Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2628 miejsce

Brzydka kariera prof. Jarosza. Sprawa "geniusza Podkarpacia" wciąż na wokandzie

Dwa lata temu dobiegła końca długa i brzydka kariera naukowa prof. Antoniego Jarosza, byłego rektora PWSZ w Jarosławiu. Nie da się ukryć, że do akademickiej elity dostał się człowiek, o którym dzisiaj trudno powiedzieć inaczej, jak „zły”.

Lekarz medycyny

Początek lat 90. Rzeszów, grubo po północy. Grzegorz, szczupły, ubrany na czarno licealista zaciąga się papierosem z niecierpliwością wyglądając autobusu. Zamiast niego w zatoce nieoczekiwanie przystaje czerwony maluch. – Tomek? – pyta kierowca, mężczyzna w sile wieku. Mimo przeczącej odpowiedzi chętnie odwiezie chłopaka pod dom: – I tak jadę w tym kierunku, a w mieście o tej porze nie zawsze jest bezpiecznie. Mężczyzna wzbudza zaufanie, Grzegorz wsiada. Po chwili już wie, że starszy pan – dr Gwiazda, lekarz medycyny, pomylił go ze swoim kuzynem,  / Fot. screenTomkiem: – Bardzo jesteście podobni, bardzo. Po następnej chwili wie o doktorze coś jeszcze.

Dwa, trzy lata później. Rzeszów, grubo po północy. Artur, szczupły, wysoki student budownictwa na tutejszej politechnice, patrzy na zegarek. Za kilkanaście minut powinien przyjechać nocny. Po kilku minutach na przystanku zjawia się czerwony maluch.
– Tomek? Artur wsiada. – Bardzo jesteście podobni…
Rozmowa zaczyna podążać w dziwnym kierunku: – Tak, onanizuję się. Od trzech lat – Artur chce sprawdzić, do czego zmierza starszy pan, lekarz medycyny, dr Bobrowski. – Tak, chodzę do kościoła – sprawdza dalej.

Sytuacja bawi go do czasu, gdy doktorek kładzie mu rękę na kolanie, powoli przesuwa, stara twarz przybiera lubieżny wygląd. A więc to po prostu pedał. Wielu takich zaczepiało go na dworcu. – Jeżeli chcesz kiedyś mieć dzieci, musisz uzupełnić materiał, którego się pozbyłeś. Chyba się przesłyszał. Lekarz idiota?
– W czwartek o jedenastej, gabinet nr 17, na pierwszym piętrze. Znasz tę przychodnię, prawda? Terapia zaiste bardzo oryginalna, z pewnością autorska: – Musisz wziąć lekko w usta…
Poddana ciężkiej próbie cierpliwość studenta wyczerpała się, nerwowo położył rękę na klamce.
– Nie denerwuj się, chłopcze. Chcę ci pomóc tylko dlatego, że jesteś – jak powiedziałeś – dobrym chrześcijaninem.
Ani student, ani rzekomy doktor nie przypuszczali wtedy, że słowa „dobry chrześcijanin” wiele lat później często padać będą w obronie starego, złego człowieka.

Profesor ekonomii

Grzegorz po skończeniu liceum studiował zarządzanie i marketing. Rozpoznał uczynnego „lekarza medycyny” od razu. Zaprzyjaźnił się też z Arturem, lubili te same lokale i te same niewyszukane trunki. Pokazał koledze swojego profesora od ekonomii. Tak, to dr Gwiazda vel Bobrowski, a naprawdę prof. Antoni Jarosz. Znany i powszechnie wówczas szanowany na Podkarpaciu człowiek nauki i wiary. Tak, zrobią s..…i kawał.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Gratuluję "debiutu tygodnia":) I tutaj Ciebie można spotkać:) Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

keira: "Długość aresztu niczego nie dowodzi. Polska należy do krajów nagminnie przetrzymujących w areszcie ludzi bez wyroku. Czasem niewinnych, choć nie dotyczy to tego przypadku. Świadczy to raczej o opieszałości wymiaru sprawiedliwości i na pewno nie może być liczone na plus w tej całej sprawie."

Opieszałość wymiaru sprawiedliwośći tutaj ujawniła się poprzez niemożność aresztowania Jarosza, a nie przetrzymywanie go w areszcie. Przetrzymywano go tak długo mimo protestów wielu środowisk, zaświadczeń lekarskich o rzekomo złym stanie zdrowia i sugestii Prokuratury Krajowej-uznano, że może mataczyć, zacierać ślady i nie pozwolono mu (do czasu) wyjść za poręczeniem. Poza tym znowu byłoby trudno doprowadzić go przed oblicze sądu.
W sprawie Jarosza gromadzono ogromny materiał dowodowy, stąd długotrałość postępowania. No i jakoś trudno było naszym służbom go namierzyć, a wystarczyło pojechać do Torunia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ilu mamy w Polsce takich Jaroszów? Profesorów, ministrów, posłów? Bo o biznesmenach nie wspominam, gdyż w ten zawód przewały się niejako w naturalny sposób wpisują?

Komentarz został ukrytyrozwiń

To dopiero jest szambo panie Rydzyk!

Komentarz został ukrytyrozwiń

"(..) jedenastomiesięczny okres pobytu profesora w areszcie jest również znacznie dłuższy niż średni czas spędzony w areszcie przez sprawców nawet o wiele bardziej poważnych czynów korupcyjnych. Świadczy to dobitnie o wadze i liczbie przestępstw popełnionych przez rektora za czasów jego panowania na uczelni i nie dziwi wobec usilnych starań podejmowanych w celu zakłócenia biegu postępowań sądowych i uchylenia się od odpowiedzialności."

