Facebook Google+ Twitter

Bułhakowowski szatan rezyduje w Olsztynie

"Mistrz i Małgorzata" w reżyserii Janusza Kijowskiego to najważniejsza premiera tego sezonu w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza. Najważniejsza nie tylko ze względu na rozmach inscenizacji, ale przede wszystkim dlatego, że to najlepsze obecnie przedstawienie na olsztyńskiej scenie.

Plakat spektaklu zaprojektowany przez znanego malarza i plakacistę Rafała Olbińskiego. / Fot. Teatr im. Stefana Jaracza w OlsztynieZnany głównie ze swoich filmowych dokonań Janusz Kijowski, który od 2004 roku dyrektoruje olsztyńskiemu teatrowi, wielokrotnie zapowiadał publicznie, że będzie się starał, by przynajmniej raz w sezonie na deskach Teatru im. Jaracza pojawiała się premiera przygotowywana z rozmachem. "Superprodukcję" sezonu 2007/2008 zdecydował się wyreżyserować sam. "Mistrz i Małgorzata" to piąta, a trzecia po objęciu dyrekcji, realizacja Kijowskiego w olsztyńskim teatrze. Dotychczas wyreżyserował "Mszę za miasto Arras" według Andrzeja Szczypiorskiego, która była największym sukcesem olsztyńskiego teatru w latach 90. (inscenizację przeniesiono nawet do Teatru Telewizji), "Czarownice z Salem" Arthura Millera, "Mrożek Pieszo" na podstawie twórczości Sławomira Mrożka i kameralną "Ławeczkę" Aleksandra Gelmana (z udziałem Adama Ferencego).

 / Fot. Teatr im. Stefana Jaracza w OlsztynieKijowski w wywiadach prasowych deklarował, że wyreżyserowanie dzieła Michaiła Bułhakowa było jednym z jego młodzieńczych marzeń, ale dopiero po wielu latach i zebraniu życiowych doświadczeń zdecydował się na to. Swoje marzenie reżyser postanowił zrealizować w wielkim stylu - w trzygodzinnym spektaklu występuje niemal cały zespół olsztyńskiego teatru oraz słuchacze Studium Teatralnego im. Aleksandra Sewruka, a niemal wszyscy w podwójnych lub potrójnych rolach. Na potrzeby spektaklu uszyto ponad 80 kostiumów, a podczas przedstawienia wykorzystywane jest niemal całe zaplecze techniczne niedawno wyremontowanej olsztyńskiej sceny - zapadnie, ruchome platformy, sztankiety, czyli umieszczone pod sufitem wyciągi. Plakat spektaklu (jego reprodukcję - na papierze lub koszulce - można nabyć w teatrze) zaprojektował znany plastyk Rafał Olbiński.

To nie inscenizacyjny rozmach decyduje jednak o sile przedstawienia. Scenografia Bogusława Cichockiego, choć wykorzystuje wspomniane udogodnienia techniczne, nie przyćmiewa widowiska, a po prostu uatrakcyjnia je wizualnie. Ważną rolę odgrywa w spektaklu muzyka Hadriana Filipa Tabęckiego - inteligentnie nawiązuje i do muzyki rosyjskiej, i do brzmień orientalnych, a przewodni motyw spektaklu ma w sobie jakiś hipnotyczny urok.

Scena zbiorowa. / Fot. Teatr im. Stefana Jaracza w OlsztynieZ tak rozbudowanej i wielowątkowej powieści jak "Mistrz i Małgorzata", trudno wykroić materiał dla teatru tak, by nie ugrzęznąć w pobocznych wątkach, a jednocześnie nie pozbyć się istotnych elementów fabuły. Kijowskiemu - który oprócz reżyserii podjął się także przygotowania scenariusza - to się udało, być może także dzięki wykorzystaniu adaptacji Macieja Englerta, który udanie przenosił na scenę także inne rosyjskie powieści m.in. "Martwe dusze" Mikołaja Gogola (wystawione w warszawskim Teatrze Współczesnym).

