Piłkarski hit lata i wielki finał Copa America dla Brazylii, która po jednostronnym meczu rozgromiła Argentynę 3:0. Dzięki żelaznej konsekwencji "Canarinhos" całkowicie przyćmili faworyzowane gwiazdy Albicelestes i przez najbliższe cztery lata chlubić się będą mianem mistrza Ameryki Południowej.
Po ponad dwóch tygodniach zmagań w najważniejszej piłkarskiej imprezie Ameryki Południowej, w nocy z soboty na niedzielę wreszcie poznać mieliśmy zwycięzcę tegorocznych rozgrywek Copa America. W finale faworyci - Argentyna zmierzy się z Brazylią. Nie ulegało wątpliwości, iż to Argentyńczyków stawiać należało w świetle faworyta pojedynku kończącego turniej w Wenezueli. Podopieczni Alfio Basile od pierwszego meczu grali futbol ocierający się o ideał. Niezliczona ilość fenomenalnych akcji i 15 goli sprawiły, że Albicelestes dojechali do finału, gniotąc każdą napotkaną na drodze przeszkodę w sposób tyleż bezlitosny, co piękny. Główną bronią Argentyny pozostawało niezwykłe połączenie gry zespołowej i cudownych umiejętności indywidualnych gwiazd najwyższego formatu. Wystarczyło wspomnieć o kunszcie rozgrywania akcji Juana Romana Riquelme, reżysera poczynań ofensywnych i najlepszego strzelca zespołu (5 bramek) czy bajecznych możliwościach technicznych Leo Messiego, którego trafienie w półfinałowym spotkaniu z Meksykiem zachwyciło cały świat. Drużynie Basile nie przeszkodziła kontuzja Hernana Crespo, którą snajper Interu Mediolan odniósł w grupowym meczu z Kolumbią. W linii ataku z powodzeniem występować mogli Carlos Tevez, Diego Milito czy wyżej wspomniany Messi.
Całkowitym przeciwieństwem swoich rywali wydawali się być piłkarze Brazylii. Postawa Canarinhos na Copa America była przed finałem olbrzymim zawodem dla oczekujących efektownej gry kibiców. Zawodnicy Carlosa Dungi już na starcie turnieju w kompromitujący sposób przegrali z Meksykiem 0:2. W późniejszych fazach obrońcy trofeum zdołali wprawdzie wywalczyć komplet zwycięstw, kwalifikujących ich do udziału w finale, lecz styl, w jakim je osiągnięto daleki był od oczekiwań fanów. Występujący w Wenezueli w mocno rezerwowym składzie, bez czołowego duetu Ronaldinho-Kaka, Brazylijczycy prezentowali futbol pozbawiony polotu, szybkich ataków czy popisów technicznych. W półfinale dopiero w rzutach karnych pokonali reprezentację Urugwaju, do ostatniego meczu imprezy awansując metodą "małych kroków". W zespole zawodzili wszyscy, poza napastnikiem Robinho, który z sześcioma golami przodował w klasyfikacji strzelców mistrzostw.
Od początku spotkania kibice mieli prawo oczekiwać spektaklu godnego potyczki dwóch najlepszych drużyn narodowych Ameryki Południowej i czołowych reprezentacji świata. Już w 5. minucie prowadzenie dość niespodziewanie objęli piłkarze Brazylii. W narożniku pola karnego piłkę otrzymał Julio Baptista i wykorzystując bierną postawę samego Roberto Ayali pięknym strzałem w okienko bramki pokonał Roberto Abbodanzieriego. Trzy minuty później przed wielką szansą wyrównania stanęli Argentyńczycy. Leo Messi technicznie dośrodkował w obręb "szesnastki" Canarinhos, gdzie Juan Sebastian Veron wyłożył głową piłkę nadbiegającemu Juanowi Romanowi Riquelme, a ten huknął lewą nogą w słupek. Zobacz także:
Artykuły
(270)
Galerie
(24)
Średnia ocen
(4.57)
Wiek: 22 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: http://krzysztofbaraniak.weebly.com
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mir Nalezińskí 15.07.2007 22:58
O, czas iść na mecz. Dzięki za przypomnienie! Po klapie Słowian w siatce byłbym zapomniał...
FIS Team Tour. Pięciu Polaków w konkursie! Kwalifikacje dla Ammanna
(odsłon: +1020)