Pozycja materiału w rankingach:
Telekomunikacja Polska likwiduje dziesiątki tysięcy automatów telefonicznych. Zniknie co drugi publiczny aparat, bo ich utrzymywanie „nie opłaca się” spółce. A bardzo często ratują one ludzkie życie.
Za dwa
lata ze świecą trzeba będzie szukać ogólnodostępnych aparatów
telefonicznych. Operatorzy telefonii stacjonarnej lawinowo wycofują się
z ich utrzymywania. Straż pożarna, która najczęściej wzywana na pomoc
za pomocą telefonów w „budkach”, bije na alarm.
– Jeśli choć jedno
zgłoszenie ma uratować ludzkie życie, jestem za ich pozostawieniem –
mówi Piotr Socha, naczelnik wydziału operacyjnego Miejskiej Komendy
Straży Pożarnej w Gdyni. – Pracuję w straży ponad 10 lat i dobrze
pamiętam przypadek, kiedy wezwał nas 6-letni chłopczyk. Dzwonił z
budki telefonicznej. „Coś śmierdzi!” krzyczał do słuchawki. Podał
adres. Przyjechaliśmy. Okazało się, że w budynku ulatnia się gaz. To
dziecko i jego telefon uratowało życie wielu mieszkańców kamienicy.
Operatorzy telekomunikacyjni są głusi na te argumenty, bo muszą liczyć
koszty.
- Nie patrzymy na lokalizację aparatu. Nieważne, czy stoi on na
przedmieściach, w centrum miasta czy może na wsi – przyznaje Jolanta
Ciesielska, rzecznik prasowy Nenii, operatora telekomunikacyjnego. -
Dla nas ważna jest rentowność. Zdarza się, że aparat zarabia
miesięcznie zaledwie 2-3 złote. Widać wówczas, że jest kompletnie
nieużywany, a koszty jego konserwacji i serwisu są nieproporcjonalnie
wysokie. Nie stać nas na utrzymanie takich telefonów.
Rachunek
ekonomiczny także Telekomunikację Polską zmusił do podjęcia decyzji o
radykalnych cięciach. Największy polski operator planuje pozbyć się
około 40 tys. z 78 tysięcy publicznych aparatów. O tym, gdzie telefon
będzie, a gdzie nie - zadecyduje firma.
- Jeszcze nie wiadomo, które
punkty zlikwidujemy. Kluczem będą dla nas względy ekonomiczne oraz
ubiegłoroczna decyzja Urzędu Komunikacji Elektronicznej, określająca
minimalną liczbę aparatów publicznych, jaką musimy zapewnić. Mówi ona,
że jeden aparat publiczny TP powinien przypadać na 950 mieszkańców –
wyjaśnia Mariusz Loch, z TP SA.
Firma Dialog, która dysponuje siecią
ok. 2 tysięcy aparatów, ma jeszcze inny pomysł na nierentowne budki. -
Myślimy o aparatach multimedialnych, z których będzie można zadzwonić
przez Internet, napisać sms, bezpłatnie obejrzeć plan miasta. Na razie
to jednak tylko i wyłączne plany – informuje Marta Pietranik, rzecznik
firmy Dialog.
Operatorzy mogą wychodzić z błędnego założenia, że
„każdy” dziś dysponuje telefonem komórkowym i „każdy” potrafi się nim
posługiwać. Poza tym „wszędzie” jest zasięg i z każdego miejsca można
wezwać pomoc. Większość poczciwych, starych telefonów ulicznych czeka
jednak utylizacja. Jak będzie wyglądało bez nich życie? Jeśli nie
usłyszymy, to zobaczymy.
Budki telefoniczne przeżywają renesans w Irlandii. Odkąd na wyspie pojawili się Polacy, Czesi i Rumuni, miesięcznie wykonują oni około 150 tys. międzynarodowych rozmów telefonicznych. Do Europy Środkowo-Wschodniej najczęściej dzwonią Polacy, 3 razy rzadziej Czesi i 5 razy mniej mieszkańcy Rumunii.
rok
1903 – w Londynie brytyjskie towarzystwo kolejowe Grand Central Railway
ustawiło pierwszą budkę telefoniczną. rok 2003 – na nowojorskim
Manhattanie pojawiły się pierwsze budki oferujące bezprzewodową
łączność z Internetem.
rok 2009 – w całej Polsce, według planów TP
SA, z około 78 tysięcy budek pozostanie zaledwie 40 tys.
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Salvatore Jurkowski 13.03.2007 04:25
Przypominanie ludzią ,iż coś ratuję ludzkie życie zasługuje na punkt
Salvatore Jurkowski 13.03.2007 04:21
Cywilizacja! ten tytuł to typowy przejaw choroby cywiliazcyjnej na która my wszyscy cierpimy moim skromnym zdaniem a tak pozatym to ta na zdjęciu jest niezle wykonana i jak da się zauwazyć ozdobna czyli zarazem przydatna.