Facebook Google+ Twitter

Bure Misie i Bure Niedźwiedzie księdza Kuby

Kraków, koniec lat osiemdziesiątych. Ksiądz Czesław Marchewicz, jeszcze jako student, zaprzyjaźnia się z 6-letnim Piotrusiem. Piotrek jest niepełnosprawny umysłowo. Tak zaczęła się historia Burych Misiów. I ich opiekunów - Burych Niedźwiedzi.

Ksiądz Czesław postanawia stworzyć katechezę dla dzieci specjalnej troski. Przygotowuje podopiecznych ze swojej katechezy do pierwszej komunii. Swoim poświęceniem dla sprawy konsekwentnie zdobywa zaufanie rodziców dzieci.

Rok 1984 - z pomocą studentów organizuje pierwszy Obóz Burego Misia. Czesław nazywany jest przez swoich podopiecznych Kubą. W 1987 ksiądz kupuje małe gospodarstwo w Nowym Klinczu. Gospodarstwo określane mianem Osady staje się miejscem zamieszkania oraz pracy księdza Czesława Marchewicza. Od tego czasu Kuba codziennie opiekuje się trzynastoma Burymi Misiami.

Tak mniej więcej przedstawia się historia początków wspólnoty Burego Misia. Grupy osób, których łączy przyjaźń oraz chęć niesienia pomocy dzieciom niepełnosprawnym i ich rodzinom. Ksiądz Czesław z własnej woli, bez żadnego fachowego wykształcenia, sprawował opiekę nad opuszczonymi przez społeczeństwo dziećmi. Z czasem przyciągnął do siebie osoby o podobnej pasji. Duża grupa Burych Niedźwiedzi, czyli opiekunów Burych Misiów, to młodzież w wieku szkolnym oraz studenci.

Kuba, przekazując wieloletnie doświadczenie w opiece nad niepełnosprawnymi tym młodym ludziom, utworzył sprawnie działającą grupę wolontariuszy. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to instytucja formalna, tworzący ją ludzie niczego nie podpisują, muszą oczywiście przejść odpowiednie szkolenie, ale przede wszystkim wymaga się od nich mocnego zaangażowania w sprawę. To jest właśnie najlepsza cecha wspólnoty Burego Misia - chęć oddania swojego czasu oraz przyjaźni dzieciom niepełnosprawnym. Sam ksiądz określa Bure Niedźwiedzie, jako osoby uczące się kochać i przyjaźnić z Burymi Misiami.

Ania - dziewczyna z Bytomia. Studentka 3. roku politologii. Na spotkanie przyjechała punktualnie. Zaczynamy rozmawiać o obozach, osadzie, księdzu Czesławie i samych dzieciach. Ania opiekuje się 18-letnią Karoliną. Poznała dziewczynkę jeszcze przed swoją maturą, były razem na 3 obozach. Karolina i Ania mieszkają w tej samej dzielnicy. Karolina jest upośledzona umysłowo. Dziewczyny pierwszy raz spotkały się na jednym z bytomskich basenów. „Karolina jest bardzo towarzyska, sama zaczepiła mnie i zaczęła rozmowę. Była tam z rodzicami, bardzo mili ludzie. Widać niestety, że zmęczeni ciągłą opieką nad córką”- wspomina Ania.

Z opowieści wynika, że Ania cieszyła się na spotkania z Karoliną, czuła się dobrze, kiedy widziała uśmiech na jej twarzy. Raz nawet udało się jej wyciągnąć Karolinkę do kina. Rodzice dziewczynki byli na początku nieufni, ale było widać, że Karolina czuje się przy Ani szczęśliwa, co powoli budowało u nich zaufanie do Ani. To właśnie rodzice Karoliny podali namiary na wspólnotę Burego Misia.

Jedynym naprawdę skutecznym sposobem na rozwój dzieci upośledzonych umysłowo jest zapewnienie im dobrego środowiska i danie poczucia pewności, że są kochane.” Przecież nasze społeczeństwo nigdy im tego nie da” - twierdzi Ania i ciężko się z nią nie zgodzić. Jedyny kontakt z dziećmi Karolina ma w szkole. Ania zaczyna opowiadać o szkole swojego Burego Misia. Żali się na warunki, w jakich przychodzi uczyć się dzieciom specjalnej troski.