Reżyser podkreślał, że nie ma zamiaru robić bryku dla licealistów, a zależy mu bardziej na oddaniu ducha powieści niż jej fabuły. Olsztyński spektakl na pewno nie jest teatralną lekturą do grania przed południem dla grup szkolnych, mimo że linearna struktura fabuły została zachowana. Kijowski nie bał się wyciąć ze scenariusza scen na pewno efektownych, ale niekoniecznych z punktu widzenia przesłania utworu jak np. przedstawienie trupy Wolanda w teatrze Varietes. Najważniejsze okazują się - jak to w teatrze - dialogi między głównymi postaciami. Jest więc i klasyczny "jesiotr drugiej świeżości", i słynne zdanie, że "rękopisy nie płoną", i wszystkie najważniejsze zdania, jakie pamiętamy z Bułhakowa.

Najodważniejszym zabiegiem kompozycyjnym olsztyńskiego przedstawienia jest powierzenie roli Piłata i Wolanda jednemu aktorowi. Akcja płynnie przenosi się z Moskwy do Jerozolimy, a Woland na oczach widzów przywdziewa biały płaszcz "z podbiciem koloru krwawnika", by stać się Piłatem. Zbyt uproszczone wydają się jednak wnioski wysnuwane przez niektórych recenzentów, że Woland to Piłat. Z pewnością dzięki takiemu chwytowi jeszcze mocniej zaakcentowana zostaje obecność (i rola?) Wolanda w czasie wydarzeń w Jerozolimie. Przypisywanie jednak Piłatowi szatańskiej proweniencji to interpretacja co najmniej karkołomna, choćby z teologicznego punktu widzenia (a od biblijnych konotacji w przypadku dzieła Bułhakowa nie sposób się odciąć).

Od lewej: Artur Steranko (Mistrz), Natalia Jesionowska (Małgorzata), Maciej Mydlak (Woland). / Fot. Teatr im. Stefana Jaracza w OlsztynieWbrew tytułowi książki wątek Mistrza i Małgorzaty wcale nie dominuje, choć z pewnością jest ważny dla całości. Mistrz w interpretacji Artura Steranki (znanego pozaolsztyńskiej publiczności choćby z serialu "Kameleon", "Mojego Nikifora" Krzysztofa Krauzego czy prezentowanego podczas tegorocznego festiwalu w Cannes filmu Jerzego Skolimowskiego "Cztery noce z Anną") to człowiek przede wszystkim zmęczony życiem i przez nie doświadczony, wyzbyty z pragnień i chcący jedynie spokoju. Małgorzata (Natalia Jesionowska) odmienia jego życie właśnie dlatego, że wydaje się być bezpiecznym portem i ten spokój ofiarowywać. Do takiej interpretacji Steranko wydaje się być wręcz stworzony - jeden z zagranicznych krytyków przy okazji "Czterech nocy z Anną" opisał jego aktorstwo porównaniem do Bustera Keatona. To bardzo trafne spostrzeżenie, bo Steranko z kamienną niemal twarzą potrafi zagrać zarówno komedię, jak i tragedię. Jeszua Ha-Nocri - druga postać kreowana przez Sterankę - to człowiek cierpiący, ale i potrafiący odnaleźć siłę, by przeciwstawić się Piłatowi, silny swoją słabością. Widać wyraźny zamysł reżysera i aktora, by budować paralelę między Mistrzem i Jeszuą, co zresztą wydaje się być dość oczywistym zabiegiem.

Interesujące kreacje tworzą również: ekspresyjny Grzegorz Gromek w podwójnej roli Iwana Bezdomnego / Mateusza Lewity i Sebastian Badurek jako Korowiow / Centurion. Obie postaci grane przez Badurka to wierni słudzy swoich panów - Piłata i Wolanda. Jego Centurion to bezlitosny, zimny egzekutor, który jednak zdradza oznaki moralnych wątpliwości - wtedy jednak zdecydowanie okazuje chwiejny i słaby zazwyczaj Piłat. Z kolei Korowiow to klasyczne, można rzec, odczytanie tej postaci, z obowiązkowymi rekwizytami jak kraciasta czapka z daszkiem włącznie. Klasyczne, a jednocześnie w interpretacji Badurka - finezyjne i zabawne. Wspomnieć też należy o udanych komediowych epizodach Grzegorza Jurkiewicza (Warionucha) i Marcina Tyrlika (Rimski).

