Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

25533 miejsce

Bohaterowie i zdrajcy. Wyklęci, przeklęci i zapomniani ...

Legenda o żołnierzach wyklętych jest niezamierzoną pożywka dla różnych nacjonalistycznych grup i grupek. Dla zwykłych szumowin z bruzdami na mózgu. Dziś jeszcze krzyczą. Jutro, tak jak Wykleci zaczną wymierzać swoją sprawiedliwość.

Nie mająca żadnego odniesienia w cywilizowanym świecie jawna afirmacja zbrodni. Tak można w jednym zdaniu zamknąć sens uchwalenia Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych, której przyjęcie zainicjował w 2010 r. prezydent Lech Kaczyński. Ustawa została przyjęta również głosami SLD, co jest na honorze tej partii niezmywalną plamę, albowiem ustawa jest obrazą tych wszystkich cywilnych obywateli Polski, którzy przez tzw. antykomunistyczne podziemie, po 1944 r., zostali brutalnie zamordowani, chociaż ich wina polegała tylko na tym, że chcieli normalnie żyć, uczyć się, pracować, wypoczywać, wychowywać dzieci i kochać.

Apologeci Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych dowodzą pokrętnie, że po 1944 r. Polska nie posiadała własnej państwowości i znajdowała się pod krwawą okupacją ZSRR, trwającą od 1944 do 1989 roku. Nawet dla premiera Tuska II wojna światowa zakończyła się w tymże właśnie roku.

Wyrazem tego kłamliwego przekonania jest treść preambuły w brzmieniu:

W hołdzie „Żołnierzom Wyklętym” — bohaterom  antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu (...)”.

Już sam tekst preambuły, każdego potrafiącego myśleć logicznie, trzeźwo i bez nienawiści zmusić powinien do postawienia podstawowego pytania:

- kogo można lub należy uznać za bohatera, w świetle obowiązujących kanonów moralnych i prawnych przyjętych i obowiązujących w cywilizowanych
społeczeństwach całego świata?

W powszechnie przyjętej definicji „bohatera” - jako osoby fizycznej - chodzi o kogoś, kto odznaczył się niezwykłymi czynami, męstwem i ofiarnością dla innych ludzi. Ale zawsze uznanie kogoś za bohatera będzie zależało od tego, kto owych czynów dokonał i na rzecz jakich ludzi, lub społeczeństw, to uczynił. I tak dla Niemców z czasów II wojny światowej, bohaterami byli żołnierze, którzy poszli podbijać inne narody w imię oszalałej idei wielkiej III Rzeszy i niemieckiej rasy panów.

Podbijając narody Europy, a zwłaszcza Polskę i Związek Radziecki, niemieccy żołnierze – uznawani przez swoich za bohaterów – dokonywali tysięcy egzekucji na cywilnych mieszkańcach podbitych krajów. Przez wiele lat stanowiło to dla Niemców wielką traumę, przykrywaną fałszywą z gruntu tezą o „rycerskich żołnierzach Wermachtu”, którzy w odróżnieniu od SS i SA nie dopuszczali się żadnych zbrodni. I dopiero w ostatnich latach ta fałszywa i zakłamana legenda zostaje powoli, wśród samych Niemców, weryfikowana i odkłamywana, np. w postaci słynnej już wystawy fotograficznej „Zbrodnie Wermachtu”. Niemcy starają się uszanować prawdę historyczną. A my?

Czy jakikolwiek prawy Polak uzna żołnierzy Wermachtu za bohaterów godnych szacunku? Wątpię, chociaż dopuszczam, że wśród polskich nacjonalistów i tacy mogą się znaleźć i prawdopodobnie się znajdują. Wszak niemieccy żołnierze od 22 czerwca 1941 r. zabijali wrednych sowieckich podludzi i tym samym zmyli z siebie krew wszystkich innych wcześniejszych i późniejszych niewinnych ofiar.

