Facebook Google+ Twitter

Bruce Willis - kinowy superglina

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-07-06 11:37

Kiedyś założył się z kolegami o dolara, że goły przebiegnie przez pół miasteczka. I wygrał. Bruce Willis, aktor kasujący niebotyczne honoraria, skazany był na rolę twardziela. Nie darmo przecież przyszedł na świat w amerykańskiej bazie wojskowej w Niemczech.

Bruce Willis - kinowy superglina. / Fot. cinepixNie byłoby Bruce’a Willisa bez Johna McClane’a. Gliniarz ze „Szklanej pułapki” rozprawiający się w pojedynkę z kolejnymi bandami bezwzględnych terrorystów przyniósł mu sławę, pieniądze i wizerunek, z którym – mimo naprawdę dobrych kreacji – nie jest w stanie zerwać. Dowód? W jednym z rankingów pierwsza część kultowej dla wielu „Szklanej pułapki” , została uznana za najlepszy film akcji, a John McClane za glinę wszech czasów.

Sam Willis uważa postać, której dał swoją twarz, za zwyczajnego faceta. – To, co w graniu postaci McClane’a jest najbardziej ekscytujące, wynika z tego, że nie jest to żaden superbohater. Nie ma żadnej specjalnej mocy ani ukrytych talentów. To zwyczajny facet, z którym każdy może się zmierzyć.
Dzisiaj na ekrany kin wchodzi czwarta część serii. – Poświęciłem jej cały rok. Ale opłaciło się – przekonuje gwiazdor, który przygotowywał się do roli na sali gimnastycznej.
– McClane jest starszy, ja też, więc trening był naturalną konsekwencją powrotu do tej roli. Ale bycie starszym ma też swoje dobre strony: jesteś mądrzejszy i bardziej uważny.

Z baru na castingi

Willis nie kryje, że nie miał pomysłu na życie. Skończył szkołę i poszedł do pracy w fabryce, jak wielu jego kolegów. Ale kiedy stał się świadkiem wypadku jednego z nich, uznał, że nie jest to miejsce dla niego i dał nogę (po drodze był epizod z pilnowaniem elektrowni atomowej) do Nowego Jorku. Trzeba przyznać, że działał w sposób przemyślany. Wynajął mieszkanie (z Lindą Fiorentino i jej siostrą) i został barmanem. I to od razu w popularnej wśród aktorów Cafe Central. Ale droga do kariery nie była szeroka jak autostrada.
Miał 22 lata, kiedy zagrał w jednym z offowych teatrów na Broadwayu. 28, kiedy zaliczył epizod u Sidneya Lumeta. 32, kiedy wystąpił w reklamówce jeansów Levi’sa
– słynnych 501 – i w jednym z odcinków „Policjantów z Miami”. I 33, kiedy z irokezem na głowie, w panterce na grzbiecie, poszedł na przesłuchania do filmu „Rozpaczliwie poszukując Susan”.
Tam wypatrzył go reżyser serialu o parze detektywów. „Na wariackich papierach”, gdzie u boku Cybil Sheperd grał rozbrajającego nieudacznika, uchyliły mu drzwi do sławy. O Willisie zaczęto pisać, Willisa zaczęto rozpoznawać, Willis zagościł w kolorowych magazynach, które donosiły o jego bójkach na planie z serialową partnerką. Kiedy w 1987 roku ożenił się z Demi Moore, był idealnym kandydatem na celebrety.

Strzał w dziesiątkę

Wygrana w totka nastąpiła rok później. Willis po raz pierwszy zagrał „zwykłego faceta w niezwykłych okolicznościach”, czyli policjanta Johna McClane’a. Facet, którego małżeństwo jest w stanie rozkładu, dowiaduje się, że pewien biurowiec stanie się obiektem ataku terrorystycznego. Przyjechał na święta odwiedzić żonę i dzieci, a będzie musiał ratować zakładników, stawiając czoła nie tylko bezwzględnym bandytom, ale i przygłupim kolegom po fachu. Od tego momentu kariera Willisa potoczyła się błyskawicznie i tak bardzo przez wielu została utożsamiona z rolą gliniarza superbohatera, że trudno było mu przekonać publiczność, że potrafi nie tylko zbawiać ludzkość, ale i dobrze grać.
Ma też na koncie kilka spektakularnych porażek i całkiem sporo nominacji do Złotej Maliny przyznawanej najgorszemu aktorowi. Ale w niczym nie przeszkodziło mu to zająć 35. miejsca w setce największych gwiazd w historii kina (ranking ogłosiła w 2003 roku stacja Channel 4).

