Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

54404 miejsce

Bracia Kozacy, przyjeżdżajcie do pracy

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-03-16 13:41

Zamiast pana Waldka kafelki w kuchni kładł będzie Andrij, a Michajło zastąpi pana Józka, który rzucił robotę przy budowie drogi powiatowej w podłódzkim Głuchowie i wyjechał do Londynu.

Ołena zajmie się naszym domem, bo skoro Brytyjki mogą sobie pozwolić na gosposie z ubogiej Polski, to dlaczego nie moglibyśmy zatrudnić „pomocy” z jeszcze uboższej Ukrainy?

Żart, a może wcale nie taka odległa przyszłość?


Jeśli twoje ogłoszenie pokrywa się kurzem na tablicy w pośredniaku albo zwyczajnie brakuje ci w firmie rąk do pracy, to jeszcze przed wakacjami za 100 zł będziesz mógł sprowadzić z Ukrainy pracownika prawie każdej branży. I to szybko – w dwa tygodnie. Przedsiębiorcy w Łódzkiem już zacierają ręce na obietnice resortu pracy. Pierwsi będą z pewnością szefowie firm budowlanych, którzy klną siarczyście na masową emigrację swoich fachowców na zachód.
Za nimi pójdzie transport i logistyka, także rolnictwo.
– Ukraińcy mają dobrą opinię jako pracownicy – przekonuje Andrzej Kwaśnik, prowadzący agencję pośrednictwa pracy w Warszawie. – Są solidni, nie wybrzydzają co do roboty i nie grymaszą tak bardzo na wynagrodzenie, jak Polacy, a jeśli do tego rząd ułatwi im pracę w Polsce, to przedsiębiorcy wreszcie uzupełnią braki w załogach, które są już naprawdę ogromne.
Ten zapał studzi nieco Marcin Kulinicz, naczelnik wydziału polityki migracyjnej w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, który przestrzega przed uznaniem Ukrainy za nieograniczone źródło taniej siły roboczej: – Ukraina nie zaspokoi wszystkich, tym bardziej jeśli nie okażemy w Polsce tym ludziom szacunku, przejawiającego się choćby przyzwoitym wynagrodzeniem.

Tu emigracja, tam ucieczka


Pierwsze wrażenie dwudziestoparoletniego Igora z Kijowa, kiedy wysiadał z pociągu na dworcu w Warszawie, było dodatnie. – Pomyślałem wtedy, że Polska jest 20 lat do przodu przed Ukrainą i uważam, że nadal tak jest – przekonuje. – Tego się nie widzi, jak się w Polsce jest na stałe. Dopiero jak się wyjedzie i wraca co jakiś czas, to widać, że tu ludźmi kieruje wiara w pieniądz. Każdy sposób, żeby zarobić, jest dobry – nie ma już świętości...
Igor pamięta też zupełnie inną Ukrainę, tę z dzieciństwa, kiedy mimo ubóstwa ludzie potrafili się uśmiechać i nie wyjeżdżali na Zachód. – Według danych podawanych przez ukraińskie władze, w ciągu 10 lat wyjechało ponad 10 mln Ukraińców – mówi Igor, kiedy wspominam, że przecież w kraju, który tak chwali, też występuje masowa migracja zarobkowa.

– Polacy lubią biadolić – irytuje się, a im szybciej mówi, tym bardziej słychać charakterystyczny wschodni akcent. – U nas to nie migracja, a ucieczka przed biedą i bezprawiem. Tu demokracja, tam tragedia całego narodu. Z 42 milionów Ukraińców, którzy zostali, w dobrych warunkach żyje niecały milion.
Igor osiadł w Sandomierzu, który najbardziej przypomina mu rodzinny Kijów, ale zapewnia, że podobały mu się wszystkie miasta, w jakich przyszło mu szukać swojego miejsca. W Łodzi by jednak nie został, bo za bardzo przypomina mu... Warszawę. Przekonał się bowiem, że im mniejsze miasto, tym więcej zostało w ludziach życzliwości.
Mimo że niechętnie opowiada o swoim życiu w Polsce, przyznaje, że stara się pomóc krajanom w znalezieniu zatrudnienia i zdobyciu pozwolenia na pracę. – Chwycą się wszystkiego, i jeśli tylko nowe przepisy ułatwią im zdobycie legalnej pracy, uwolnią od stania całymi dniami w kolejce pod polską ambasadą, będzie to duży krok naprzód.

