Facebook Google+ Twitter

Brzuch Maliny

Jak zmienił się świat Maliny, kiedy jej brzuch stał się Brzuchem?

Malina na uczelnię ma blisko, bo "trzy kroki". Nawet nie pod górkę- jest zupełnie płasko. Nie musi niczym dojeżdżać. Jej praca znajduje się na ekranie komputera, bo poprawia ludziom zdjęcia lub maluje. Drugi opiekun Brzucha nie chodzi już na uczelnię. Jest bardzo dorosły i cieszy się, że już niedługo Malina nie będzie miała wcięcia w talii.

Na początku Malina myśli, że nic się nie zmieni. Dalej będzie co piątek przekraczać progi niezliczonych klubów, w których będą na nią czekać koleżanki ozdobione ciekawymi kolczykami i kolorowymi lnianymi torbami. Też malują. Narazie nie myślą o dzieciach. Bardziej ciekawi je tęczowa struktura drinków i to, na jakim wernisażu warto się pojawić, żeby nie wypaść z obiegu.

Malina jest lekka jak piórko, ale twardo stąpa po ziemi. Wie, że teraz będzie musiała stać się jeszcze twardsza. Ma na kogo liczyć - Ewa, która założyła babski zespół; Marek - podróżnik, przyjaciel z liceum, który do dziś potrafi przywieźć Malinie wisiorek z tajemniczej australijskiej ryby; Zosia - bardzo zdolna aktorka. Tylu ludzi wokół, w telefonie ponad 500 numerów, w skrzynce mailowej codziennie przynajmniej trzy propozycje wyjścia do kina, teatru, spontanicznej wycieczki w daleki zakątek Azji. I Malina pędzi z uśmiechem przez miasto, Brzuch z zewnątrz wygląda, jak zwykle, chociaż w jego środku ma miejsce burza z piorunami, co sekundę pojawiają się dziesiątki nowych komórek i połączeń nerwowych, a to wszystko robi się samo, nie trzeba tego wymyślać, jak na ASP! Malina widzi siebie w odbiciu szyb na Nowym Świecie i samej przed sobą jest jej wstyd, że jest tak głupio szczęśliwa. Powinna się poprawić.

Posłodzona herbata w modnej kawiarni robi się gorzkawa, gdy twarze Zosi, Ewy i Marka tężeją mimo wypowiedzianego “gratuluję”. Wiadomo, że nie będzie już włóczenia się po mieście od osiemnastej do szóstej rano. Malina wchodzi w mózg Marka. Widzi grubą siebie, którą Brzuch pozbawił ciała, umysłu i zdolności. Jedyne słowa, które rozumie Malina wg kolegi to: papu, kupa, pielucha. A co siedzi w mózgu Zosi? Jaskrawy obraz jej samej, która po kolejnej premierze mruga pięknie pomalowanym okiem w stronę pachnących facetów i wydyma wargi do księżyca, a Malina w tym samym czasie zastanawia się, czy zrobić dziś białe, czy może kolorowe pranie. Właściwie tylko mózg Ewy wyraża szczęście. Gdy za dziesięć, no, może sześć lat zdecyduje się na mądrze zaplanowane dziecko, będzie miała kogo zapytać o radę.

Buziaki i przytulenia na pożegnanie są chłodniejsze i mniej serdeczne, jakby miała awarię i było z nią "coś, nie tak". Wszyscy troje oddalając się wysyłają jej znaki dymne - faktycznie, nikt z nich nie odważył się zapalić przy Malinie, chociaż wystarczyło przeprosić i wyjść. Malina przypomina sobie, jak przyjechała tu pięć lat temu. Rodziców zostawiła trzysta kilometrów stąd, tak jak reszta znajomych. Wiedzieli, co to samotność i przygarniali każdego, kto tylko wydał im się wart studenckiej uwagi - na noc, tydzień, miesiąc, na lata. Dziwne - tym razem przestraszyli się Brzucha?

W rytmie spadających liści lub pluskającego deszczu, pod dziwnie cisnącymi stopy butami Malina wstawała o szóstej na badanie krwi do przychodni, potem biegła do szkoły. Nie można już z nią było zapalić przed budynkiem. A po schodach wchodziła wolno, wszyscy ją wyprzedzali. Czytała na zajęcia teksty o specyfice dzieł Hoppera i estetyce Kantora, ale wszyscy, gdy tylko zaczynała o tym mówić, pytali “Powiedz lepiej, jak tam ciąża? Masz mdłości?”. Dziwne, myślała Malina. Ciąża- to nie ja. Ja nie jestem w ciąży. To ciąża jest we mnie, jest osobna, to osobny człowiek, który wybrał moje ciepło tylko na trochę. Będzie inny, może będzie chciał zostać pilotem albo kelnerem? A życie Maliny nadal trwa. Wcale się nie skończyło. Nadal interesuje ją akcjonizm wiedeński i nadal nie lubi hipernaturalizmu!

Ale ją przestał lubić telefon i skrzynka mailowa. Wprost proporcjonalnie do rosnącego Brzucha zmniejszyła się liczba łaknących kontaktu z Maliną. Kiedy w dziewiątym miesiącu pojechała do szpitala, miała za sobą kilka miesięcy spędzonych z książkami, które zawsze odkładała na kupkę, by przeczytać, gdy będzie miała więcej wolnego czasu. A kiedy szła już bez Brzucha, za to z Jagódką w wózku, spotkała Ewę. Z jej Brzuchem i bez nikogo obok. Wszystkie koleżanki były w pracy. Malina zaprosiła ją na mały maraton z wózkiem po warszawskich wybojach, a potem na nagrany dokument o Hopperze. Bo dobre filmy lepiej oglądać z kimś, a Malina, Jagoda, Ewa i Brzuch - brzmią doskonale.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.