Facebook Google+ Twitter

Boże Ciało, czyli "chodźmy na spacer"

Hipokryzja jest rzeczą ludzką. Rzućmy okiem na kilka jej przykładów, maszerując z mieszkańcami pomorskich osiedli podczas procesji Bożego Ciała.

 / Fot. Jakub PurejRzecz tyczy się katolickiego święta Ciała i Krwi Pańskiej, potocznie zwanego Bożym Ciałem. Z czym najczęściej kojarzy się nam Boże Ciało? Tak, dla większości, zapewne, z wolnym od pracy, ale co jest najbardziej charakterystycznym elementem tego dnia? Procesja, tłumy wiernych z poszczególnych parafii maszerują ulicami swoich osiedli, aby oddać cześć Najświętszemu Sakramentowi, ustanowionej przez Jezusa Eucharystii. Przynajmniej tak to wygląda w teorii. W praktyce do największej refleksji skłonił mnie problem „dwóch podejść” – czynnego podejścia części z wyżej wymienionych wiernych oraz biernego, choć jakże aktywnego w swym udziale, podejścia „gapowiczów” i obserwatorów.

Jak swoje święto nakazane kultywuje pierwsza grupa? Byłem, ale nie do końca to chyba najczęstszy sposób uczestnictwa w procesji. Kiedy po mszy wszyscy razem wychodzą z kościoła, ustawiając się w oczekiwaniu na celebransa z monstrancją, stosunkowo ciężko jest niepostrzeżenie dać nogę. Problem jednak szybko się rozwiązuje, trasa przecież przebiega przez osiedla większości parafian, dlatego można najzwyczajniej „dać się odprowadzić” całemu zgromadzeniu. Nie mogąc przegapić takiej okazji, że jest w okolicy swojego domu, delikwent, przyspieszając kroku co by proboszcz nie zauważył, odłącza się od grupy.

Dyskutować jednak można, czy postawa takiego uciekiniera nie jest lepszą, od niektórych sylwetek, które zostają do końca. O ile dla odróżnienia od Wielkiego Czwartku, Boże Ciało jest świętem radosnym, o tyle niektórzy z wiernych wydają się zupełnie zapominać, że tę godzinę lub dwie przyszli poświęcić Panu Bogu. I tu wachlarz zachowań jest już zbyt szeroki, żeby wszystkie opisać, ale do najbardziej wyrazistych należą: sąsiadki, których cechą jest przegadanie całego wydarzenia, a najrozmaitsze tematy oddzielane są wstawkami „który już ołtarz?”, „dochodzimy już do kościoła?”, „idź so zerwij gałązkę Jadzia”. Ciekawym faktem jest, że do tej grupy najczęściej należą tzw. moherowe berety, uchodzące w kulturze za szczególnie bogobojne; pańcie (uwaga! również mężczyźni), dla których charakterystycznym jest osobliwe oddawanie czci podczas uniesienia Najświętszego Sakramentu, który de facto przyszli tu wielbić. Mianowicie, kiedy większość zgromadzenia po ludzku klęka, oni/one, z wyraźnie niezadowoloną miną, szukają opcji na jak najwygodniejsze kucnięcie. Przecież nie będą się wychylać, odstawać od grupy, ale ulica taka brudna, chodnik taki nierówny, wbije się w kolano. Zaznaczam, że nie chodzi tu o osoby, którym może potencjalnie doskwierać jakaś choroba stawów, a nawet nie chodzi tyle o sam przymus klęknięcia, co o sposób oddania hołdu. Widziałem kierowcę - zatrzymanego przez nadzorujących uroczystość policjantów – autobusu, który wysiadł i na stojąco, będąc dalej niż wszyscy inni, złożył głęboki pokłon, i było w tym więcej pokory niż w tych pogardliwie rzucanych pod nogi chusteczkach; na koniec piknikowcy, którzy wykorzystują procesję jako niepowtarzalną okazję do rodzinnego spaceru. Święto Bożego Ciała wypada między 21 maja, a 24 czerwca, dość powiedzieć, że najczęściej jest to bardzo ciepły dzień. Czemu więc nie dodać mu trochę smaku i orzeźwienia, przez kupione po drodze lody, dla całej rodziny! Pomijając oczywiste w tym zachowaniu, czy katolik powinien w święto nakazane, kiedy Bóg przykazał odpoczywać, wykorzystywać tych, którzy wolnego od pracy nie otrzymali, dla gałki lodów? One były na patyku? A to przepraszam.

„Oczywiście, że byłem na procesji! Jestem wierzącym, chrześcijaninem, katolikiem! Należycie biorę udział w uroczystościach swojego kościoła!” – takim właśnie deklaracjom dają wyraz wyżej wymienione przykłady. Co się tyczy drugiego podejścia, tj. biernego udziału w procesji, to rzecz dotyczy zachowań przechodniów, osoby obserwujące event, najczęściej widzów w oknach. Chociaż trudno czasem stwierdzić, czy to oni są widzami, czy ich celem jest zamienić się tą rolą z maszerującymi tam w dole ludźmi. I właśnie o to głównie pytam: dlaczego? po co? w jakim celu? Czy chodzi o tak trywialną potrzebę, jaką jest skupienie na sobie uwagi tak ogromnego tłumu, chęć występu, niemal, estradowego? A może chodzi o zamanifestowanie swojego anarchicznego światopoglądu, byle tylko poprzeszkadzać tym, którzy mają jakieś dogmaty. Wreszcie, może to tylko dziecinne wygłupy, owoce, jeszcze żywych, wczorajszych baletów. Najczęściej jednak spotykałem się z wrażeniem, że krzykaczami kieruje „niechęć do kościoła i tego, że ludzie wynoszą jego chwałę na ulicę”. Pobudek tych możemy się jedynie domyślać, jednak same akcje przybierają coraz bardziej drastyczny wyraz. Rok temu w oknie domku jednorodzinnego bezpośrednio przy ulicy, po której szli parafianie jednego z gdańskich kościołów, obok Święty Boże… zabrzmiała głośno muzyka techno, a wychylający się młodzi ludzie krzyczeli do zgromadzonych „Jak się bawicie?! A weźcie potańczcie trochę!”. W tym roku, z jednego z bloków, grupa śmiejących się, niczym Silny z Wojny polsko-ruskiej, mężczyzn, kazała wiernym „spierdalać do domu”. Czy w 2015 zaczną czymś w nich rzucać?
Niezależnie od wyznania i naszego podejścia do procesji Bożego Ciała, szanujmy drugiego człowieka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.