Facebook Google+ Twitter

Bruno Schulz „Europa Wschodnia” - recenzja

"Europa Wschodnia" to już drugi krążek w dorobku, powstałej w 2003 r., formacji Bruno Schulz. Płyta to następca, wydanej w 2007r., „Ekspresje, depresje, euforie” (Luna Music).

Trzeba przyznać, że przez te dwa lata, które dzielą oba krążki, dokonał się spory postęp. O ile debiut ukazał kryjący się potencjał i pewne kierunki, w których idą poszukiwania grupy, o tyle "Europa Wschodnia", nagrana jeszcze ze szkotem Colinem Magee na perkusji, to już wyraziste i spójne dzieło kwintetu, na którym pokazali pazury. Krążek otwiera zgiełkliwy "Bo wszystko już było" - wysunięta na pierwszy plan perkusja, gitary w tle, schizofreniczny głos wokalisty, a wszystko to razem podane w atmosferze narastającego napięcia. Zaraz potem zwrot w "Dziurach w ziemi", lżejsze motywy, przeplatane punktującą gitarową nawałnicą.

"Co jest dalej" z lekko tanecznym beatem i progresywnymi partiami gitar, czyli można brzmieć "garażowo" i melodyjnie. Niemałym zaskoczeniem okazuje się "Radioactive Love" - chłopaki nie boją się klasycznie rozumianych melodyjnych numerów, ale i tu przerabiają je na swoją modłę. We "Wszystko widać inaczej" czy "Nic nie moża nas zatrzymać" ujawniają psychodeliczne zacięcie. Nazwa zespołu nie jest przypadkiem - „Rejecting Every Shape” wykorzystuje fragmenty opowiadań „Noc lipcowa” oraz „Noc wielkiego sezonu” Bruno Schulza. Krok odważny, ale udany. Niby punkowo i hałaśliwie, ale pulsujący rytm basu niesie numer w rejony psychodelicznej improwizacji. Wokalista Karol Stolarek ukazuje szeroki zakres swych interpretacyjnych możliwości: szept, krzyk, czysta barwa, świetnie wpasowują się w klimat i energię utworów. „Smutny chłopiec” - strukturalnie rozbudowany, z lekko jazzującą sekcją rytmiczną. Rozpędzające się „Nic nie może nas zatrzymać” ma w sobie coś z melancholii Placebo.

Choć mamy dopiero pierwszy kwartał tego roku, to jak dla mnie, "Europa Wschodnia" już teraz jest jedną z najciekawszych płyt rockowych. Nie jest może odkrywczo, kwartet nie próbuje udawać, że odkrywa Amerykę, ale znane dobrze patenty łączy w taki sposób, że jest naprawdę ciekawie i niebanalnie. Niby wszystko to już gdzieś słyszeliśmy (czuć, że chłopakom nie są obce, chociażby The Pixies, Queens Of The Stone Age, Editors), lecz z dobrze znanych składników stworzyli naprawdę intrygującą mieszankę, a to rzadka umiejętność. Ten album to znakomity przykład na to, że w formule szeroko rozumianego "alternatywnego rocka" jest sporo przestrzeni, a Bruno Schulz ma pomysł na to, jak tę przestrzeń wypełnić, co równie ważne, nie idzie na łatwiznę i nie poprzestaje na najprostszych rozwiązaniach melodycznych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.