc swojego starego znajomego perkusistę Drew. Od września zespół ruszył znów z próbami z nowym bębniarzem, a w październiku zagrał swój pierwszy koncert. Niestety uznaliśmy, że Macio nie spełnia się jako wokalista, więc odbyło się kilka przesłuchań i wybór padł na Martę. Po jakimś czasie atmosfera w zespole zaczęła się psuć. Marcie nie spodobało się, że zaczynamy grać coraz ostrzej i ciężej, więc postanowiła odejść. Zespół wrócił do czteroosobowego składu, a Macio znów stanął za mikrofonem. Jak już wspomniałem, zmieniła się ogólna koncepcja muzyki, zespół zaczął grać ciężej, mocniej i szybciej. Kolejne miesiące upłynęły nam pod znakiem licznych koncertów. Wzięliśmy nawet udział w trasie koncertowej "Wartribe tour", organizowanej przez przyjaciół z "Extinct Gods", która objęła m.in. Poznań, Rawicz, Oleśnicę i Wrocław.Drew i jego gary / Fot. Grażyna Żakiewicz Po tej trasie koncertowej zespół postanowił zrobić sobie wolne, bo Kosa wyjechał na całe lato. Czerwiec, lipiec i sierpień upłynęły więc bez prób i koncertów, a pozostali członkowie zajmowali się swoimi sprawami i odpoczywali od muzyki. We wrześniu wrócił Kosa i gdy wznowiliśmy próby oświadczył, że odchodzi z kapeli. Powodem jego odejścia był kierunek muzyczny, który obrał zespól, a więc muzyka z pogranicza trash i melodic deathu. Nie podobało mu się, więc odszedł. Sigmar pozostał więc po raz kolejny w okrojonym, trzyosobowym składzie. Rozpoczęły się długie i mozolne poszukiwania nowego gitarzysty. Przez przesłuchania przewinął się szereg muzyków, ale wybór padł w końcu na Wojtasa. Przesłuchaliśmy wielu gitarzystów, ale uznaliśmy, że to właśnie Wojtas najlepiej pasuje, zarówno pod względem zdolności jak i klimatu muzycznego. Znów mieliśmy pełny skład. W tym składzie zespół istnieje od wiosny 2007, koncertuje, rozwija się muzycznie, doskonali swoje umiejętności i czeka na kontrakt płytowy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.