Prościej być nie może


Łatwiej, szybciej i taniej niż dotychczas będzie przede wszystkim naszym pracodawcom. Dwustronna umowa o współpracy z Ukrainą podpisana została w 1994 roku, ale niewiele z jej zapisów weszło w życie. Obecnie, po spotkaniach i uzgodnieniach ze stroną ukraińską, resort pracy przygotował protokół z przepisami wykonawczymi. Podpisanie umowy, zdaniem Marcina Kulinicza z ministerstwa pracy, to kwestia najbliższych miesięcy.
Jeszcze przed wakacjami pracodawca zainteresowany pracownikiem z Ukrainy będzie mógł wypełnić w urzędzie pracy dwujęzyczny wniosek, który powędruje do służb zatrudnienia na Ukrainie. Te zajmą się wyszukaniem kandydatów, pomogą w załatwieniu wizy, zaś strona polska automatycznie da im pozwolenie na legalną pracę. Za jedno pozwolenie pracodawca zapłaci 100 zł, a nie jak dotychczas 400.

– Mamy świadomość, że brakuje rąk do pracy, zwłaszcza w budownictwie i transporcie, a nowe przepisy ułatwią pozyskiwanie pracowników z Ukrainy – mówi Sławomir Wasilczyk, dyrektor wydziału spraw obywatelskich i cudzoziemców Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi. – Wymagania formalne zostaną obniżone do minimum.
Dotychczas jedyną praktyczną możliwością było zatrudnianie Ukraińców na czarno lub korzystanie z agencji pośrednictwa. Łączne koszty sprowadzenia jednego legalnego pracownika sięgają obecnie 1.600 zł. Mimo to cały czas utrzymuje się zainteresowanie pracownikami z Ukrainy. – W województwie łódzkim dotyczy to głównie branży budowlanej i rolnictwa – mówi Andrzej Kwaśnik. – Ale jest ciężko, bo trzeba nieraz kilkuset ludzi załatwić od zaraz, a przy obecnych przepisach to mordęga.

Sławomir Wasilczyk przewiduje, że w Łódzkiem w perspektywie kilku najbliższych lat znajdzie się praca dla tysięcy Ukraińców. Zaznacza też, że nowe przepisy przed nikim nie zamkną granicy: – Może to być zarówno pracownik biurowy, jak i pani do prowadzenia domu – już kilka takich pozwoleń wydaliśmy, mimo że ułatwienia jeszcze nie obowiązują.

Nie ma niezastąpionych


Po pracowników z Ukrainy sięgną też zapewne firmy logistyczne, szczególnie w Piotrkowie i okolicach, gdzie już w tej chwili trudno o pracownika, a do końca roku ruszyć ma pięć wielkich magazynów (trzy w Logistic City – Piotrków Distribution Center, czwarty to kolejny etap rozbudowy centralnego magazynu sieci Kaufland, piąty – magazyn Poland Central), w których będzie potrzebnych pół tysiąca ludzi do pracy.
O Ukraińców od kilku miesięcy upominają się firmy transportowe w naszym regionie, bo polscy kierowcy z doświadczeniem już od dawna krążą po drogach Szkocji, Irlandii, Anglii, Niemiec, Danii i Holandii.

