Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Pozycja materiału w rankingach:

57323 miejsce

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 5pkt

Oceń:

Brett Anderson


Jest wiosna, Panowie i Panie, więc czemu zajmować się czymś tak żenująco głupim jak kłótnie o „ochronę życia” i tym podobne... Słuchajmy muzyki! Ona uchroni nas lepiej od wszystkich Marków Jurków!

Jako że jest to mój ostatni felieton dla Wiadomości24.pl (przy okazji: dziękuję wszystkim czytelnikom za lekturę i komentarze, szefom portalu za umożliwienie mi prezentowania pisaniny gronu tak szacownych odbiorców) chciałbym tym razem uniknąć politykowania i zająć się tym, od czego swoją obecność w Wiadomościach zacząłem, czyli muzyką. Jest wiosna, Panowie i Panie, więc czemu przejmować się czymś tak żenująco głupim jak kłótnie o „ochronę życia” i tym podobne... Słuchajmy muzyki! Ona uchroni nas lepiej od wszystkich Marków Jurków!

Był sobie kiedyś zespół Suede, który rozpoczął w 1993 roku karierę czegoś, co zostało określone przez krytyków mianem „brit-pop”. Zespół ten szokował biseksualnym anturażem, narkotykowymi odniesieniami w tekstach (oho!... Marek Jurek i Wojciech Wierzejski wychylają się zzw węgła z rakarskim błyskiem w oczach!...), jednak przede wszystkim nagrywał genialne płyty. Pierwsza płyta, zatytułowana po prostu „Suede” to mistrzostwo gatunku - pełna odwołań do twórczości Davida Bowie, T.Rex, The Smiths, ze znakomitymi tekstami, melodiami, wspaniałą grą na gitarze (Bernard Butler – ten to potrafił!).

Suede miało jeszcze jedną ważną cechę – na stronach B swoich singli zawsze prezentowali premierowe utwory (po dwa, trzy na singiel). To była pewna nowość, bo w tamtych czasach do singli dołączano z reguły remiksy, numery koncertowe... Chłopaki nie cierpieli jednak na brak pomysłów, dlatego każdy nowy singiel Suede to było prawdziwe premierowe wydarzenie. Te bisajdowe piosenki (zebrane potem na płycie „Sci-Fi Lullabies”) bywały nawet lepsze od numerów płytowych. Przede wszystkim nie były „przeprodukowane” – liczyła się melodia i tekst, podane sauté, bez zbędnych producenckich ornamentacji.

Suede już nie istnieje (choć próbowali się jakiś czas temu reaktywować jako The Tears), lecz miesiąc temu solową płytę wydał wokalista Brett Anderson. Powiem krótko: wspaniała to płyta! Dokładnie taka, jak suede’owskie bisajdy – oszczędna, spokojna, bardzo poetycka (cokolwiek miałoby to oznaczać).

Brett Anderson zawsze uprawiał coś, co jeden z moich znajomych określił jako „patos załamania nerwowego”. To bardzo trafne określenie. Płyta pełna jest quasi-hymnów, którym towarzyszą mniej lub bardziej depresyjne teksty. Dużo tu smyczków, oszczędnego fortepianu, przesterowana gitara pojawia się tylko czasami. Jest w tych piosenkach jakaś nuta kiczu (muszę w tym miejscu otwarcie przyznać, że niektóre piosenki Suede zawsze kojarzyły mi się z twórczością zespołu... Bajm – na tej płycie jest podobnie, proszę posłuchać np. numeru „Scorpio Rising”), jednak jest to jakiś szlachetny rodzaj kiczu, który kompletnie mi nie przeszkadza. To samo pamiętam np. z płyty Lou Reeda „Berlin”, która jest jedną z najlepszych płyt w historii rocka. Porównanie płyty Bretta z tamtą płytą wydaje mi się bardzo trafne (proszę posłuchać pianina w „One Lazy Morning” – czy nie kojarzy się wam z „Sad Song”?). Inne porównania, jakie przychodzą mi do głowy to np. John Cale i jego „Paris 1919”... Pierwsza liga.

Apeluje do wszystkich „indie-dzieciaków”, żeby posłuchały sobie płyty lidera Suede. Współczesne „indie-gwiazdeczki” mogą Brettowi wiązać buty. Facet udowadnia, że piękną melodią i dobrym tekstem można zdziałać więcej niż największym środowiskowym hype’m. Numer „The More We Possess The Less We Own Of Ourselves” jest w stanie zdziałać w dziedzinie krytyki nowoczesnego stylu życia więcej, niż wszystkie „butelki z benzyną i kamienie” razem wzięte.

Miłego słuchania.

I do następnego spotkania... gdzieś w sieci :)
Kuba Wandachowicz OFFline profil autora

Autor: Kuba Wandachowicz

Napisz do autora

Artykuły (38) Galerie (0) Średnia ocen (4.36)

Wiek: 62 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska

O mnie: Muzyk zespołów Cool Kids of Death i NOT. Kompozytor, autor tekstów. Felietonista, eseista, recenzent muzyczny. Absolwent filozofii na UŁ (specjalność: filozofia współczesna).

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 6

Sortuj komentarze:

Małgorzata Lewandowska 21.04.2007 00:10

Ocena: Ocena pozytywna 26 Ocena negatywna 27

Płyta faktycznie fenomenalna...zakochana wręcz jestem w "love is dead". powtórzę zatem po Kubie..."indie-dzieciaki" do słuchania marsz!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grzegorz Korzeniowski 19.04.2007 14:25

Ocena: Ocena pozytywna 33 Ocena negatywna 21

Nie posłucha, nikogo nie słucha, czysty bunt :P Ale może jak go wygonimy to zostanie? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urszula Agata Marczewska 19.04.2007 13:41

Ocena: Ocena pozytywna 29 Ocena negatywna 30

Grześku: może go przekonamy, cooo?:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grzegorz Korzeniowski 19.04.2007 13:14

Ocena: Ocena pozytywna 29 Ocena negatywna 25

Ostatni felieton? Odchodzi nasz najlepszy VIP :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urszula Agata Marczewska 19.04.2007 11:23

Ocena: Ocena pozytywna 31 Ocena negatywna 23

Kubo! Przez informację, iż jest to Twój ostatni tu felieton, źle mi się czytało resztę. Chyba będę musiała zrobić to jeszcze raz :) Szkoda, że odchodzisz - niech sobie Emenefix mowi co chce, a ja Twoje teksty bardzo lubilam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcin Nowak 19.04.2007 09:03

Ocena: Ocena pozytywna 29 Ocena negatywna 35

Ostatni felieton a jedyny lekkostrawny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.