Facebook Google+ Twitter

"Boys Don't Cry"- The Cure w Warszawie

Zaczęło się "Plainsong", a zakończyło "Killing an Arab". Pomiędzy było jeszcze trzydzieści pięć utworów, którymi Robert Smith i jego zespół The Cure promowali na warszawskim Torwarze swoją nową płytę (premiera na wiosnę).

Robert Smith, lider brytyjskiego zespołu The Cure podczas warszawskiego koncertu. / Fot. PAP/EPA/Jacek TurczykMusiały minąć dwadzieścia cztery godziny, żebym ochłonęła po poniedziałkowym wieczorze i na trzeźwo, bez nadmiernych emocji napisała o wczorajszym koncercie The Cure. Koncercie, zdominowanym przez utwory z płyt Pornography i Disintegration.

Występ na Torwarze był bezbłędny (no chyba że ja, w swoim entuzjazmie przegapiłam jakieś niedociągnięcia). A ponieważ nie dostrzegłam żadnych minusów to lecę po kolei z plusami...

Fani podczas koncertu. / Fot. PAP/EPA/Jacek TurczykPierwszy plus za punktualność. Punktualność jest rzadkością na koncertach. Artyści zazwyczaj każą na siebie czekać nie wiadomo jak długo, katując przy tym wytęsknionych fanów byle jakimi supportami albo możliwością podglądania miotających się po scenie technicznych przygotowujących do ostatniej chwili pole dla gwiazdy. Wczorajszy koncert zaczął się o 20.02 i chwała wszystkim za to.

Drugi plus dla ekip, które odpowiadały za nagłośnienie i oświetlenie. Majstersztyk!

Trzeci plus (a co mi tam) należy się fanom, którzy spisali się na medal zarówno pod względem frekwencji jak i
entuzjastycznego przyjęcia zespołu.

Skan biletu. / Fot. Jagna KierPlusy od czwartego w dół są dla Roberta Smitha i jego zespołu za: niezapomniany nastrój, kawał dobrego rocka zagranego z energią, werwą i zaangażowaniem, przechodzące, raz po raz, ciary po plecach i zastrzyk pozytywnej energii na najbliższe dni.

Przez trzy godziny i dziesięć minut, podczas których razem z trzema bisami zagrano trzydzieści siedem utworów, panowie trzymali najwyższy z możliwych poziomów, a żaden głos nie zrobił na mnie ostatnio takiego wrażenia jak głos Roberta. Robert śpiewał na full, śpiewał rewelacyjnie, tworząc przez cały występ niesamowity klimat. I chociaż The Cure grali przeszło trzy godziny to czuję lekki niedosyt. Nawet zastanawiałam czy nie zaszaleć i nie pojechać do Katowic na poprawiny...

No nic, nie będę się już dłużej nad tym rozwodzić. Powiem tylko tyle, że pieniądze wydane na bilet to było najlepiej wydane 140 złotych w moim życiu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

bnhvuy
  • bnhvuy
  • 14.07.2011 20:19

LqNgEf <a href="http://mfuvnjsujyjw.com/">mfuvnjsujyjw</a>, [url=http://afvthjsgaehg.com/]afvthjsgaehg[/url], [link=http://ghklnvmzctiu.com/]ghklnvmzctiu[/link], http://khjibkuvvgre.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie sposób ich wszystkich było wymienić, ale na wyraźną prośbę errata dla Ciebie ;-)
1. Plainsong
2. Prayers For Rain
3. Fascination Street
4. A Strange Day
5. alt.end
6. A Night Like This
7. The End of the World
8. Lovesong
9. Pictures Of You
10. Lullaby
11. Figurehead (Polish girls)
12. From The Edge Of The Deep Green Sea
13. Please Project
14. Push
15. Inbetween Days
16. Just Like Heaven (z pekniętą struną;)
17. Primary
18. A Boy I Never Knew (z pogłosem)
19. Us or Them
20. Never Enough
21. Wrong Number
22. Hanging Garden
23. One Hundred Years
24. Disintegration
25. At Night
26. M
27. Play for Today
28. A Forest
29. Let's Go To Bed
30. Freak Show
31. Close To Me
32. Why Can't I Be You?
33. Boys Don't Cry
34. Jumping Someone Else's Train
35. Grinding Halt
36. 10:15 Saturday Night
37. Killing an Arab


A teraz od 22.00 w Trójce jest audycja Piotra Stelmacha poświęcona ostatnim koncertom The Cure w Polsce (warszawskiemu i katowickiemu)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nigdy nie bylem zbyt wielkim fanem The Cure. Jednak sa oryginalni, "Kolysanka" - jeden z utworow, ktore wywoluja ciarki. Fajnie napisana relacja, choc pewnie w przyplywie emocji, zapomnialas o kawalkach, jakie wykonywali... Ale to taka tylko sugestia. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda, że mnie nie było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tych trzech tytułów o które pytasz to zabrakło "Friday I'm In Love"- chyba, że mi umknęło.
Poza tym pękały struny, było między innymi o pająkach i o tym, że chłopaki nie płaczą-
wypas ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

The Cure to kawał mojego życia. Szkoda, że mnie tam nie było. Dzięki za świetną relację. Ciekawiło by mnie czy np. zabrakło czegoś "co powinno być"? Czy był "Love Song", "Lullaby", "Friday I'm In Love" - w sumie nie znam słabej ich płyty... nawet ta z żółtą okładką (Wild Mood Swing)) ostatecznie mnie wciągnęła... A obecność Roberta na płycie Korn Unplugged - również mnie rozwaliła!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajowo było! Mój znajomy, który wcześniej ich prawie nie słuchał, po tym koncercie powiedział, że kupuje sobie wszystkie ich oryginalne płyty.

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

widzę, że podobało się na koncercie podobnie jak mi na KoRnie :) nigdy szczególnie nie słuchałam The Cure ale po tym tekście może coś posłucham...

Komentarz został ukrytyrozwiń

można dostać akredytacje foto na koncert? :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie byłam...
ale przyznam się bez bicia, że nie umiem robić zdjęć na koncercie. Może to wina zbyt ciemnego obiektywu, może braku lampy, a może po prostu braku talentu

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.