Facebook Google+ Twitter

Bornholm z roweru widziany. Relacja z wyprawy. Cz II.

Dalszy ciąg relacji z podboju z córkami na rowerach duńskiej wyspy Bornholm.

 / Fot. Janusz Bączyński BIKERPoniedziałek 26.07.2010

Grzejące słońce i rześka morska bryza wysuszyły nam odzież i dodały animuszu. Po złożeniu namiotów i śniadaniu w nadmorskiej scenerii ruszyliśmy zobaczyć pierwszy okrągły kościół na Bornholmie w miejscowości Nylars. Mimo płaskiego ukształtowania terenu na wyspie, niektóre odcinki miały pagórkowaty charakter,
zmuszający nas podczas jazdy do sporego wysiłku. Dziewczyny jednak świetnie sobie radziły, a ja, mimo że ciągnąłem przyczepkę ze sporym ciężarem, mozolnie podążałem za nimi. Funkcję nawigatorów pełniły Alicja z Pauliną dokładnie w oparciu o mapy, dobierając trasę.

Nylars kirke mieści się w małej wsi. Kościół wybudowany został w XII wieku. W jego wnętrzu na środku stoi duży cokół z malowidłami pochodzącymi z roku 1250. Świątynia otoczona jest dużym cmentarzem z licznymi żywopłotami. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy do małej osady Nyker i drugiego okrągłego kościoła. Dojechaliśmy tam, wracając do Ronne i kierując się na północ wyspy.
Odjechaliśmy ok. 3 km od głównej drogi i dotarliśmy do celu. Kościół Nylars kirke jest najmniejszą rotundową świątynią na wyspie. Powstał w połowie XII w.
Jest podobny do pozostałych, ale nie ma zewnętrzych przypór. Górną kondygnację ukryto pod szerokim stożkowatym dachem. We wnętrzu można podziwiać XIII-wieczne freski i sceny z Męki Jezusa umieszczone na centralnym filarze. Wróciliśmy do głównej drogi i wkrótce dotarliśmy do znanego miasteczka Hassle.

Na nadmorski parking zmierzali ze wszystkich stron mieszkańcy, aby wziąć udział
w wieczornym biegu masowym i pikniku przy zachodzącym słońcu. W powietrzu unosił się zapach śledzi wędzonych w tutejszej wędzarni. Słońce chyliło się
ku zachodowi, ruszyliśmy więc dalej, szukając odpowiedniego miejsca na nocleg. Ścieżka rowerowa tuż za Hassle, oddzielona od głównej drogi, zaprowadziła nas nad przepiękne kamieniste wybrzeże w okolicach osady Helligpeder. Tu zmieniła się w szeroką drogę, przy której stało kilka domów.

Mieszkańcy jednego z nich Anna i Henrik, mimo że mieli gości, z ogromną życzliwością zaprosili nas do swojego ogrodu, w którym mogliśmy rozbić namioty.
Zostawiliśmy u nich większość ekwipunku i pojechaliśmy do pobliskich ławeczek nad morzem. Zachodzące słońce dodawało morskiej otchłani niezwykłego uroku. Na nadmorskich kamieniach mieniły się ciemnoczerwone kolory. Kolory na nieboskłonie przechodziły od ciemnoniebieskiego do pomarańczowego. W takiej scenerii dziewczynki usiadły na kamieniach i chlebem wabiły rodzinę łabędzi. Ptaki podpłynęły bardzo blisko, z ochotą łapiąc rzucane okruchy chleba. Był to jeden z tych zachodów słońca nad morzem, których długo się nie zapomina. Wróciliśmy do Anny i Henrika, gdy słońce całkowicie schowało się za morski horyzont. Gospodarze udostępnili nam toaletę, a potem, przy zapalonych w ogrodzie świecach, długo rozmawialiśmy przy kawie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.