Klasy Montessori, specjalnego systemu edukacji, powstają w szkołach na uboczu, często w nieprzystosowanych budynkach, w których poza klasami specjalnymi, są również normalne szkoły. A w takich nie brakuje osób szydzących i wykorzystujących upośledzone dzieciaki. Dochodzimy do wniosku, że społeczeństwo nadal nie dojrzało do problemu ludzi niepełnosprawnych.

Najbardziej przerażające jest jednak to, że niewiele się zmienia. Jeśli chodzi o ludzi upośledzonych fizycznie, sytuacja jest trochę inna - prostsza. Taka osoba może spokojnie szukać pracy. W sprawie tego typu ludzi nawet nasz rząd utworzył pewne przywileje dla pracodawców zatrudniających niepełnosprawnych. Większym problemem dla społeczeństwa są osoby niepełnosprawne umysłowo. Wymagają one ciągłej opieki i nie są w stanie same pracować.

Zaczynam jednak pytać o samą wspólnotę. Ania z wielkim szacunkiem mówi o swoich kolegach wolontariuszach, wtrąca, że nie każdy to aniołek. Część z nich to ludzie z nieciekawą przeszłością, którzy zdali sobie w końcu sprawę z tego, że mogą pomagać, jeśli tylko tego chcą. Bure Niedźwiedzie prowadzą podwójne życie, z jednej strony to młodzież, która lubi szaleć, korzystać w pełni ze swojego wieku i przywileju do popełniania błędów. Druga część ich życia zaczyna się w chwili spotkania ze swoim Burym Misiem, wtedy liczy się już tylko jego uśmiech.

Obóz trwa dwa tygodnie, oczywiście w ciągu całych wakacji odbywa się kilka turnusów. Zasada jest prosta - na każdego Burego Misia przypada jeden Bury Niedźwiedź. Wyjątek stanowi ksiądz Czesław, który przez cały rok ma trzynastu podopiecznych, są to jednak dzieci z wyjątkowo trudną sytuacją rodzinną. W ciągu roku szkolnego ksiądz Czesław prowadzi darmowe warsztaty dla chętnych do pomocy młodych ludzi. Nie są to zajęcia konkretnie teoretyczne, podczas wykładów bardziej doświadczone Bure Niedźwiedzie oraz lekarze dzielą się swoją wiedzą.

Praktycznie wygląda to jednak tak, że każde dziecko jest inne i trzeba podchodzić do niego indywidualnie. Wszystko bazuje na zbudowaniu odpowiedniej więzi z dzieckiem, prawdziwej przyjaźni. Dlatego nie ma we wspólnocie grup, są jedynie pary. Bury Miś musi wiedzieć, że ma pełne oparcie w swoim Niedźwiedziu. Oczywiście nie każdy może zostać Niedźwiedziem. Na początku, z tego co mówi Ania, jest nawet sporo chętnych, jednak po zderzeniu się z odpowiedzialnością większość rezygnuje.

Dowiedziałem się, że uskuteczniano nabory do wspólnoty, nawoływano w szkołach i na uczelniach, jednak szybko z tego zrezygnowano. Dołączyć trzeba się z własnej woli, wykazać zaangażowanie. Nie jest to bowiem zabawa, a ciężka praca. Opiekunowie we wspólnocie mają przede wszystkim za zadanie wypracować w pełni zasłużone zaufanie u swojego podopiecznego, aby ten mógł uczyć się i czerpać radość ze zdobytej przyjaźni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • a q
  • 23.09.2008 14:17

ladnie napisane, ale jest pare bledow...
oboz trwa 3 tygodnie i niestety brakuje nam wolontariuszy. W tym roku na obozie z naszego ogniska (Bytom 2) bylo ok. 25misiaków na 17niedzwiedzi - opiekunow.
i masz wielkiego plusa u mnie za poruszenie tego tematu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+++++++ za temat, zainteresowanie nim, bo to niełatwa, chociaż pozytywna sprawa i za poświęcony czas :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus za temat

Komentarz został ukrytyrozwiń

;)+++

Komentarz został ukrytyrozwiń

Super temat i dobrze napisany. Gratulację. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

WIELKI PLUS ,
rzadko ogłaszam gdy stawiam plusa . tm razem krzyczę, aby wszyscy się zklecieli.
Brawo za temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.