Facebook Google+ Twitter

Bunt Goplany z galarety i tęczy, czyli Różewicz wraca do łask

Już we wrześniu "Białe małżeństwo" Różewicza zawita na deski Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Zewsząd padają więc głosy, że tekst tak stary nie ma już prawa bytu, a poruszane przez niego kwestie trącą myszką. Czy na pewno?

Premiera "Białego małżeństwa" w reżyserii Krystyny Meissner już 10 września we Wrocławskim Teatrze Współczesnym / Fot. http://wroclaw.dlastudenta.pl/teatr/artykul/Koniec_prob_do_Bialego_malzenstwa_w_WTW,53842.htmlPomijając wszelkie uprzejmości, powiem wprost - głupstwem jest sądzenie, że "Białe małżeństwo" z biegiem lat straciło na aktualności. Mało tego - stało się aktualne jak nigdy przedtem, bowiem jak nigdy przedtem dochodzą dziś do głosu pojęcia tożsamości, płci kulturowej, tabu i konwenansów, bezmyślnie narzucających na nas określone role społeczne. Cóż by się zresztą miało w tym utworze zdezaktualizować? Seks? Perwersja? Walka ze źle pojmowaną obyczajnością, a może pragnienie określenia swojej orientacji i miejsca w świecie?

Zdezaktualizowali się prędzej sami odbiorcy, którym wydaje się, że są tak nowocześni, że nic ich już nie zdziwi, że wszystko już było, że wszystkie barykady zostały zwyciężone, a tabu przełamane. Kiedy Różewicz utwór ten pisał, mógł liczyć przynajmniej na spory skandalik, na powszechne oburzenie się tych wszystkich pań i dam, dla których zbyt śmiałe pisanie o zbyt śmiałych sprawach, uchodziło za rzecz wielce nieprzystojną. Odbiorcy ci - choć niezbyt rozgarnięci i naiwni - byli przynajmniej na poruszane kwestie czuli. Współcześni zaś uważają je albo za nazbyt oczywiste, albo za błahe, śmieszne czy niespecjalnie modne, przez co niesłusznie chyba odmawiają im racji bytu. I błąd to kardynalny. Oto sami sobie budujemy mit o wspaniałej ponowoczesności, która od przeszłości brutalnie się odcina i na nic z tamtego zacofania zgody dziś nie znajduje. A zacofanie jak było, tak jest. Wystarczy go dobrze poszukać.

Pewnie, że edukacja seksualna posunęła się do przodu o stumilowy krok i nikt już nie panikuje na widok krwi na pościeli, nikt nie roztrząsa, czy pępek to część ciała, skoro "ani to ręka, ani noga", nikt też w śmierć z powodu utraty dziewictwa nie wierzy, ale krok ten - jak pokazuje doświadczenie - wciąż jest niewystarczający, by do szczęśliwej wiedzy dotarli wszyscy. Owszem, nikt nikogo dziś za mąż na siłę nie wydaje, ale kwestie nieudanych związków i lichej satysfakcji z małżeńskiego pożycia wciąż w wielu kręgach pozostają przemilczane. Może i minęły czasy, kiedy kobieta całe życie była w ciąży, ale nie minął jeszcze okres bezprawnych gwałtów na żonach, które każdej nocy leżą pod swymi panami "jak umęczone zwierzę", które w końcu ze swoich kochanków zbyt zadowolone nie są, ale przecież nie przyznają tego otwarcie, by męskiej dumy nie urazić i na siebie samą pańskiego gniewu nie ściągać.

Idźmy jednak dalej - czy wciąż nie jest tak, że mężczyznom więcej się wybacza? Zwłaszcza w zakresie szeroko pojętej fizyczności, związanej zarówno z realizacją życiowych potrzeb z prokreacją na czele, jak i z wyglądem oraz kwestią dbania tudzież niedbania o niego. Nie mówmy więc, że mamy równouprawnienie, nie róbmy sztandarów z własnych spódnic i nie pokazujmy światu, jak bardzo kobiety są wyzwolone. Bo o tym, jak bardzo nie są, zaświadczy pierwsza lepsza, polska prowincja. Pozostaje jeszcze kwestia najważniejsza - jak za przestarzałe można uznać pojęcie płci kulturowej czy społecznej, tak doskonale w "Białym małżeństwie" podjęte, skoro w Polsce dopiero co ruszają z kopyta gender studies, skoro kobiety i mężczyźni ledwo co zaczęli zauważać, w jakie role wpędza je kultura, społeczeństwo i patriarchat, skoro dopiero co przestano palić staniki i przejmować traktory, a zaczęto sensownie myśleć?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Byłam, widziałam. Warto! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Serdecznie dziękuję za wszystkie miłe słowa, a "Białe małżeństwo" szczerze polecam - zarówno do obejrzenia w teatrze, jak i poczytania w domu. Oczywiście postaram się na sztukę do WTW wybrać i napisać co nieco. ;) Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Od "Białego małżeństwa" rozpoczęła się moja fascynacja dramaturgiczną twórczością Tadeusza Różewicza. Jako poetę "odkryłem" Go dużo wcześniej, jeszcze w podstawówce. Bardzo dobry tekst Joanny, wartościowy.../5/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wprawdzie słabo ale pamiętam z lat 70 inscenizację, na tych samych deskach tej sztuki Różewicza. Do dzisiaj ją pamiętam i ciepło wspominam. Zdaje się, że odbyło się kilkaset spektakli. Dzięki za info, już się piszę na weryfikację, Twych słów Asiu, w nowej odsłonie:).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znakomite pióro, Joanno - tylko pozazdrościć. Tekst słusznie wyróżniony (5).

Komentarz został ukrytyrozwiń

To fakt, słowo pisane Różewicz staje się aktualne, nie tylko mam na myśli "Białe małżeństwo".
Odnośnie zaś samego "Białego...." ;), jakiś czas temu Łazarkiewicz zrobiła o tym film, obsada niby znakomita, sam zamysł również, ale całokształtem do mnie nie trafiła, może przez to, że Biankę grała Fraszyńska, za którą nie przepadam.
A co okaże się we wrześniu - mam nadzieję, że przeczytamy recenzję spektaklu ;)

Myślę, że o "fizyczności" jeszcze długo będziemy mówić...a raczej szeptać, gdzieś ukradkiem za uchylonych lekko drzwi ;) choć w sumie może to i dobrze ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.