Od lewej: Ewa Pałuska (Hella), Maciej Mydlak (Woland), Grzegorz Sowa (Behemot) / Fot. Teatr im. Stefana Jaracza w OlsztynieZ "Mistrza i Małgorzaty" zapamiętuje się jednak przede wszystkim grę Macieja Mydlaka w podwójnej roli Wolanda / Piłata. Jako prokurator Judei jest jednocześnie tragiczny, godny pożałowania i przerażający swoją gwałtownością oraz tępą brutalnością. To - jak to widzimy i w Biblii, i u Bułhakowa - człowiek słaby i próbujący tę słabość ukryć ze strachu przed kompromitacją i śmiesznością, chowający swą małość za pozycją i stanowiskiem.
Prawdziwą maestrię osiąga jednak aktor w roli Wolanda. To najbardziej przerażający ze znanych mi teatralnych i filmowych Wolandów. Przerażający nie tajemniczością, nie potęgą, nie tym, co wyprawia z mniej i bardziej odrażającymi moskwianami, ale zwyczajnością, przeciętnością, za którą jednak kryje się ogromna wiedza i siła. Woland Mydlaka to nie diabeł bawiący się ludzkimi słabościami i własną mocą, ale raczej zmęczony ciągłym podróżowaniem wędrowiec, homo, czy raczej diabolus viator. Zamiast kolejnego ironicznego, pewnego siebie, cynicznego Mefistofelesa mamy diabła w ludzkiej skali i na ludzkie podobieństwo. To właśnie podobieństwo i zwyczajność - świetnie przez Mydlaka zagrane - sprawiają, że Woland wywołuje nieprzyjemny, lodowaty dreszcz. Przypuszczam, że po Wolandzie Mydlaka każda inna interpretacja tej postaci może szeleścić papierem i wydawać się sztuczna, przerysowana.

Pozostaje mieć nadzieję, że olsztyński teatr ze swoim spektaklem zawita na gościnne występy do innych miast, bo "Mistrz i Małgorzata" naprawdę zasługuje na dużą widownię. Prawdziwych miłośników teatru i Bułhakowa dla pewności jednak zapraszam do Olsztyna, gdzie do końca sezonu spektakl można będzie jeszcze zobaczyć co najmniej kilka razy.

(Repertuar olsztyńskiego Teatru im. Stefana Jaracza można znaleźć tutaj.)

Michaił Bułhakow „Mistrz i Małgorzata” („Mastier i Margarita”)
Tłumaczenie: Irena Lewandowska, Witold Dąbrowski
Scenariusz i reżyseria: Janusz Kijowski (na podstawie adaptacji Macieja Englerta)
Scenografia: Bogusław Cichocki
Muzyka: Hadrian Filip Tabęcki
II reżyser: Piotr Jędrzejas
Ruch sceniczny i choreografia: Tatiana Asmołkowa
Reżyseria światła: Jakub Kijowski (P.S.C.)
Konsultacje muzyczne: Maria Namysłowska
Przygotowanie wokalne: Inna Szubina
Muzyka w wykonaniu zespołu "Kameleon"

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

A ja się przyczepię do słowa w tytule "Bułhakowowski" - naprawdę istnieje taka odmiana??

Komentarz został ukrytyrozwiń

a ja sie wybieram, ale na krakowską wersję Mistrza i Małgorzaty, gdzieś na dniach

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za świetnie napisaną recenzję i dlatego, że zawsze wszystko co związane z twórczością Bułhakowa, a szczególnie z Mistrzem i Małgorzatą budzi we mnie spore emocje:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze napisane, zaciekawiło mnie, plus. Bułhakowa niestety nie znam, ale może jeszcze kiedyś...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest pretekst żeby w końcu wybrać się do Olsztyna

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aha, + bo ładnie napisane, niby od red.-a i tak trzeba tego wymagać, ale co tam ;). Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na sztuce jeszcze nie byłem, ale wybieram się w czerwcu. Recenzja zachęcająca, choć np. koleżance, która jest wielką fanką książki się nie podobało :).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.