Zapewne dla ukraińskich nacjonalistów niewątpliwymi bohaterami są rezuni spod znaku UPA i OUN, którzy w latach 1943 – 1947 dokonali okrutnego, wręcz bestialskiego mordu około 200 tysięcy Polaków zamieszkujących tzw. Kresy Wschodnie i wschodnią Małopolskę. Rezuni ci też walczyli pod swoją narodową flagą, dążąc do ustanowienia własnego państwa, wolnego od znienawidzonych obcych, czyli Lachów, Słowaków, Żydów, Cyganów i innych.

Ale czy te szlachetne - w mniemaniu Ukraińców – cele usprawiedliwiają niesamowicie okrutne mordy, jakich dopuszczali się na Polakach wyrzynając w pień całe wioski i miasteczka, mordując Polaków w specjalnie perfidny sposób, paląc ich żywcem lub żywcem zakopując w ziemi, rozpruwając brzuchy ciężarnym kobietom, lub roztrzaskując głowy niemowlętom i małym dzieciom.

Czy zdrowy na umyśle Polak uzna czyny takie za bohaterskie – czynione przecież w myśl wyższych i jakże szlachetnych celów? Ktoś taki nie zasługuje nawet, aby prawy człowiek podał mu rękę.

A teraz przełóżmy to na nasze polskie „antykomunistyczne podziemie”, które podjęło zbrojną walkę o „ prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego”.

Przypomnę, że po konferencjach jałtańskiej i tej w Poczdamie, Polska przez swoich zachodnich sojuszników, w imię ich własnych istotnych celów i interesów, została oddane w pacht Stalinowi, a więc jakakolwiek dalsza walka i oczekiwanie na „bombę atomową” nie miała sensu. Jednakże jestem w stanie zrozumieć tych, którzy podjęli walkę zbrojną przeciwko – w ich mniemaniu – sowieckiemu okupantowi.

Rozumiem to i szanuję, bo zdaję sobie sprawę, że w okresie okropnego powojennego zamętu nie wszyscy musieli sobie rzeczywisty stan kraju uświadamiać, a kierując się własnymi przekonaniami politycznymi, z istniejącą rzeczywistością nie mogli się pogodzić. I jako ci niepokorni, podejmowali walkę zbrojną z siłami nowego okupanta, jakim jawiła im się Armia Czerwona i współdziałające z nią jednostki Wojska Polskiego. Wszak przecież w równie (wydawałoby się) beznadziejnej sytuacji, w okresie okupacji niemieckiej, polscy partyzanci spod różnych znaków, walczyli zbrojnie z okupantem niemieckim. I chyba nikt dziś nie powie o nich inaczej, jak bohaterowie, którzy walczyli i ginęli w imię wolnej Ojczyzny.

Ale czy ktoś może wskazać mi akcje polskich partyzantów, skierowane bezpośrednio na ludność niemiecką, która przecież w okresie okupacji polskie terytoria licznie zasiedlała. Polscy partyzanci z okresu II wojny światowej prowadzili walkę z siłami zbrojnymi okupanta, zabijali konfidentów i urzędników władz okupacyjnych, ale nigdy nie podejmowali terrorystycznych zamachów i akcji skierowanych przeciwko niemieckiej ludności cywilnej.

Nigdy (!!!) ale nie w Polsce w latach 1944 – 1953, kiedy to tak zwane „antykomunistyczne podziemie” dokonywało zwykłych bandyckich napadów rabunkowych w celu zdobycia pieniędzy, kosztowności, ale także dóbr codziennego użytku (radio, maszynę do szycia itp.), co dzisiaj nazywane zostało kontrybucją na potrzeby prowadzenia niepodległościowej walki zbrojnej. W Polsce, po zakończeniu wszelkich działań frontowych, różnego rodzaju bandy rabunkowe, zwące się „polskim wojskiem podziemnym” dopuszczały się również niesamowicie okrutnych zbrodni skierowanych przeciwko ludności cywilnej.