Nie tylko aktor

Sławny nie zawsze znaczy pusty. Willis, mimo iż jest częstym gościem plotkarskich magazynów i uchodzi za jedną z lepszych partii w Hollywood (od rozwodu z Demi Moore, który okupił 90 milionami dolarów, ranczem w Idaho i rezydencją w Malibu), jest też liderem bluesowej kapeli The Accelerators. Wokalista i harmonijkarz, nagrał dwie płyty. Poruszony zamachami 11 września, zaangażował się w pomoc rodzinom zabitych. I ogłosił, że za ważne informacje o Al Kaidzie zapłaci milion dolarów. Inna sprawa, że ma z czego. Za „Szósty zmysł”, razem z zyskami z filmu, dostał sto milionów dolarów.

John McClane nie ma w sobie spokojnego napięcia bohaterów Humphreya Bogarta, gorzkiego cynizmu inspektora Callahana, który nie wierzy w sprawiedliwość sądów i wymierza ją sam. O takich ikonach detektywistycznych jak panna Murple czy Hercules Poirot pewnie nawet mu się nie chce czytać. A przecież dołączył do listy najsłynniejszych policjantów, którzy w niezwyczajnych okolicznościach muszą zająć się ratowaniem ludzi. Ciekawe, jak mu poszło w czwartej części... •

Zaczęło się od dedukcji
Sherlock Holmes
Dżentelmen w każdym calu stworzony przez Arthura Conan Doyle’a. Zagadkę zbrodni rozwiązuje tylko i wyłącznie dzięki własnemu intelektowi, umiejętności logicznego myślenia i wierze w siłę rozumu. Przemoc? Czymś takim Holmes po prostu się brzydzi.

Miss Jane Murple
Wścibska stara panna, której bystrej uwadze nie umkną żadne niecodzienne zdarzenia w zwyczajnej codzienności angielskiej prowincji. Bohaterkę wymyśloną przez Agathę Christie można właściwie uznać za kuzynkę Holmesa.

Hercules Poirot
Irytujący, pedantyczny Belg z charakterystycznym wąsikiem, którego wszyscy, nie wiedzieć czemu, biorą za Francuza. Wcielali się w niego Peter Ustinov („Śmierć na Nilu”), Albert Finney („Morderstwo w Orient Expressie”) i David Suchet (zagrał w serialu ekranizującym cykl powieści Christie). Metody, jakimi dochodzi do prawdy i odkrywa winnego zbrodni, takie jak u dwójki powyżej.

Komisarz Maigret
Stworzony przez George’a Simenona. Urodzony w chłopskiej rodzinie, wielbiciel fajki, dobrej kuchni i trunków, był pierwszym śledczym, który nie kierował się genialną dedukcją jak Holmes, ani w niczym nie przypominał prywatnych detektywów tropiących zbrodnię w gąszczu metropolii. Maigret z powodzeniem łączył intuicję i zwykłe policyjne procedury – w końcu był po prostu policjantem.

Philip Marlowe
Wymyślił go Raymond Chandler, a twarz dawali mu tacy aktorzy, jak Humphrey Bogart, Robert Mitchum czy Richard Gaardner. Typ zgorzkniały, taki, którego żadne brudy świata nie są w stanie zaskoczyć. Żeby dojść do ponurej prawdy, ryzykuje własnym życiem, nie dlatego, że lubi, ale dlatego, że nie ma wyjścia. I co bardzo ważne, pod maską cynika kryje się autentyczne poczucie sprawiedliwości.

Inspektor Columbo
Zawsze w wymiętym prochowcu. Zgarbiony, polujący na dobre cygaro i ciągle opowiadający rozmaite historie o żonie, której widzowie serialu nigdy nie poznali. Łajza, w którą wcielił się Peter Falk, a której nikt nie traktował poważnie. I za ten błąd na końcu każdego odcinka morderca musial zapłacić – kończąc w kajdankach.

Harry Callahan
Twarz człowiekowi z magnum kaliber 44 dał Clint Eastwood, znany wcześniej z brutalnych spaghetti westernów Sergio Leone. Postrach bandytów i czarny sen szefów policji nowojorskiej. Jako pierwszy filmowy policyjny bohater stosował metody zarezerwowane dla bandytów. Sprawiedliwość w sądzie? A jeśli pewność nie przekłada się na dowody?

Katarzyna Kaczorowska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.