Facebook Google+ Twitter

Boję się niezrozumienia i głupoty

Paweł Tomaszewski jest młodym, zdolnym i świetnie zapowiadającym się aktorem. Podczas Warszawskich Spotkań Teatralnych wcielił się w postać Oskara, głównego bohatera powieści Grassa pt: "Blaszany bębenek".

Wiadomości24.pl rozmawiają z artystą na temat spektaklu i jego planów na przyszłość.


Jako jedyny jesteś spoza Teatru Wybrzeże, a rolę Oskara miał grać Piotr Jankowski. W jaki sposób trafiłeś do obsady tej sztuki?
- Oskara miał grać Piotrek Jankowski, z jakichś powodów zrezygnował. Próby miały się rozpocząć 1 sierpnia. Tego dnia dostałem telefon od Adama Orzechowskiego, dyrektora Teatru Wybrzeże, czy mógłbym przyjechać do Gdańska na rozmowę z reżyserem Adamem Nalepą. Orzechowski mnie znał stad, że kiedy byłem po trzecim roku studiów w Krakowie, to gościnnie występowałem w spektaklu „Plastelina” Grzegorza Wiśniewskiego w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Wtedy Adam Orzechowski był dyrektorem tego teatru. Przyjechałem do Gdańska na spotkanie z reżyserem. Ja o nim nie wiedziałem nic, a on o mnie też nic nie wiedział. Jest Polakiem, mieszka w Niemczech i to jest jego pierwsza rzecz, którą robił w Polsce. Zrobiliśmy próbę w „Starej Aptece” - chodziło o to żeby się poznać, zobaczyć jak się dogadujemy, jak się nam razem pracuje, czy się rozumiemy.

W jednym z wywiadów mówiłeś, że jesteś ciekawy jak publiczność w Warszawie zareaguje na „Bębenek”. Jakie są Twoje wrażenia?
- Wszyscy byliśmy przez pierwsze kilka minut bardzo spięci i, jak sądzę, publiczność też nie bardzo wiedziała jak to oglądać, co to będzie za przedstawienie. Czytałem różne recenzje na temat naszego spektaklu na festiwalu i są bardzo różne opinie. To dobrze, aczkolwiek niektóre oceny są bardzo pochopne i powierzchownie, przez to wydają mi się głupie.

Czy Oskar, to wieczny chłopiec, taki Piotruś Pań?
- W tej chwili nie pamiętam dokładnie tytułu ani autora, ale jest taka książka „Poradnik psychologiczny”, właśnie dotyczący syndromu Piotrusia Pana. Odnosi się ona głównie mężczyzny. To postawa, która mówi o tym, że ktoś nie chce dorosnąć, nie chce ponosić odpowiedzialności ani przyjmować żadnych obowiązków. To postawa, która niewątpliwie w naszym spektaklu występuje.

Czyli jaka postacią tak naprawdę jest Oskar?
- Nie znałem wcześniej powieści, tzn. wiedziałem, że taka książka istnieje, ale nie czytałem jej. Tak samo film oglądałem gdzieś w podstawówce, także kiedy jechałem na pierwsza próbę do Gdańska, kupiłem sobie do pociągu tę książkę i zdziwiłem się, że ona ma aż takie rozmiary. Ta postać, szczególnie w tej pierwszej części, dotyczącej, ja to nazywam „podwórka Oskara” - sąsiedztwo, szkoła, najbliższa rodzina - w powieści jest dużo bardziej bestialska, Oskar jest dużo bardziej dokuczliwy, niedobry, zły, przebiegły, wstrętny niż w spektaklu.

A czy jest taki moment w powieści, którego żałujesz, że nie został zawarty w spektaklu?
- Praca nad przygotowaniem spektaklu trwała około 6 - 7 tygodni, to bardzo mało. Adam, miał konkretne plany dotyczące każdej sceny, zarówno techniczne, inscenizacyjne, jak i aktorskie. Miał to bardzo przemyślane, miał pomysł jak pokierować postacią. Tak naprawdę tyle się działo, praca była tak szybka, że ja dopiero gdzieś na próbach generalnych zobaczyłem jaka ta rola jest olbrzymia, jak można te sceny różnicować, jak pokazać Oskara z różnych stron, różnego jego aspekty, marzenia, trudności, uszczypliwości, jak pokonać jego charakter, żeby pokazać, że nie jest to postać jednoznacznie dobra, zła, czy jakaś jeszcze inna.

Robiliście ten spektakl niejako w cieniu filmu, który zebrał świetne recenzje. Wiele osób łączyło później spektakl z Danielem Olbrychskim, nastawiało się na to, że zobaczą go w tym spektaklu. Jak sobie poradziliście z tym, żeby odciąć się od wrażenia jakie zostawił film?
- W spektaklu pada taka kwestia ze aktor, który gra Brońskiego [Krystian Wieczorek], postać w którą w filmie wcielił się Olbrychski, mówi: „Tak, wiem, wyglądam jak młody Olbrychski”, jest to w 2. części spektaklu. Nie… nikt nie chciał Daniela Olbrychskiego. Z tym filmem to wydaje mi się, że jest tak trochę na wyrost. Filmu nie widziałem w całości. Przypuszczam, że większość moich rówieśników też go nie widziała. Jest to kino artystyczne, to jest Schlöndorff, nie jest to film dla szerokiej publiczności. Oskara grał prawdziwy karzeł. To jakiś cud, że Schlöndorff znalazł tego chłopaczka, to genialne wydarzenie w czasie robienia filmu. Natomiast ja świadomie tego filmu nie obejrzałem. Fragment filmu został wykorzystany w „scenie węgorzy”.

