Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8936 miejsce

Bruno Schulz - artysta, który żył tylko w głąb, nie wszerz

Metaforę egzystencji "w głąb" wprowadził sam artysta, jeden z bardziej oryginalnych twórców 20-lecia międzywojennego. Dziś przypada 115. rocznica jego urodzin. Szkoda, że z tym jubileuszem zbiega się usunięcie artysty z kanonu lektur.

"Pielgrzymi" - grafika B. Schulza z "Xięgi Bałwochwalczej" / Fot. Ze zbiorów WikipediiSchulz – jeden z reprezentantów awangardy, obok Witkacego i Gombrowicza - w zasadniczy sposób wpłynął na rozwój polskiego pisarstwa. Niestety, z recepcją jego dzieł bywało różnie. Późny debiutant w dziedzinie literatury, z trudem przebijał się przez nasycony osobowościami przedwojenny rynek artystyczny. Nie lepiej było po wojnie, bo praktycznie do „odwilży” w 1956 roku Schulz, nie był znany szerszemu gronu odbiorców. Po wielu latach Schulza „odkryły” Polska i Ukraina, potem Europa Zachodnia, Ameryka, Izrael i Japonia.

Fenomen miasta

Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby nie specyfika Galicji, a konkretnie Drohobycza, z którego się wywodził, nie byłoby takiego Schulza – malarza i pisarza - jakiego znamy. Drohobycz XIX–wieczny był dla niego miastem magicznym; tradycjonalistycznym, ale też wielonarodowym i wielokulturowym. Obok siebie, we względnej zgodzie, mieszkali Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Z każdej z kultur, które reprezentowali, Schulz czerpał coś dla swej twórczości. Wraz z rozwojem przemysłu naftowego na początku XX w., do tego cichego miasteczka wkroczyła komercja i bogacący się przedsiębiorcy. Kiedy na dodatek, w 1910 roku Schulzowie zubożawszy, musieli wyprowadzić się z domu przy rynku, znanego ze „Sklepów cynamonowych”, skończył się stary, poukładany świat.

Schulz nie mógł żyć i tworzyć poza Drohobyczem. Nie związał się ani ze Lwowem, ani z Wiedniem; niepowodzeniem zakończył się też wyjazd do Paryża. Jedynie do Warszawy zaglądał niekiedy, choć - trzeba dodać - z ulgą ze stolicy wyjeżdżał. Nie sposób w kilku zdaniach oddać zawiłości jego biografii i wnętrza. Niezwykle wrażliwy i nieśmiały, pełen kompleksów, z trudem funkcjonujący w codziennym życiu nie pasował do epoki, w której przyszło mu żyć. Stał się więc twórcą nowego świata, Demiurgiem „na miarę własnych czasów”, który dzięki liryzmowi wypowiedzi wprowadza odbiorcę w fantastyczne krainy.

Schulz - artysta malarz

Fotografia B. Schulza z 1934 roku. / Fot. Ze zbiorów WikipediiUrodzony w 1892 roku Schulz powtarzał często, że u początku jego artystycznego życia była przygoda z malarstwem. Od dziecka rysował i wydawać by się mogło, że właśnie ta dziedzina będzie mu najbliższą. Racjonalna decyzja skłoniła go, by podjąć studia architektoniczne we Lwowie, ale po roku, z powodów zdrowotnych porzucił je i z niekłamaną ulgą wrócił do rodzinnego miasta. Zmuszony do zdobywania środków na życie, zatrudnił się w szkole jako nauczyciel plastyki, choć z wykonywania tego zawodu nie czerpał najmniejszej przyjemności. Zaświadczenie o zdanym egzaminie, uprawniającym go do nauczania plastyki w szkole podpisali tak znani artyści jak: Adolf Szyszko-Bohusz, Teodor Axentowicz, Wojciech Waiss.

Schulz świadom był, że malarstwo - jego największa pasja - nie zapewni mu stałego przypływu gotówki. Pracując w szkole, nie zaprzestawał tworzenia, choć z trudem godził te dwa zajęcia. Do naszych czasów
przetrwały tylko trzy obrazy olejne oraz niemal cudem odnalezione rysunki i grafiki. Schulz miał w swym dorobku autoportrety i portrety, sceny rodzajowe z życia drohobyckich Żydów, ilustracje do książek, ekslibrisy, rysunki o zabarwieniu masochistycznym, które zresztą już przed wojną wywoływały spore kontrowersje. Udało mu się jednak odnieść w końcu pewien sukces: cykl grafik „Xięga Bałwochwalcza” został w 1922 roku zaprezentowany w warszawskiej Zachęcie.

Schulz - pisarz

Literacki debiut przyszedł dość późno. Jedna z jego pierwszych opowieści powstała w 1928 roku, ale wydanie zbioru opowiadań pt. „Sklepy cynamonowe” miało miejsce w Warszawie dopiero w 1934 roku, gdy autor miał już 42 lata! „Zdobycie stolicy” - jak mówił o tym zdarzeniu znawca Schulza Jerzy Jarzębski – było możliwe dzięki wpływowym kobietom: Deborze Vogel ( korespondencja z tą filozof i pisarką dała początek poważnemu myśleniu autora o publikowaniu tekstów dotąd pisanych wyłącznie do szuflady), Magdalenie Gross i wreszcie dzięki Zofii Nałkowskiej. To ona, przeczytawszy próbki tekstów Schulza, natychmiast zadecydowała o ich wydaniu. Pochlebne opinie o pisarstwie Schulza płynęły też m.in. od Leśmiana, Tuwima, Witkacego i Gombrowicza. Tych dwóch ostatnich poznał osobiście, zachwyciła go m.in. „Ferdydurke”, którą uznał za przełom w polskiej powieści.