– Mógłbym zatrudnić jeszcze kilku kierowców, ale nie dam 44-tonowego tira młodemu chłopakowi, który dopiero co zrobił prawo jazdy – mówi Dariusz Dzwonnik, właściciel firmy usługowo-transportowej z Piotrkowa, i zapowiada: – Będę szukał kierowców na Ukrainie, jak tylko wejdą w życie ułatwienia.
W ubiegłym roku pozwolenie na pracę w Łódzkiem dostało ponad pół tysiąca obcokrajowców, z czego prawie jedną piątą stanowili Ukraińcy. W tym roku liczba ta co najmniej się podwoi. Niedawno Urząd Wojewódzki wydał pozwolenie dla ponad 40 obcokrajowców, głównie Ukraińców, których zatrudni międzynarodowa firma transportowo-spedycyjna z Łęczycy. W Skierniewicach pięć firm budowlanych zwróciło się do tamtejszej Regionalnej Izby Gospodarczej o sprowadzenie pracowników z Ukrainy i Bułgarii. Każda może zatrudnić od ręki 200 robotników.
– Spotkaliśmy się jesienią ubiegłego roku i do tej pory nie udało się tej sprawy załatwić – ubolewa Konstanty Marat, prezes skierniewickiej Izby. – Formalności i koszty to podstawowe przeszkody. Trzeba będzie poczekać, aż wejdą w życie nowe przepisy.

Oburzające pytanie


Małgorzata Suszczewicz z Powiatowego Urzędu Pracy w Łodzi spotkała się z obiegową opinią, że jeśli otworzymy nasz rynek pracy na Ukrainę, zostanie on zalany tanią siłą roboczą i mieszkańcom naszego województwa jeszcze trudniej będzie znaleźć pracę. – Obywatel Ukrainy nie może jednak zarabiać mniej niż najniższe wynagrodzenie przewidziane dla naszych obywateli, czyli 936 zł – zastrzega Suszczewicz.
Czy wzrośnie przestępczość? Wyrywkowo przepytani mieszkańcy Piotrkowa, z czym kojarzy im się Ukraina, odpowiadali głównie, że z „pomarańczową rewolucją”, ale też z: bandziorami, porywaczami, mafią. To właśnie pytanie, które narzuca się w każdym kraju otwierającym się na inne, budzi oburzenie Marcina Kulinicza. – Wśród Ukraińców nie ma więcej przestępców niż wśród innych narodowości – ucina krótko.

Tym jednak, którzy zachłysnęli się wizją tanich i potulnych pracowników z Ukrainy, którzy wezmą najpodlejszą robotę za najbardziej niegodziwe pieniądze, radzi się otrząsnąć. – Ukraińcowi jest łatwiej znaleźć pracę w Moskwie i tam też zarobi lepiej niż w swoim kraju – mówi Kulinicz. – Zarobki w Polsce nie są już tak porażająco atrakcyjne dla obywateli krajów Wschodu.
– Ale to ciągle trzy razy więcej niż na Ukrainie – odbija piłeczkę Igor, który wciąż jednak, po pięciu latach pobytu w Polsce, nie może wyzbyć się dręczącego poczucia krzywdy wobec swoich krajan. Jest ono szczególnie silne teraz, kiedy nie cichnie dyskusja o napływie ukraińskich pracowników. – Mamy podobną kulturę, mentalność, łączy nas historia, choć trudna, możemy się szybko nauczyć swoich języków – przekonuje. – To dlatego przykro się robi, kiedy jest się ocenianym tylko ze względu na miejsce urodzenia.

Aleksandra Tyczyńska
a.tyczynska@dziennik.lodz.pl

Nie bój się ukraińskiego hydraulika

Marcin Kulinicz, naczelnik wydziału polityki migracyjnej w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, apeluje, żeby nie popadać w histerię na wzór krajów Zachodu, kiedy wraz z wejściem do Unii otworzyły się przed Polakami granice. Plakaty z ukraińskim hydraulikiem nie powinny u nas nikogo straszyć. Ukraińcy, w jego ocenie, wypełnią jedynie luki po tych, którzy wyjechali na Zachód.
Według ukraińskich przekazów, w Polsce przebywa obecnie 300 tysięcy obywateli Ukrainy. Z danych resortu pracy wynika, że nielegalnie zatrudnionych może być nawet 150 tysięcy Ukraińców.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.