Pisałem o tym m.in. w tekście pt. „Żołnierze przeklęci - pochwała zbrodni !!! (http://www.wiadomosci24.pl/artykul/zolnierze_przekleci_pochwala_zbrodni_262109.html)

Jeżeli ci, którzy dokonywali okrutnych mordów osób cywilnych, mają być dziś uznawani za bohaterów, to jak mamy nazywać tych, którzy walkę zbrojną po 1945 roku porzucili. Kontratypem dla bohaterów są nikczemni tchórze i zdrajcy. Czy zatem za takich mamy uznać tych, którzy wypełniając ostatni rozkaz Dowódcy Polskich Sił Zbrojnych w Kraju, gen. bryg. Leopolda Okulickiego ps. Niedźwiadek z 19 stycznia 1945 r. o rozwiązaniu Armii Krajowej, broń złożyli i przystąpili do odbudowy kraju z nadzieją, że spełnią się obietnice PPR o odbudowie Polski wolnej, demokratycznej i sprawiedliwej.

W rozkazie tym skierowanym do żołnierzy AK gen. Okulicki pisał: „ Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Starajcie się być przewodnikami Narodu i realizatorami niepodległego Państwa Polskiego. W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą. W przekonaniu, że rozkaz ten spełnicie, że zostaniecie na zawsze wierni tylko Polsce oraz by Wam ułatwić dalszą pracę - z upoważnienia Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi AK.”

Drugi rozkaz wydany również w dniu 19 stycznia 1945 r. miał charakter tajny i skierowany do komendantów obszarów, okręgów i podokręgów AK. Gen. Okulicki nakazywał w nim: "W zmienionych warunkach nowej okupacji działalność naszą nastawić musimy na odbudowę niepodległości i ochronę ludności przed zagładą. W tym celu i w tym duchu wykorzystać musimy wszystkie możliwości działania legalnego, starając się opanować wszystkie dziedziny życia Tymczasowego Rządu Lubelskiego [...] AK zostaje rozwiązana. (...)”.

Wykorzystać wszystkie możliwości działania legalnego, starając się opanować wszystkie dziedziny życia Tymczasowego Rządu Lubelskiego !!! oto zadanie dla polskich patriotów z AK wyznaczone przez ich dowódcę.

W latach 1945 – 1947 ujawniło się ok. 120 tys. żołnierzy podziemia. Faktem jest, że zdominowany przez pro stalinowską PPR rząd lubelski, z żołnierzami tymi postąpił w sposób haniebny, poddając ich represjom (aczkolwiek nie wszystkich), skazując na śmierć lub długoletnie więzienia. Zostali oni po objęciu władzy przez Władysława Gomułkę zwolnieni z więzień, rehabilitowani i przywróceni do stanowisk pełnionych wcześniej (w tym wojsku, urzędach, milicji itp.).

Ale ci represjonowani ze względów politycznych żołnierze AK, w więzieniach i kaźniach nie znaleźli się dlatego, że po rozwiązaniu walczyli z bronią w ręku. Nie, oni wypełniając rozkaz gen. Okulickiego podjęli trud odbudowy kraju z ruin i dlatego to nie oni są żołnierzami wyklętymi? A jeżeli nie są, to kim są w istocie, w świetle tej ustawy? Zdrajcami?

Polityka zakłamywania prawdy historycznej, tworzenia mitów i legend na potrzeby bieżącej walki politycznej, doprowadziła do tego, że hardo podnoszą głowy różnego rodzaju pogrobowcy nacjonalistów i faszystów, dla których „dobry komunista, to martwy komunista”. Rzecz w tym, że dla nich”komunistą” jest każdy, kto wyznaje inne poglądy niż oni, że jest innego wyznania lub narodowości, że ma inną orientację seksualną. I dlatego dziś skacząc jak małpy, w małpich maskach, lub idąc zwartą grupą z pochodniami w łapach, krzyczą precz z komuną i raz sierpem, raz młotem, czerwona hołotę”.

