Facebook Google+ Twitter

Bohater mimo woli

Nikt nie rodzi się bohaterem, tylko nim się staje. Najczęściej jest to sprawa przypadku. Wtedy człowiek kierowany świętym nakazem chwili dokonuje rzeczy wielkich, nie zdając sobie zupełnie sprawy z ich wielkości.

Stanisław Zwierzchowski urodził się w 1915 roku. Po ukończeniu szkoły podstawowej przez kilka lat pracował w rodzinnym gospodarstwie rolnym w Podsłocie, a w 1938 roku wstąpił do 4. Pułku Piechoty w Kielcach. W marcu następnego roku, w stopniu starszego legionisty, objął służbę w Gdańsku, zasilając załogę Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Los widać tak chciał, bo w niespełna cztery miesiące później znalazł się w samym środku walk rozpoczynających II wojnę światową. Jako obrońca Westerplatte wchodził w skład obsługi jednego z czterech moździerzy. W drugim dniu starć, gdy działa te zostały zniszczone przez nieprzyjacielskie stukassy, przeniesiono go na stanowisko celowniczego w placówce „Fort”, gdzie walczył do ostatniego dnia. Potem trafił na wiele lat do niewoli.

W marcu 1945 roku wrócił w rodzinne strony, ale zachęcony możliwością pracy w Milicji Obywatelskiej, przeniósł się do Gdańska, obejmując stanowisko milicjanta w tutejszym VIII Komisariacie Komendy Miasta MO. Zamieszkał w trzypokojowym mieszkaniu w gdańskiej dzielnicy Oliwa, w domu na rogu ulic Krzywoustego i Poznańskiej. Osiągnąwszy względną stabilizację życiową, założył rodzinę i doczekał się siedmiorga potomstwa.

Odkąd przeszedł na emeryturę, najchętniej przesiadywał w przydomowym ogródku, bawiąc się z wnuczkami lub gawędząc z sąsiadami. Jednym z jego znajomych był mój ojciec, któremu pan Stanisław zaproponował wspólną wyprawę na Westerplatte, a konkretnie na Mewi Szaniec, usytuowany u nasady półwyspu. Wyjaśnił, że w 1939 roku pozostawił na tym terenie bardzo cenny przedmiot, który teraz zamierza odszukać.

Ojciec oczywiście przystał na tę propozycję i w umówionym dniu obaj panowie najpierw koleją podmiejską, a potem autobusem dotarli w okolicę twierdzy Wisłoujście. Stamtąd wolnym krokiem przeszli w kierunku półwyspu Westerplatte, zatrzymując się przy Mewim Szańcu. Już za czasów napoleońskich był to ważny punkt strategiczny, na którym w początkach XX wieku Prusacy wznieśli ceglane fortyfikacje. Pan Stanisław uważnie rozejrzał się wokoło, potem wodząc dłonią po powierzchni muru, próbował odnaleźć wyryty na nim znak. Nagle twarz starego westerplatczyka pojaśniała. Na jednej z omszałych cegieł obaj mężczyźni dostrzegli łatwe do odczytania zadrapanie w kształcie litery „x”. „To tu!” – wykrzyknął pan Stanisław. Na jego prośbę, we wskazanym miejscu, ojciec ostrym patykiem rozgrzebał ziemię, natrafiając na zardzewiałe pudełko po papierosach marki „Guluaze”. Delikatnie wydobył je na powierzchnię, oczyścił z piasku i podał koledze. Na dnie pudełka pobłyskiwały trzy metalowe żołnierskie orzełki.

Z relacji pana Stanisława wynikało, że po ogłoszeniu kapitulacji całą załogę Westerplatte zgromadzono w tym właśnie miejscu. Żołnierze siedzieli na trawie otoczeni niemieckim kordonem, oczekując dalszych decyzji. Wtedy kapral Chrzan, który wcześniej walczył w załodze wartowni nr 6, rzucił myśl, aby ocalić przed wrogiem najświętszy symbol polskości. Zdjął z głowy rogatywkę i pewnym szarpnięciem oderwał z niej orzełka. Potem ucałował go na znak szacunku, włożył do pustego pudełka po papierosach, które następnie podał kapralowi Barańskiemu. Ten ze swoim orzełkiem uczynił to samo. W końcu i orzełek pana Stanisława znalazł się w tym nietypowym ukryciu. Korzystając z nieuwagi niemieckich wartowników, pudełko zostało zagrzebane w ziemi, a powyżej tego miejsca kapral Chrzan scyzorykiem wydrapał na ceglanym murze niewielki znak krzyża. Po południu jeńców doprowadzono w okolice twierdzy Wisłoujście, gdzie czekały na nich niemieckie autobusy. Tak rozpoczął się okres niewoli.

Pan Stanisław nigdy nie lubił rozmawiać o wojnie. Ilekroć zapraszano go do udziału w różnych akademiach i spotkaniach, zawsze odmawiał. Zwykł wtedy mówić: - Nie róbcie ze mnie bohatera, bo ja wtedy byłem tylko zwykłym żołnierzem, którego los rzucił w te nieszczęsne miejsce. Wszyscy tam wypełnialiśmy naszą patriotyczną powinność i nic poza tym.

W 1989 roku pan Zwierzchowski został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

Dziękuję za pochwałę, bo każdy autor jej potrzebuje. W tym względzie zawsze pozostajemy dziećmi nawet wtedy, gdy dobijamy setki.
P.S. Ale musisz przyznać, Magdusiu, że z tym „rajem dla intelektu” to trochę przesadziłaś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adam, Twoje teksty to raj dla intelektu , no i ten temat...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beato, Twoje ciepłe słowa pod adresem mojego tekstu są dla mnie prawdziwym wyróżnieniem. Wydaje mi się, że opowiadanie różnych „historii z życia wziętych” może być ciekawą przygodą intelektualną. Jest również specyficznym sposobem utrwalania rzeczywistości. Jedni używają aparatu fotograficznego, inni płótna i farb, a jeszcze inni kamienia i dłuta. Ja używam prostych słów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję, Piotrze, za komentarz, który można zaliczyć do grupy najkrótszych w historii dziennikarstwa obywatelskiego. Jest bardzo zwięzły, syntetyczny, lapidarny, ale i pouczający zarazem. W sposób subtelny i aluzyjny zwracasz w nim uwagę, abym się zbytnio nie rozgadywał w mojej „twórczości” dziennikarskiej, co niestety mam w zwyczaju i z czym walczę od dawna. Przypomnienie tego problemu traktuję jak cenną lekcję, którą wkrótce postaram się odrobić z największą starannością. Dlatego jeszcze raz dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuje, Mateuszu, za ciepłe słowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.10.2008 19:13

Za kolejny bardzo ciekawy, zaangażowany tekst!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grażynko. koniecznie wypytaj Ją o te "najdrobniejsze szczegóły" i napisz coś fajnego na ten temat. Opowieści o ludzkich losach są zawsze ciekawe, ale i puczające.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adrianie, dziękuję za najkrótszy komentarz w historii dzienikarstwa obywatelskiego, który przeanalizowałem bardzo dokładnie i doszedłem do wniosku, że jest adekwatny do tego co piszę. Kiedyś postawiłem sobie za cel pisanie artykułów, które pomieszczą się na jednej stronie A4. Co prawda udało mi się tego dokonać tylko dwa razy, ale nie tracę nadziei. Więc Twoja trafna wskazówka, że powinienem się streszczać, jest jak najbardziej na miejscu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.