Jedna z ostatnich scen, scena nagości, jak sądzę, wymagała od Ciebie dużej odwagi.
- Jakbym miał teraz tu się rozebrać przy ludziach w tej kawiarni, to musiałbym być albo mocno znarkotyzowany, albo pijany. Jest to przedostatnia scen spektaklu, jest to scena spowiedzi, scena oczyszczenia, rozgrzeszenia się z grzechów przeszłości. Uczestniczą w niej dwie osoby: Oskar i Maria. I to ta sama Maria, ta sama kobieta, której parę scen wcześniej Oskar wygłaszał litanię miłosną. Teraz ta Maria go myje. Chodzi tu przede wszystkim o oczyszczenie, obmycie, o odsłonięcie prawdy, kiedy wyrządził już tyle krzywd i tyle zła dookoła. Potrzebowaliśmy takiego znaku, który byłby już końcowy. Ta nagość też jest kostiumem, kiedy stajesz nago - jest to wtedy wyraz jakiejś szczerości. Nie chodzi w tej scenie o żadne szokowanie, czy zniesmaczenie. W powieści też jest taka scena, kiedy Maria myje Oskara. Nagie ciało jest symbolem, a nawet nie symbolem, tylko jest wyrazem, środkiem. Scenę wcześniej Oskar pojedynkuje się z Panem Bogiem, a potem staje nagi. Nie ma już żadnego udawania, kreowania - Oskar ciągle gra, udaje, ściemnia, tworzy pozy i nagle okazuje się, że jest sam, że nie ma nikogo. Wszyscy, których kochał, albo którzy dotyczyli jego życia nagle poznikali, poniekąd przez niego. Według mojej opinii jest to potrzebny zabieg.

Mówisz, że ta scena nie miała szokować. Ale kiedy obserwowałam publiczność, to widziałam, że niektórzy ludzie wychodzili wcześniej, były różne reakcje.
- Wydaje mi się, że kiedy ktoś się decyduje na to, żeby pokazać nagość w teatrze, to musi znać przykłady nagości wcześniej, żeby wykorzystać to ciało, ten gest w sposób świadomy. I my wykorzystaliśmy to świadomie i to na pewno nie jest żaden chwyt. I nie jest to na pewno, żeby kogoś zaszokować.

A nie bałeś właśnie tej reakcji ludzi, tego zniesmaczenia czy zszokowania?
- Boje się tylko niezrozumienia i głupoty.

Rola Oskara była jak dotąd Twoją największą rolą teatralną. A co z filmem? Widziałam, też że miałeś jakieś epizody serialowe.
- W teatrze jest to moja największa rola. Wcześniej byłem związany, jeszcze za czasów szkoły teatralnej, z Teatrem Starym w Krakowie, z Teatrem Polskim w Bydgoszczy, od lutego współpracuje z Teatrem Dramatycznym w Wałbrzychu, Teatrem Dramatycznym w Warszawie i Teatrem Wybrzeże w Gdańsku. Na dużym ekranie zadebiutowałem w filmie Grzegorza Packa „Środa czwartek rano”, za 2 tygodnie wchodzi do kin horror „Pora mroku”, w którym gram jedną z pierwszoplanowych ról. Film i teatr jakby w ogóle ze sobą nie współgrają. Dla ludzi z branży filmowej jestem kimś zupełnie innym, niż dla ludzi ze środowiska teatralnego. Teatrem zajmują się inni ludzie niż filmem. Kiedy byłem na czwartym roku studiów to miałem styczność z serialem. Są seriale i seriale, i lepsze i gorsze. Ja akurat trafiłem na ten gorszy i od razu to doświadczenie mi wyjaśniło, że nie o tym marzyłem.

A z czym wolałbyś się bardziej związać? Z teatrem czy z filmem?

- Chciałbym zajmować się rzeczami pięknymi i wielkimi.

Rola Oskara była chyba jakimś wyróżnieniem dla Ciebie, zwłaszcza, że miała przypaść komuś innemu. Była ona niewątpliwie trudna i wymagała dużego zaangażowania.
- Dzięki. Kiedy pracuję staram się być uczciwy i wymagający wobec siebie. Po „Bębenku” dostałem kilka propozycji, ale większość z nich wiązała się z wyjazdem na „koniec świata” w Polsce. Kilka razy już byłem na tym „końcu świata” i na razie nie chcę tam jechać.

Czyli zostajesz w Warszawie?

- Tak, moja bazą i domem jest Warszawa.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

ciekawy wywiad, interesujący rozmowca, szkoda, że nie ma jego zdjęcia.
ale plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.