Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

38291 miejsce

Boże Narodzenie, edukacja domowa i podróże

Jakie wartości może przekazać dom rodzinny? Jaką rolę pełnią w tym święta i zrozumienie wielokulturowych tradycji. O eklektycznych świętach, edukacji domowej i podróżowaniu...

z archiwum rodzinnego / Fot. Przemek GalantBoże Narodzenie, Gwiazdka, Wigilia - ileż przyjemnych skojarzeń przesuwa się przed oczami... kolory, zapachy, dźwięki i to, co najważniejsze - uczucia łaskoczące serce. W naszym domu chłoniemy świąteczną atmosferę wszystkimi zmysłami i tak naprawdę święta zaczynają się u nas miesiąc wcześniej. I to wcale nie dlatego, że w marketach straszą "christmasowe obrzydliwstwa" - tam rzadko bywamy. Wcale nie dlatego, że w telewizji reklamy - z oglądania telewizji zrezygnowaliśmy dziesięć lat temu. Święta goszczą w naszej duszy od początku grudnia razem z czytaną co roku "Wigilijną Opowieścią" Dickensa, z zapachem własnoręcznie robionych pierniczków, z zabawą towarzyszącą szyciu aniołów, odlewaniu i malowaniu Mikołajów, robieniu ozdób i prezentów.

Razem z bożonarodzeniowymi kolędami i pieśniami zbieranymi z różnych zakątków świata (kto słyszał "Cichą Noc" po chińsku?) są okazją do spotkania z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną przy wspólnym robieniu "czegoś". Stają się chwilą wytchnienia od pośpiechu i szarzyzny codzienności. Dają nadzieję, że życie wcale nie musi być nijakie - może być pełne pasji i miłości. Pełne małych radości dzielonych z innymi. Nasze "miesięczne" święta są buntem przeciwko dwudniowej epopei obżarstwa i pozorów, gdzie chrystusowa idea miłości i dobra została sprowadzona do suto zastawionego stołu i pustego nakrycia... dla niespodziewanego gościa.

Jedne ze świąt zaczęły się dla mnie i syna, mającego wówczas 14 lat, na małej stacji benzynowej gdzieś na Węgrzech. Był początek grudnia, noc, sypiący śnieg, a my siedzieliśmy na plecakach przed wejściem do sklepiku na stacji wypatrując TIR-a, który powiezie nas autostopem dalej. Wracaliśmy po kilkumiesięcznej wędrówce przez Turcję i Grecję i byliśmy zaskoczeni goniącymi nas od Rumunii śnieżycami. Mogliśmy sobie pozwolić na tak długie wyjazdy, gdyż syn uczestniczył w edukacji domowej. Nie chodził do szkoły, a raz do roku zdawał egzaminy ze wszystkich przedmiotów. Uczył się zanurzając w innych kulturach, podczas wypraw i ugruntowując wiedzę podczas pobytów w domu.

Patrzyłam na mieniące się w świetle latarni płatki śniegu i opowiadałam synowi ponurą bajkę Andersena o dziewczynce z zapałkami. Żartowaliśmy, że jeśli przyjdzie nam czekać zbyt długo to skończymy jak ona. Nagle z głośników na stacji rozległ się głęboki, nostalgiczny głos Franka Sinatry i Binga Crosbiego śpiewających "Cichą Noc". Coś ciepłego wlało mi się do serca i już wiedziałam, że dom jest blisko, a święta tuż-tuż. Zrobiło nam się wesoło, zaczęliśmy skakać i rozcierać ręce do wtóru lecącego "Rudolfa czerwononosego renifera" i czuliśmy, że zaraz będziemy jechać dalej, dalej... do domu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

Przeczytałem raz jeszcze, bo córka mnie prosiła.
Wciąż wspaniałe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy aby na pewno?
Własne doświadczenie - ważna rzecz. A cudze się nie liczy? Ale teoria też ważna jest.
A co z niezależną jaźnią?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak mówi anegdota: Podczas robionych badań w rodzinach, gdzie wystąpił problem alkoholizmu badani są dwaj bracia bliźniacy. Jeden jest alkoholikiem a drugi abstynentem.
Pytają pierwszego - Dlaczego pijesz?
- Bo mój ojciec był alkoholikiem - odpowiada.
Pytają drugiego - Dlaczego jesteś abstynentem?
- Bo mój ojciec był alkoholikiem - odpowiada.
Wszystko jest kwestią filtrów, przez które patrzymy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam kolezankę, ktora miała okropne dzieciństwo. Była bita, poniewierana i kto wie co jeszcze. Zeby uciec z domu wyszła zamąż mając szesnaście lat. Była taka sztuczna w zachowaniu, tak wciąż udawała, że wszystko jest ok' i nigdy nie narzekała. Latami jej się dziwiłam ale teraz się zachwycam, bo ona z tą sztucznością się zrosła i dla jej męża i córki to było zachowanie naturalne. Stworzyła bezpieczny dom swojej rodzinie i dała jej niepodważalne wzory. Teraz zbiera owoce swojej pozytywnej sztuczności. Sztuczne choinki też mogą być fajne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A czy Ci dla których szykujemy nasza pomocną dłoń, też uważają, że ozdoby na choince, wesele i radość przy choinkowych lampkach, paczki z prezentami to coś złego? Nie przenoś wewnętrznych zgryzot na innych - to szczęścia i radości nie czyni.
Życie nie zawsze jest be. Liczę się też chwile.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.12.2009 15:42

Staruszka?!
Bardzo dziwnie brzmi wobec tak fantastycznego świętowania entych wiosenek...no, naprawdę.
Myślę, że dzisiaj zdewaluowało się takie określenie w odniesieniu do lat, albowiem każdy ma ich tyle, na ile się czuje.
Pani Irena na pewno nie czuje się staruszką.
Znam 2 osoby (l.90 i l.92) które gromko by zaprotestowały na nazwanie ich staruszkami!
Ale też znam czterdziestolatków, którzy są ewidentnymi starcami...heh.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Robiłam niedawno wywiad z 80 letnią Irenką Polkowską-Rutenberg, która na urodziny skoczyła ze spadochronem. Powiedziała, że lecąc zdała sobie sprawę, że także tutaj ma tylko dwa wybory - ścieżkę lęku i ścieżkę miłości. 80 letnia staruszka prowadząca warsztaty po jedenaście godzin, która cały czas powtarzała "wasze myśli tworzą waszą rzeczywistość". Czy miała słodkie dzieciństwo? Łatwe życie? Nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A czym ono dla Ciebie jest?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aniu, ci, którzy mieli radosne dzieciństwo, na pewno są w lepszej sytuacji - dziecko, dorastające w zgodnej rodzinie, w poczuciu bezpieczeństwa, otoczone miłością, umie jako dorosły czerpać szczęście zewsząd i dzielić się nim z innymi... Jeśli tego zabrakło, jest trudniej, ale trzeba próbować to przełamać, nie zamykać się na świat, otworzyć się na to maleńkie, codzienne szczęście, które każdego z nas spotyka. Nie zawsze je zauważamy, często nie doceniamy, żyjemy dalekosiężnymi planami, marzeniami, uważamy, że tylko wielkie rzeczy są godne nazwy "szczęścia". I życie nam upływa na oczekiwaniu, coraz bardziej przepełnionym rozczarowaniem i goryczą.
Sama powiedz, czy nie byłaś szczęśliwa, kiedy ukazały się Twoje wiersze?:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

pięknie to napisałaś, prawie słyszałam te pieśni, czułam zapachy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.