Facebook Google+ Twitter

Brakuje strzeżonych placów zabaw dla dzieci

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-08-13 10:30

Kilka dni temu na jednym z wrocławskich boisk doszło do wypadku. Pole do gry należy do gminy.W jej imieniu zarządza klub sportowy. Ale zarówno wójt, jak i prezes klubu nie czują się winni. Ich zdaniem, najlepiej byłoby, gdyby Natalia w ogóle nie znalazła się na boisku.

– Współczuję temu dziecku, ale odpowiedzialności za to wziąć nie mogę – twierdzi wójt Jan Głowa. I przekonuje, że wraz z przekazaniem obiektu klubowi to na jego władzach spoczywają wszystkie prawa i obowiązki związane z utrzymaniem stadionu. – A poza tym na terenie boiska sportowego dla dorosłych dzieci bawić się nie powinny. Od tego są plac zabaw i kompleks boisk przy szkole podstawowej – dodaje.

Przykro mi, to nie ja
Podobnie tłumaczy się Andrzej Stępień, prezes klubu Dąb Dobroszyce.
– Staramy się, by bramki zawsze były zabezpieczone – mówi. – Po meczu spinamy je łańcuchem i zakładamy kłódkę. Ale nie mamy pracownika, który pilnowałby tego miejsca. Starsze dzieci świetnie radziły sobie z kłódkami. Nawet jeśli my je zakładaliśmy, one je zrywały.
Sprawą zajmuje się oleśnicka policja.
Do kontroli zarządców nie palą się inspektorzy nadzoru budowlanego. Huśtawki ani bramki nie są trwale związane z gruntem, więc to nie ich sprawa. – Jeśli gmina dzierżawi obiekt klubowi, to w umowie na pewno określa obowiązki, jakie na nim spoczywają – wyjaśnia inspektor Andrzej Komarzyniec. – My możemy przeprowadzić kontrolę, ale nie mamy takiego obowiązku. Jeśli gmina dojdzie do wniosku, że zarządca się z umowy nie wywiązuje, powinien taki obiekt odebrać – dodaje. Podobnego zdania są przedstawiciele Urzędu Dozoru Technicznego. To oni zajmują się kontrolą wind w blokach, ale nie huśtawek ani bramek sportowych.
– Jednak według norm europejskich nawet przenośna bramka powinna wytrzymać obciążenie 110 kg – informuje Rafał Wojciechowski z UDT w Warszawie.
We Wrocławiu przeglądem placów zabaw zajmuje się każdej wiosny straż miejska. – Mamy kilkadziesiąt takich interwencji co roku – przyznaje Dagmara Turek-Samól ze straży. Od razu dodaje jednak, że są to działania czysto prewencyjne. – Nie ma przepisu, który by nas zobowiązywał do tego wyraźnie.

Potrzebne są zmiany
Wojciechowski z UDT mówi, że w Europie huśtawki i karuzele są kontrolowane co tydzień.
– Tak jak u mnie – zapewnia Bronisław Paszyński, zarządca z Oławy, który zajmuje się kilkoma placami zabaw. – Każdego roku przeprowadzamy szczegółowe kontrole. Ale uczulam moich pracowników, by sprzątając, zwracali uwagę, czy gdzieś nie wyszedł gwóźdź albo blacha się nie urwała.
Stanisław Huskowski, wrocławski poseł PO, obiecuje, że przyjrzy się sprawie.
– Wygląda na to, że faktycznie trzeba rozszerzyć zakres obowiązków UDT – przyznaje. – Jeśli dojdę do tego samego wniosku po przejrzeniu przepisów, zaproponuję w Sejmie zmiany.

Tragiczne zabawyStara huśtawka na rogu ulic Powstańców Śląskich i Nasypowej we Wrocławiu bardziej straszy niż zachęca do zabawy. / Fot. fot.Tomasz Hołod
Czerwiec 2006, Bytom – na kilkulatka spadł drewniany tor przeszkód, łamiąc mu rękę.
Czerwiec 2006, Czerwionka-Leszczyny – metalowa zjeżdżalnia przygniotła 5-letniego chłopca, dziecko zmarło w szpitalu.
Czerwiec 2006, Wrocław, park Południowy – pięciolatka włożyła głowę między szczeble drabinki i nie mogła jej wyciągnąć. Pomogli dopiero strażacy, którzy przecięli szczebelek.
Sierpień 2005, Wrocław, skatepark przy pl. Wolności – 15-latek spadł z rampy na głowę, nie miał kasku, zmarł. Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji dopiero po tej tragedii wprowadził dwóch trenerów osiedlowych do opieki nad jeżdżącymi tam na deskorolkach.
A.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.