
Wypatrzyliśmy je we Wrocławiu w otoczeniu Kazimierza Marcinkiewicza, gdy przyjechał na Dolny Śląsk, by razem z Koreańczykami z LG wkopać kamień węgielny pod fabrykę pod Kobierzycami. – W żadnym wypadku nic o nich nie mogę powiedzieć – zastrzega od razu płk Jarosław Kanarek, szef zespołu obsługi Biura Ochrony Rządu. I nie daje się namówić na uchylenie nawet małego rąbka sekretu tych pań. Ile mają lat? W jakim służą stopniu? Jak spędzają wolny czas? Nic a nic.
Balsam na tłum
Na pewno jednak muszą być Polkami, bo to pierwszy warunek, jaki musi spełnić kandydatka do służby w Biurze Ochrony Rządu. Co najmniej mają maturę, a być może też studia. Nigdy nie siedziały w więzieniu. Muszą lubić służbę w formacji uzbrojonej. Być może więc są córkami wojskowych albo przynajmniej myśliwych. Na pewno lubią sport (sztuki walki, strzelectwo) i cieszą się wybornym zdrowiem. Zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Być może znają języki obce i mają prawo jazdy. Na pewno potrafią posługiwać się bronią palną.
Jarosław Krajewski, doradca rzecznika rządu Konrada Ciesiołkiewicza, przyznaje, że pojawiły się w osobistej ochronie premiera na jego wyraźną prośbę. – Jako pierwszy prezes Rady Ministrów odważył się na taki krok – podkreśla z dumą Krajewski. To dlatego, tłumaczy, że Marcinkiewicz lubi pracować i z kobietami, i z mężczyznami. Poza tym uważa, że panie ze swej natury potrafią łagodzić obyczaje. I mają świetny kontakt z tłumem. O samych dziewczynach Krajewski nic nie chce powiedzieć. – Nie znam ich – mówi po prostu. Ale chwali, że sprawdzają się jako ochroniarze Marcinkiewicza wybornie. – Premier ma do nich duże zaufanie. Podczas wizyty w Rzymie samym spojrzeniem opanowały rozentuzjazmowany widokiem premiera tłum, wychodzący z bazyliki na pl. św. Piotra.
Gdy obiekt idzie spać
To one otwierają przed premierem drzwi samochodu. I za nim zamykają. Są przy nim wszędzie, 24 godziny na dobę. Na nudnych spotkaniach oficjeli w kraju i za granicą i podczas urlopu. Obserwują, kto w otoczeniu premiera podejrzanie drapie się w ucho i szepczą do ukrytego w rękawie mikrofonu, żeby inny kolega BORowik uważał. Ale nocy nie spędzają w sypialni Marcinkiewicza. – Gdy obiekt idzie spać, osobista ochrona udaje się na spoczynek, ale do innego pomieszczenia – zdradza Jerzy Dziewulski, szef ochrony Aleksandra Kwaśniewskiego podczas jego kampanii wyborczej. – Z pewnością, gdy premier śpi w swoim mieszkaniu w Gorzowie, dziewczyny idą do hotelu. Jeśli premier zechce spędzić wakacje na leżaku nad morzem, pojadą z nim. Jednak nie wyciągną się obok w stroju kąpielowym. Będą blisko, ale w koszulce z krótkim rękawem. One nie mają wtedy urlopu, bo są w pracy.
Ochrona polityczna
O tym, że kobiety doskonale sprawdzają się w ochronie, wie Łukasz Puciłowski, prezes firmy ochroniarskiej Impel Security Polska. Według niego ochroniarz wcale nie musi mieć dwóch metrów wysokości, ważyć 120 kg i wyglądać jak kulturysta. W ochronie oprócz sprawności fizycznej liczy się inteligencja. Zawód ten polega na wychwytywaniu niebezpieczeństwa z otoczenia i błyskawicznego reagowania na nie. Kobiety w tym się doskonale sprawdzają. Często bywają nawet bardziej spostrzegawcze od kolegów. Potrafią też szybciej niż oni wychwycić nietypowe zachowanie otoczenia. Podczas imprez masowych kojąco wpływają na tłum. Nabuzowaną grupę może jeszcze bardziej rozsierdzić zacięta mina ochroniarza. Za to tłum topnieje pod spojrzeniem kobiety w tej funkcji. Ich obecność dobrze też robi grupie, w której pracują. Potrafią bez słów zdusić konflikt w zarodku. – Obie płci w równym stopniu nadają się do ochrony mężczyzn – przekonuje Puciłowski. Ubolewa, że na 10 kandydatów starających się o pracę w jego firmie, przypadają tylko dwie kobiety. – Profesjonalny ochroniarz, jakiejkolwiek byłby płci, nie pozwoli sobie na romans z osobą ochranianą. Taką sytuację znam jedynie z filmu „Bodyguard”.
Dziewulski jest spokojny, że obie panie poradzą sobie z ochroną premiera. Niepokoi go jednak, że Marcinkiewicz je sobie zamówił.
To zagranie polityczne – uważa były komandos. – Premier chce wyglądać na bardziej wrażliwego niż jest. Obiekt chroniony może powiedzieć szefowi BOR-u, że któryś ochroniarz mu nie odpowiada, bo jest zbyt arogancki albo go po prostu denerwuje. Ale nie powinien sobie zamawiać konkretnie mężczyzn albo kobiet. Powinno mu zależeć, by chronili go po prostu profesjonaliści.
Przez zabójstwo Narutowicza
Już w starożytnym Rzymie istniała instytucja ochrony najważniejszych osób w państwie. W średniowieczu funkcję osobistej ochrony książąt i królów pełniły gwardie przyboczne. W Polsce początków BOR-u trzeba szukać w dwudziestoleciu międzywojennym. Potrzeba zorganizowania takiej formacji zrodziła się po zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza. Dwa lata później powstała specjalna brygada. Kobiety do służby zaczęto przyjmować w latach 90. Najpierw pełniły role asystenckie. Pierwszym ważnym państwowym urzędnikiem, który w osobistej ochronie miał kobietę, była premier Hanna Suchocka.
Anna Gabińska
PT