Facebook Google+ Twitter

Bogata Szkocja w rozmiarze XXL

Co druga Szkotka i wielu Szkotów może pochwalić się sporą nadwagą. Czy powinno to dziwić? Nie, jeśli przyjrzymy się, jaki prowadzą styl życia a przede wszystkim - jak się odżywiają.

Minione wakacje 2006 spędziłam w Edynburgu, stolicy Szkocji. Byłam tam dwa miesiące, miałam wiec wystarczająco dużo czasu, żeby przyjrzeć się nieszczupłemu narodowi szkockiemu. Co druga Szkotka może pochwalić się sporą nadwaga. Zresztą nie powinno to nikogo zbyt dziwić, gdy  popatrzymy na ich styl życia, sposób odżywiania się.


fot. AKPATradycyjne jedzenie szkockie: śledź w owsiance, jajka, haggis, czyli owczy żołądek nadziewany wątróbką z owsem i cebulką. Hmm… bardzo zdrowy, pełny błonnika, białka i innych wartości odżywczych posiłek. Jednak w Szkocji nikt się już tak nie żywi. Z owsianki, ryb i wątróbki ludzie przestawili się na fast foody, chipsy, ociekające tłuszczem frytki. Prawie jedną trzecią wolnego czasu tamtejsza ludność spędza w knajpkach na jedzeniu i piciu. Przerwa w pracy – do knajpy na lunch, po pracy – do knajpy na obiad i kolację. I tam siedzą już do późnego wieczora. Ci, którzy nie maja tyle czasu również żywią się jedzeniem z restauracji. Wystarczy bowiem skorzystać z opcji „Take Away”, czyli jedzenie na wynos, którą oferuje każdy bar.


Szkocka młodzież grupkami zbiera się na wielkich polach golfowych, w parkach – siedzą, jedzą tradycyjne „fish and chips” popijając tanim miejscowym piwem – Ciderem, albo szkocką whisky. Skąd Szkoci biorą tyle pieniędzy na codzienne jadanie w restauracjach? Otóż Szkocja to bogaty kraj. Pensja wykształconego Szkota to ok. 15 funtów na godzinę, co równa się 90 zł.


Dużym zaskoczeniem była dla mnie pierwsza wyprawa do sklepów z ubraniami. Główna ulica Edynburga, Princess Street pełna jest sklepów znanych firm – H&M, Mexx, Zara, Gap. Rozmiary ubrań w tych sklepach zaczynają się zazwyczaj od litery „L”, i idą w górę, aż po wielkie XXXL, rozmiary, które w Polsce można spotkać tylko w sklepikach z szyldem „Ubrania dla Puszystych”. Rozmiary „S”, „M”, owszem są, ale w małych ilościach, gdyż nikt ich nie kupuje. Pod koniec każdej kolekcji zaczynają się wielkie wyprzedaże najmniejszych rozmiarów. Wówczas kupują je polskie turystki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

To fakt Holendrzy to jest bardzo otyły naród;/ ciągle jedzą smażone półprodukty, frytki, a po obiedzie obowiązkowo wielki deser i przekąski typu slone orzeszki itp. Nigdzie nie chce im sie chodzi pieszo, wszędzie jeżdżą samochodami. A gdy chciałam kupić bluzkę to odpowiednim rozmiarem dla mnie był XS, chociaż w Polsce kupuję zazwyczaj S/M.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pewien znany Anglik parę lat temu stwierdził, że ciało służy mu tylko do noszenia głowy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

jeżeli my, Polacy coś z soba nie zrobimy, to za jakiś czas czeka nas ten sam problem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bylam w Edynburgu w zeszla zime,piekne miasto,ktore mnie totalnie zauroczylo...ale nie zwrocilam uwagi na otylosc Szkotow,ci ktorych spotkalam byli raczej szczupli,ale to pewnie tylko przypadek,bo w Londynie problemu otylosci nie mozna nie zauwazyc. Zreszta problem ten zaczyna rowniez dotyczyc mlodych Francuzow,tradycyjnie znanychz dbalosci o sylwetke...

Komentarz został ukrytyrozwiń

taki sam problem mają Holendrzy - sa wielcy i grubi, pomimo tego, ze chyba 90% społeczeństwa codziennie biega, jeździ na rowerze, rolkach itd., no ale ze oni wciaz sie objadaja tymi swoimi frytkami i krokiety itd. oblane obowiązkowo wielka ilością majonezu...
no ale problem otyłości to problem wszystkich średnio bogatych i bogatych krajów...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.