Dla nich komuną są siły wyrosłe z „Solidarności”, ludzie opozycji demokratycznej z czasów PRL, a więc wszyscy ci, którzy w rożny sposób z PRL walczyli, jednakże za broń nie chwytając. Dla nich, to zdrajcy, sługusy Moskwy i Berlina.

I wychowani na legendzie czczonych i hołubionych w III RP Żołnierzy Wyklętych, mogą w niedalekiej przyszłości za broń chwycić i w skrytobójczych mordach wymierzać, tak jak ci Wyklęci, swoją własną sprawiedliwość.

Na razie jeszcze tylko krzyczą. Na razie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

P. S. Chodzio mi o Henry'ego Wilsona - premiera Rządu Jej Królewskiej Mości Elżbiety II w latach 60-tych i 70-tych (Partia Pracy), a nie Woodrow Wilsona, lekko lewicującego prezydenta USA w latach 1913-19.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Januszu. Widzę, że nie przeczytał pan tego, co napisałemw tamtym artykule albo przeczytał nieuważnie. Zaś jak jest różnica między Dmowskim a niektórymi ludźmi zwącymi się narodowcami? Taka jak między Kantem a kanciarzami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Grzegorz Wasiluk - z całym szacunkiem dla Pana i pańskich poglądów uważam jednak, że pańskie porównanie nie oddaje faktycznego stanu rzeczy. Wszyscy wymienieni przez Pana to albo socjaliści albo socjaldemokraci ( rozumieniu zachodnim), poza Wilsonem, który był demokrata (w rozumieniu amerykańskim). Natomiast Stalin nie był ani socjalistą, ani demokratą. Pańskie porównanie jest prawdopodobnie efektem przyjęcia za pewnik równania: socjalizm = komunizm. A to są dwa zupełnie odmienne nurty polityczne i ideologiczne.

Zakładam, że Pan dzieli nacjonalizm na dobry i zły. nacjonalizm dobry, to nacjonalizm w rozumieniu patriotyzmu przyjętego w jednorodnym społeczeństwie narodowym. Ale taki model (społeczeństwo jednorodne) siłą rzeczy wystawia poza swój margines tych innych, czyli taktuje ich, jako osobników zagrażających interesom tego właśnie narodu.

Oczywiście, to co napisałem jest wielkim uproszczeniem, ale chciałem tylko zwrócić uwagę na podstawowy problem.

A jeżeli chodzi o Winnickiego, to on (oni) na Dmowskim się wzorują, tak jak rodzina Giertych, która reaktywowała Młodzież Wszechpolska, której R. Dmowski był honorowym prezesem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jako człowiek o poglądach narodowych, ale wedle szkoły Dmowskiego, a nie Winnickiego, popieram ten artykuł i zgłaszam tylko jedno zastrzeżenie: nacjonalizm nacjonalizmowi nierówny. Równanie: rasizm - faszyzm - nacjonalizm - antysemityzm jest tak samo bezsensowne jak Kreisky, Helmut Schmidt, Wilson czy Palme równa się stalinizm. Uzasadnienie:

link

Dodam jeszcze, że emigracyjne Stronnictwo Narodowe uznało PRL po 1956 za państwo polskie na ziemi ojczystej nad Wisłą, z wszelkimi tego skutkami i wpływającymi stąd logicznymi wnioskami, a nie jakiś tam twór "ruskiej" okupacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W roku 1946 lub-7. przez oświetlone, nie zasłoniete firanką okno, nieznany sprawca strzelił do notariusza, który siedział obok swej żony, pierwszej powojennej dentystki naszej szkoły podstawowej. Kula przeszła obok, żadne z nich nie ucierpiało.
Ocaleni i chronieni przez Polaków przez 5 lat wojny, mieli zginąć 2 lata po wojnie. Z czyjej ręki?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.