Facebook Google+ Twitter

"Bożyszcze kobiet" w teatrze Capitol

Czy można napisać ciekawą sztukę o znudzonym swoim życiem i małżeństwem, czterdziestolatku? Można! "Bożyszcze kobiet" jest na to zabawnym dowodem.

 / Fot. brak"Bożyszcze kobiet" autorstwa Neila Simona zostało zaadaptowanie na polską scenę przez Cezarego Morawskiego, dzięki czemu bohaterowie w miarę możliwości funkcjonują w rzeczywistości uniwersalnej, niekoniecznie tej amerykańskiej, jaką zapewne dałoby się odczuć oglądając ją w oryginale (np. Jenny bierze Deprim, a nie jego amerykański odpowiednik). Genialnego tłumaczenia Miry Michałowskiej nie trzeba nikomu reklamować.

Głównym bohaterem jest czterdziestosześcioletni Barney, od dwudziestu dwóch lat mąż tej samej żony, z raczej niedużym doświadczeniem w dziedzinie związków z innymi kobietami. Jednak z czasem powoli dojrzewa u niego myśl o romansie. O zakochaniu. O szaleństwie. W końcu taki szmat życia z jedną żoną! Toteż gdy nadarza się okazja, a piękna Helen wykazuje zainteresowanie, trzeba tę okazję spróbować wykorzystać! I tak, gdy mamusia Barneya jest nieobecna w jej mieszkaniu dochodzi do schadzki.

Schadzka ma szansę na piękny finał - Helen nie tylko jest zainteresowana Barneyem, ale też daje mu bardzo odczuć, jak można spędzić to przyjemne popołudnie. Nieśmiały Barney nie umie skorzystać z sytuacji, krygując się, stosując uniki oraz wszelkie możliwe wymówki, powodując, że Helen w końcu straci cierpliwość i jak nagle się pojawiła w życiu Barneya tak równie szybko z tego życia znika.

 / Fot. teatr CapitolTym samym niestety scenę opuściła Anna Dereszowska, a ja ciągle rozmyślałam o jej postaci. Bo w trakcie krótkiej rozmowy z Barneyem Helen zasugerowała, że ona nie żyje od pół roku, tylko tak z przyzwyczajenia ciągnie. I tu cóż, psycholog puścił wodze fantazji na temat tego, co mogło być przyczyną owej śmierci duchowej Helen, kto ją skrzywdził lub kogo ona skrzywdziła, co takiego się wydarzyło, że jej postać przemówiła tak melodramatycznie? Tym bardziej, że dotąd była przedstawiona jako kobieta raczej konkretna, zdecydowana, świadoma tego, co robi i tego co chce. Zresztą, bardzo też różna, od następnej kobiety jaka pojawiła się w życiu Barneya, czyli Bobby.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

No ja do Dereszowskiej akurat mam słabość ;), ale obiektywnie, sztuka sama w sobie jest świetna :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie też ten spektakl bardzo się podobał. Nawet Dereszowska, za którą nie przepadam ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.