Minister Bartosz Arłukowicz od kilkunastu godzin, wytrwale ponoć negocjuje ceny leków. Tylko, czy tak powinno być? Czy to normalne, żeby sprawę newralgiczną społecznie i politycznie, ale też medycznie – zostawić na ostatnią chwilę? Panie premierze: Gdzie pan był w tych sprawach przed miesiącem, ba przed miesiącami, gdy ministrowała jeszcze pani Ewa Kopacz?
Koalicyjny rząd PO-PSL nie ma w ostatnich dniach a szczególnie godzinach - spokojnych chwil. Wszystko przez nieszczęsną (czy nieudaną) listę o lekach refundowanych. Przygotowywana ponoć troskliwie i wnikliwie od miesięcy – nagle okazała się "afgańskim" niewypałem. Wjechał na ten niewypał, niedoświadczony zawodowo w roli jaka mu przypadła z nakazu premiera, nowy minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz. Wjechał opancerzonym wozem bojowym, który jednak może nie wytrzymań siły uderzeniowej wybuchu, jaki go czeka, gdyby nie zdołał do 1 stycznia 2012 roku, rozbroić podłożoną mu minę. Zostało na to zaledwie dwa dni.
Sprawa nie jest ani prosta, ani bagatelna. Miliony chorych, zwłaszcza ludzi starszych, z bardzo niskim uposażeniem rentowym czy emerytalnym, nie może wytrzymać drzemiącego nacisku strony społecznej i medyczne oraz związków zawodowych walczących o ludzkie podejście do cen leków na nowej liście refundacyjnej. To co słychać z projektów szeptanych, lista może powalić stanem faktycznym, jaki ma odzwierciadlać za dwa dni. Blisko tysiąca leków zniknie z dotychczasowej listy a te które wejdą - mają być, według niepotwierdzonych informacji – przerażająco drogie. Znikną przy tym dotychczasowe leki za "jednego grosza" i za złotówkę. We wszystkich aptekach zostaną wprowadzone takie same ceny. Wejdą także stałe marże dla firm farmaceutycznych.
Dziś w radiowej rozmowie w TOK FM, europoseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Marek Siwiec - negatywnie ocenił zarówno kontrowersje dotyczące listy refundacyjnej, jak i zmiany w służbie zdrowia, poddając krytyce działania rządu. Podkreślił przy tym, że rząd "zaliczył tutaj dużą wpadkę". Bo przede wszystkim obwieszczeniami nie powinno się kontaktować i komunikować z opinią publiczną.