Mityzacja rzeczywistości

„Rynek był pusty i żółty od żaru[…]Cierniste akacje, wyrosłe z pustki żółtego placu, kipiały nad nim jasnym listowiem, bukietami szlachetnie uczłonkowanych filigranów zielonych[…]Zdawało się , że te drzewa atakują wicher, wzburzając teatralnie swe korony, ażeby w patetycznych przegięciach ukazać wytworność wachlarzy listnych…”
To tylko próbka stylu, który jest zdecydowanie ważniejszy od fabuły. U Schulza przestrzeń „dzieje się”, a te same kategorie autor stosuje do opisu ludzi, miejsc i zdarzeń. „Wszelka poezja jest mitologizowaniem” – pisał Schulz, przynajmniej częściowo związany z odmianą ekspresjonizmu reprezentowanego m.in. przez Franza Kafkę. Na odwieczne pytania natury egzystencjalnej próbował odpowiadać poprzez mit i wieloznaczne symbole. Skoro teraźniejszość stała się „rzeczywistością zdegradowaną” i wyraźnie odstawała od ideału wrażliwego człowieka, należało zbudować własną mitologię. Temu służyło mityzowanie rzeczywistości, nadawanie jej pewnego pierwiastka boskości , a przez to uwznioślenie.

Dzieciństwo – genialna epoka

Nie sposób nie zauważyć, że pisarstwo Schulza wyrasta m. in. z wpływów filozofii Karla Junga, który pisał o archetypach stanowiących podstawowe elementy ludzkiej wyobraźni, wokół których tworzą się mity i religie. To w dzieciństwie powstają archetypy wyobraźni – twierdził Schulz. To miał być kapitał ducha, dany zwłaszcza artyście. Próbuje on wkroczyć ponownie w czas dzieciństwa, by spojrzeć na świat oczyma dziecka, podobnie szczerze przeżywać. W ten sposób można sobie też radzić z przerażającym upływem czasu, bo artysta tworzy np. czas mityczny – 13 miesiąc.

Ulubione motywy

Tworzenie to jedna z największych namiętności człowieka, stąd istotną rolę odgrywa postać Ojca, fantastycznego maga, który staje się współczesnym Demiurgiem (twórcą), a jego rozmaite wcielenia nieustannie zaskakują czytelnika. Z innych, ulubionych motywów, wymienić należy: manekiny (symbolizujące degradację człowieka), labirynt (miasta, domu, ludzkiej psychiki), psy, ptaki, a przede wszystkim kobiety – władcze, wyzwolone, przy których mężczyzna poddaje się ich terrorowi. Ten masochizm uzewnętrzniony w literaturze nie przekładał się w żadnym stopniu na życie prywatne pisarza. Był zachwycony kobietami, ich erudycją, pięknem, miał mnóstwo przyjaciółek, choć faktem jest, iż nigdy się nie ożenił.

Katastrofa spełniona

W 1939 roku Drohobycz znalazł się na terenie sowieckiej Ukrainy. Ale to była dopiero zapowiedź tego, co miało nastąpić. W 1941 roku do miasta wkroczyli Niemcy, a drohobyccy Żydzi zostali umieszczeni w getcie. Przez kilka miesięcy Schulz pracował dla Feliksa Landaua, gestapowca, pozującego na konesera sztuki. Pisarz porządkował zbiory biblioteczne, malował freski w pokoju jego dzieci ( słynne freski odnalezione zostały kilka lat temu i potajemnie wywiezione do Izraela). Przeczucie schyłkowości stało się dla Schulza szczególnie namacalne. Ponownie starała się pomóc pisarzowi Zofia Nałkowska, załatwiając fałszywe dokumenty i organizując schronienie pod Warszawą, ale Schulz nie miał odwagi, by podjąć to ryzyko. W dniu, w którym wreszcie postanowił wyjechać, zginął zastrzelony na jednej z ulic Drohobycza. Był 19 listopada 1942 roku.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

długo czekał na swoją passę

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uwielbiam go.

Komentarz został ukrytyrozwiń

heh, to witamy w klubie wyznawców analizy :o) a słodzenie - jak wiadomo, podobnie jak wszystko - jest diagnostyczne :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sie domyśliłem... (Psychoanalityczne zdolności - efekt łańcucha) Dlatego słodziłem. No a co mi pozostaje... :o)

Komentarz został ukrytyrozwiń

ehe, wiem, pracowałam przy jej powstaniu :o)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.07.2007 21:21

(+) Przynajmniej sp. Wojciech Has nie zapomnial Schulza. "Sanatorium pod klepsydra" to swietny film

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oliwio. Wypaśny design witryny. Ktoś zna się na rzeczy... :>

Komentarz został ukrytyrozwiń

Thuringwethil była kobietą :) BTW mam nadzieję, że mój plus się znajdzie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Strona zaprezentowana przez Thuringwethil-ego wprowadza w niezwykły nastrój. Dziękuję za pokazanie jej adresu. Ten artysta słowa zawsze działał na moją wyobraźnię. Freski z Drohobycza wcale nie wywieziono potajemnie a za zgoda mera miasta Drohobycza. Była awantura, ale władze rejonowe Lwowa nic sobie z tego nie robiły. Akurat w tym czasie jak była ta awantura przebywałem na Ukrainie i temat śledziłem. Gdzieś mam wycinki z prasy ukraińskiej. Po przeprowadzce są zapakowane w książkach i nie mam puku co dostępu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ i chyba wrócę do lektury Sklepów cynamonowych...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.