Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40487 miejsce

Brazylia przerwała passę Hiszpanii. Wielki rewanż już za rok?

Po raz pierwszy od kiedy "La Roja" w lirycznym stylu zajęła miejsca władców świata futbolu, tak wyraźnie wpadła we własne sidła.

 / Fot. EPA/Antonio LacerdaJeśli Fernando Torres przez ponad 50 minut nie może znaleźć sobie miejsca na boisku, kółka z piłką Xaviego są o tempo wolniejsze niż sezony wstecz, Sergio Busquets jest o kilka kroków spóźniony z wyjściem do odbioru, a przyciśnięty do linii Alvaro Arbeloa regularnie podaje do rywali, przepis na porażkę jest gotowy, nawet jeśli naprzeciw biegają przedstawiciele przecież wcale nie najwybitniejszego pokolenia brazylijskich piłkarzy.

Hiszpanów zawiodła umiejętność utrzymywania się przy piłce blisko bramki rywala - to, co stanowiło największą różnicę między nimi a resztą świata, wywindowało na piedestał po dekadach zmarnowanych generacji. Już w półfinałowym meczu z Włochami (ostatnio zresztą regularnymi konkurentami - grali ze sobą na Euro 2008 i dwukrotnie na Euro 2012), w którym Cesare Prandelli wystawił sześciu pomocników, widać było niemoc w stwarzaniu sytuacji, co stanowi najcięższy zarzut po adresem najbardziej kreatywnej drugiej linii na świecie. Wczoraj za jej bezradność odpowiadali przezroczyści jeśli chodzi o boiskową osobowość Paulinho i Luiz Gustavo. Nadzwyczaj agresywni, ale nie nieomylni Thiago Silva i David Luiz nie zostali zmuszeni do popełnia błędu.

W fazie pucharowej ostatnich trzech wielkich turniejów plus zakończonego wczoraj Pucharu Konfederacji w 12 meczach tiki-taka zapracowała na 14 bramek. Jeszcze raz. Dwukrotny mistrz Europy, mistrz świata i finalista Pucharu Konfederacji w 12 meczach strzelał tylko 14 razy. Zespół słynący z wyrażania najwyższych wartości estetycznych, w którego DNA wpisana jest żądza nieustannego operowania piłką, prędzej wturlania jej do bramki niż oddania strzału zza pola karnego, trafiał średnio 1,16 bramki na mecz. Kontynuacja tego niepokojącego trendu może okazać się niewystarczająca dla zawieszenia na szyi czwartego złotego medalu.

Vicente del Bosque staje przed dylematem, czy porażka Hiszpanii jest przedłużeniem międzynarodowej deprecjacji Barcelony, rzecz jasna dominującej na liście powołań. Może mniej jednolita klubowo reprezentacja gwarantowałaby większą wszechstronność i - jednocześnie - mniejszą przewidywalność dla rywali? W kadrze zabrakło miejsca dla autora najgłośniejszego transferu wewnątrz hiszpańskiego Isco, który po roku spędzonym na Santiago Bernabeu może okazać się brakującym ogniwem na lewą stronę pomocy, obok napastnika najbardziej wrażliwą pozycję (grali na niej Silva, Mata, od biedy Navas).

"Nie przypuszczam, żebym mógł czuć się lepiej niż teraz" - powiedział Luis Felipe Scolari, który bez specjalnej charakteryzacji mógłby zagrać Gene'a Hackmana. 11 miesięcy temu, po przegranym olimpijskim finale obawy o performance Canarinhos na drugich w historii mistrzostwach przed własną publicznością były ogromne. Brak spójności i wyrazistości krystalizującej się drużyny spowodowały, że szefowie brazylijskiej federacji odgrzebali odpoczywającego przez trzy sezony od wielkiej piłki ostatniego trenera złotej Brazylii. By piłkarze poczuli na sobie oddech wielkiej historii swoich poprzedników, do sztabu zaprosił Carlosa Alberto Pereirrę, opiekuna mistrzów świata z 1994 r.

Jak zinterpretować trzecie z rzędu zwycięstwo w tym jednak najmniej poważnym z najpoważniejszych turniejów? Przede wszystkim jako przełamanie nieosiągalności Hiszpanów. Główny udziałowiec tego dokonania, Fred, to żaden tam wirtuoz, którego transfer trafiłby do pierwszej dziesiątki tych najdroższych, a szukający piłki napastnik, który nawet jak strzeli hat-tricka, nie powoduje, że jego rodacy zrzucają z siebie odzienie. Wielu opiniotwórczych ekspertów przekonywało, że Neymar, jakkolwiek posiadający iskrę znamionującą potencjał niemający linii brzegowej, fizycznie odstaje od Europejczyków. Bramki strzelone finalistom mistrzostw Starego Kontynentu chyba ostatecznie zadają kłam tym dywagacjom. Świetna koordynacja i błyskawiczne podejmowane decyzji o strzele odróżniają wychowanka Santosu od niejednego z topowych napastników. Bo czy Soldado, Torres, Villa, Balotelli, Gilardino czy Giovinco nie wyglądają bladziej niż zwykle na tle świeżego 21-latka?

Powtórka za rok, już pod innym szyldem, mile wskazana.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.