Długość aresztu niczego nie dowodzi. Polska należy do krajów nagminnie przetrzymujących w areszcie ludzi bez wyroku. Czasem niewinnych, choć nie dotyczy to tego przypadku. Świadczy to raczej o opieszałości wymiaru sprawiedliwości i na pewno nie może być liczone na plus w tej całej sprawie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z internetu -
***Stawka większa niż Jarosz Reportaż "Folwark rektora Jarosza", jaki ukazał się na łamach "Super Nowości" wywołał spore poruszenie wśród mieszkańców Jarosławia. Okazuje się jednak, że opisane fakty są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej.
Pracownicy PWSZ twierdzą, że lojalność wobec rektora jest na uczelni synonimem donosicielstwa i bezkrytycznej służalczości. Mówiąc inaczej, awansuje ten, kto donosi. Jako przykład dość szybkiego awansu Andrzej Żółtek podaje przypadek Ireny W., byłej higienistki szkolnej, obecnie dyrektorki biblioteki akademickiej. Zastąpiła na tym stanowisku Teresą Salaburę-Baszanowską, wiceprzewodniczącą uczelnianej "Solidarności", którego to związku rektor Jarosz nie darzy sympatią.
To prawdziwy koszmar. Rektor Jarosz stał ponad prawem. Bardzo często wszystkich wyzywał. Używał przy tym tak wulgarnych słów, jakich nie słyszy się nawet pod kioskiem z piwem.
U rektora Jarosza studiuje także poseł AWS Krzysztof Kłak, jego żona Dorota, a także Marzena Kisiel, żona byłego wojewody przemyskiego, obecnie doradcy wojewody podkarpackiego. Pewnie, że każdy może studiować, gdzie mu się żywnie podoba. Jednak w sytuacji, kiedy Oddział Zarządu Regionu "Solidarności" stawia na baczność swoich związkowych kolegów z PWSZ, coś tu nie gra. Oszustwo rektora O tym, że istotnie coś jest na rzeczy, świadczy pewien arcyciekawy epizod z listopada ubiegłego roku, który warto podać do publicznej wiadomości. Miało to miejsce na Politechnice Rzeszowskiej, gdzie prof. zw. dr hab. inż. Antoni Jarosz był od kilku lat kierownikiem Katedry Ekonomii na Wydziale Zarządzania i Marketingu. I byłby nim pewnie do dzisiaj, gdyby nie przypadek. W ręce rektora Politechniki Rzeszowskiej prof. dra hab. inż. Tadeusza Markowskiego wpadła karta wyborcza Centralnej Komisji do Spraw Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych. Jednym z kandydatów był - trzeba trafu - Antoni Jarosz. Jako miejsce pracy podano Katolicki Uniwersytet Lubelski. - To mnie zastanowiło - mówi profesor Tadeusz Markowski. - Przecież pan Jarosz był pracownikiem Politechniki na pierwszym etacie. Nie wiedziałem, że pracuje także na KUL-u. Sprawdziłem to i okazało się, że profesor Jarosz również na KUL- u zatrudniony był od października 1997 roku na pierwszym etacie. Było to swego rodzaju oszustwo. Zaproponowałem panu Jaroszowi rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron, na co przystał. Niedługo potem odwiedziło mnie dwóch parlamentarzystów AWS. Przyszli razem z profesorem Jaroszem i próbowali zmienić moją decyzję w jego sprawie. Nic jednak nie zyskali. Jednym z parlamentarzystów, którzy odwiedzili rektora PRz, był poseł Krzysztof Kłak. Obecnie twierdzi, że jego wizyta nie miała nic wspólnego ze sprawą jarosławskiej uczelni, że profesor Jarosz zwracał się z prośbą o interwencję także do innych posłów. Dlaczego więc za rektorem PWSZ, ewidentnie łamiącym prawo, ujęło się tylko dwóch parlamentarzystów AWS (w tym Krzysztof Kłak i poseł blisko związany z "Solidarnością" Rolników Indywidualnych, których członkowie studiują w PWSZ)? Ciekawe rzeczy gadają pracownicy PWSZ o studiach Krzysztofa Kłaka i jego żony. Pan poseł przyznaje, że na wykłady nie chodzi (ma ustalony indywidualny tok studiów), ale egzaminy zdaje normalnie, jak inni studenci. To że poseł Kłak i jego żona studiują indywidualnie, jest sprawą powszechnie wiadomą. Ale o tym, jak rzeczywiście wyglądała ich sesja egzaminacyjna, wie niewiele osób. Mówi jeden z najbliższych współpracowników profesora Antoniego Jarosza, proszący o zachowanie anonimowości: - Egzaminy posła i jego żony odbywały się w ten sposób, że rektor Jarosz wzywał prowadzących zajęcia i kazał im wpisać do indeksu ocenę. Rektorowi raczej się nie odmawia. ***
Może ktoś nakreci film oparty na życiu i przekrętach p. Jarosza?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za ukazaną (niec oprzydługą) historię. TVN Uwaga już miała Jarosza na tapecie. Słynna sprawa i dobrze, że siedzi. Za takie przestępstwa normalny facet miałby szybszy proces, ale nie dziwmy się - jednak wipa (chocby lokalnego) cokolwiek trudniej posadzić niż przeciętnego - opór materii.
No i kompromitacja szkolnictwa wyższego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Głośna sprawa. Ciagle ejdnak jak grochem o ścianę. Bardzo dobry tekst. Taki styl i forma jest mi najbliższa

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.