Facebook Google+ Twitter

Budżet zmarnowanej szansy

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2006-12-15 20:23

Budżet zmarnowanej szansy – rozmowa z Andrzejem Jabłońskim, ekonomistą Centrum im. Adama Smitha.


Parlament kończy prace nad ustawą budżetową. Co może pan powiedzieć o budżecie na 2007 rok?
- Jest źle przygotowany, słaby. Powiela wszystkie błędy budżetów z ostatnich lat – za wysoki deficyt, zbyt duże wydatki, rozdawnictwo. Poza tym parlament nie jest zorientowany, jakie mamy rzeczywiste zadłużenie, bo wiele wydatków jest poza budżetem, na przykład zadłużanie służby zdrowia. A przecież w końcu trzeba będzie te długi spłacać. Pozostanie pytanie: z czego?

fot. www.sxc.huWskaźniki gospodarcze są dobre, PKB sięga 5 proc., ale pojawiają się zarzuty, że rząd nie wykorzystuje tej szansy, a pieniądze przejadamy.
- Sytuacja gospodarcza rzeczywiście jest dobra, ale znacznie poniżej naszego potencjału gospodarczego. Nie mamy szans na nadrobienie zaległości względem krajów Europy Zachodniej, jeśli nie dokonamy rzeczywistej zmiany w zakresie finansów publicznych. Zmarnowaliśmy już najlepszy okres, gdy PKB sięgało 7 procent. A przecież nasze doświadczenia pokazują, że im niższe podatki, tym wyższe wpływy budżetowe.

Na ile budżet realizuje zapowiedzi PiS dotyczące większych wydatków na politykę społeczną, mniejszych na administrację?
- Przyszłoroczny budżet nie realizuje żadnych obietnic. Wydatki na administrację publiczną zamiast maleć, rosną. Jeśli zaakceptowane zostaną dodatkowe środki z budżetu na Kancelarię Prezydenta, premiera, Sejmu i KRRiT, to wydatki na te instytucje wzrosną o 5-10 proc. i będą nas kosztowały 150 mln zł. Spełniane są tylko propagandowe zapowiedzi.

Jakie?
- 100 mln zł na tzw. senioralne, 110 mln na ubezpieczenia od klęsk żywiołowych dla rolników, 23 mln na program „Zero tolerancji”. Zamiast wprowadzać dodatki dla najbiedniejszych, lepiej obniżać im podatki. Teraz państwo najpierw zabiera pieniądze, a potem przyznaje marne zasiłki, co oczywiście pociąga za sobą olbrzymie wydatki na administrację.

Oczekiwania po nominacji Zyty Gilowskiej na stanowisko ministra finansów były chyba wyższe. Nie czuje się pan zawiedziony jej uległością wobec koalicyjnych partii?
- Autorytet Zyty Gilowskiej w kwestii finansów został stworzony przez media. Ryszard Bugaj dokładnie przejrzał jej dorobek naukowy i nie znalazł tam znaczących pozycji na temat finansów publicznych. Wszyscy pamiętamy Gilowską jako rzeczniczkę podatku liniowego, a teraz nie ma nawet szans na obniżenie podatków. Likwiduje za to samozatrudnienie, do którego wcześniej rząd zachęcał. Do rządzenia potrzebne są kompetencje moralne. Walka o to, co dobre dla państwa. W polskich warunkach im więcej profesorów w rządzie, tym w państwie dzieje się gorzej.

Ministerstwo finansów zapowiada, że realne obniżenie podatków może nastąpić dopiero w 2009 roku...
- Tylko, że za kilka lat sytuacja gospodarcza może nie być odpowiednia do takich zmian.

Rozmawiała: Magda Kazikiewicz

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.