Pozycja materiału w rankingach:
Czy prezes Cracovii pry pomocy miejskiego klubu załatwia swoje prywatne sprawy?
Prezes MKS Cracovia Janusz Filipiak wlepił dziennikarzom „Gazety Krakowskiej” zakaz stadionowy. Nie mamy prawa obsługiwać meczów piłkarzy i hokeistów, nie możemy przychodzić też na konferencje prasowe. Dlaczego? Bo Filipiak, właściciel ComArchu, obraził się o publikacje dotyczące jego... prywatnej inwestycji.
Oto treść faksu, który wczoraj otrzymaliśmy:
„MKS Cracovia SSA informuje o cofnięciu akredytacji dziennikarskich na
mecze piłkarskie i hokejowe oraz konferencje prasowe dla dziennikarzy
Gazety Krakowskiej. Podstawą do podjęcia decyzji [...] są trzy ostatnie
publikacje [...] dotyczące inwestycji budowlanej prowadzonej przez
małżeństwo Elżbiety i Janusza Filipiaków. Mimo przekazania Gazecie
wyczerpującej informacji, dziennikarze uporczywie sugerują, że prezes
Cracovii prowadzi budowę niezgodnie z przepisami prawa, co jest
absolutną nieprawdą.”
Dziennikarzom sportowym „Gazety Krakowskiej” nie przeszkadza ciężki sprzęt głośno rozbijający skały Jurajskiego Parku Krajobrazowego pod inwestycję państwa Filipiaków; pewnie dlatego, że nie
mieszkamy w pobliżu. Przeszkadza nam za to, że posiadający
mniejszościowy(!) pakiet akcji współwłaściciel Cracovii odmawia nam
prawa do wykonywania zawodowych obowiązków. Mało tego – Filipiak w
prywatnej sprawie występuje jako prezes Miejskiego Klubu Sportowego
Cracovia SSA, co należy uznać za niedopuszczalną praktykę.
Odebranie nam akredytacji uzasadnia rzekomo nieprawdziwymi artykułami na temat budowy prywatnego domu. Gdzie Rzym, gdzie Krym – warto zapytać, zwłaszcza że niedawno opublikowaliśmy przychylny tekst o planach inwestycyjnych klubu.
Czy mamy rozumieć, że jeśli dziennikarz ogłosi publicznie, że nie smakuje mu jedzenie w prowadzonym przez Elżbietę Filipiak - żonę prezesa Filipaka Wierzynku, jej urażony małżonek zabroni krytycznemu reporterowi wizyt na meczach hokeistów i piłkarzy „Pasów”? To byłoby nawet logiczne, bo zależność winy i kary jest identyczna.
Warto przypomnieć, że ponad połowę akcji w MKS Cracovia SSA posiada
miasto Kraków. Z wnioskiem o zdecydowaną reakcję zwróciliśmy się więc do
prezydenta Krakowa, Jacka Majchrowskiego.
– Wysłaliśmy do klubu pismo z
prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji – informuje jego rzecznik
Marcin Helbin, który był bardzo zdziwiony nowymi zwyczajami zarządu
Cracovii. – To mnie zaskoczyło, bo pierwszy raz w życiu widziałem taki tekst i tego typu uzasadnienie - dodaje.
Interwencję zapowiada też Ekstraklasa SA.
Marcin Helbin, rzecznik prezydenta Krakowa
W wysłanym do Cracovii piśmie zwróciłem uwagę, że miasto jest
większościowym udziałowcem w klubie i dobrze by było, gdybyśmy
wiedzieli o ruchach dotyczących dziennikarzy i żeby takie decyzje były
z nami konsultowane. Nie chcemy ingerować w politykę medialną klubu,
ale jeśli pojawiają się tego typu rzeczy – musimy zareagować. W tym
przypadku nie widzę powodu, dla którego miałyby być cofnięte
akredytacje dziennikarzom sportowym waszej gazety.
Wydumane krzywdy
Janusz Filipiak cofnął moim dziennikarzom akredytacje na obsługę meczów piłkarskich i hokejowych Cracovii, bo red. Anna Agaciak z działu miejskiego (GK) ośmieliła się napisać o inwestycji prowadzonej na zboczu Sikornika przez jego żonę. Tekst został solidnie udokumentowany, autorka pofatygowała się po komentarze do wszystkich zainteresowanych stron, ale widać, zdaniem prezesa, popełniła jeden zasadniczy błąd, że w ogóle się tematem zajęła. Zapominając, że władza w klubie pociąga za sobą również odpowiedzialność, Filipiak nadużywając szyldu Cracovii próbuje nas pokarać za wydumane krzywdy, jakich miałby ze strony „GK” doznać.
Skoro już ktoś jest winny w tej sprawie, to przede wszystkim ja, bo powinienem wcześniej zapytać, czy pisać o budowie państwa Filipiaków wolno, a jeszcze lepiej, gdybym z góry przewidział niezadowolenie prezesa i artykułu do druku nie dopuścił. Ale bez żartów...
Czytanie i zrozumienie tekstu prasowego nie wymaga specjalnego wysiłku. Jeżeli dziennikarka pisze o zarzucie naruszenia obowiązujących przepisów przy wydaniu zgody na tę budowę postawionym odpowiednim instytucjom miejskim, to raczej z tej strony należałoby się spodziewać ataków na „Gazetę”. Tymczasem przedstawiciel miasta nie tylko się nie obraża, ale wręcz broni gazety w sytuacji, gdy z terenu budowy ciężar „gry” przeniesiony został na sportowe areny. Widać ma świadomość, że pozwolenie na budowę to dokument innej wagi niż dziennikarska akredytacja.
My o sporze, w jaki wchodzi Zespół Jurajskich Parków Krajobrazowych z miastem, informujemy, nie przypisujemy sobie prawa do wyrokowania, kto ma rację. Na łamach gazety równe prawa mają wspomniane tu instytucje, rodzina Filipiaków i ich sąsiedzi.
Przyznam, że trochę szkoda przed meczem z Arką, gdzie Wojciech Stawowy zagra po raz pierwszy przeciwko swojej Cracovii, zajmować się w tym miejscu tematem, który ze sportem nie ma nic wspólnego. Kibiców „Pasów” nasze spory nie obchodzą, ich interesuje futbol. I prestiż klubu, którego nawet prezes nie ma prawa nadwyrężać w prywatnej sprawie.
Jako że znamy się z Januszem Filipiakiem już czas jakiś, myślę, że zdecydowanie prościej byłoby nam tę sprawę wyjaśnić bez zapisywania stron w gazetach, obciążania internetu i oficjalnych pism. Wystarczy tylko wyzbyć się przekonania, że racje należy udowadniać za wszelką cenę.
Zobacz także:
Barcelona - Athletic Bilbao w finale Pucharu Króla. Jak Katalończycy pożegnają Guardiolę?
(odsłon: +846)