Facebook Google+ Twitter

Burka - czyli kot z warszawskiej Starówki

O kotach można opowiadać w nieskończoność. Każdy, kto koty lubi - takich kocich historii zapewne zna wiele. W pamięci mojej rodziny zapisała się pewna bura kotka, która codzienne towarzyszyła mojemu dziadkowi w... nabożeństwach porannych.

Kocia sjesta / Fot. Ewa ŁazowskaDziadkowie moi mieszkali na warszawskiej Starówce w pewnej kamienicy niedaleko Barbakanu. Dziadek jako człowiek głęboko wierzący - codziennie rano uczestniczył w nabożeństwach w katedrze Św. Jana. Kto topografię Starego Miasta zna, ten wie, że z okolic Barbakanu do katedry jest kawałek drogi. Dziadek przemierzał tę trasę zawsze w towarzystwie burej kotki, która te poranne wyprawy do kościoła traktowała jako swój osobisty, codzienny obowiązek. Do kościoła jednak z dziadkiem nie wchodziła. Czekała na dziadka cierpliwie przed katedrą, by po nabożeństwie wrócić z dziadkiem tą samą trasą do domu. Rytuał ten trwał całymi latami, a postać mojego dziadka, maszerującego do kościoła w towarzystwie burego kota, wpisała się na stałe w pejzaż warszawskiej Starówki.Koci portret / Fot. Ewa Łazowska

Nie wiem, co stało się z ową burą kotką z warszawskiej Starówki. Przekazy rodzinne już o tym nie wspominają. Faktem natomiast jest, że historia tej kotki jako wiernej towarzyszki mojego dziadka, miała niewątpliwie znaczący wpływ na ukształtowanie się mojej miłości do tych zwierząt. Na pamiątkę jednak tamtej kotki, przemierzającej każdego dnia szlak warszawskiej Starówki, biegnący od Barbakanu do katedry Św. Jana w towarzystwie mojego dziadka - każdy bury kot, który pojawia się w moim domu - otrzymuje imię Burki. Aktualnie jest to Burka IV
Śpiące koty / Fot. Ewa Łazowska
Ach, te moje bure koty...
Tyle z nimi jest roboty.
Choć załażą mi za skórę
- kocham moje koty bure
I nie oddam ich nikomu!
Niech mieszkają w moim domu.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Śliczna historia Ewuniu

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witaj Wibo! Miło Cię widzieć w naszym zacnym gronie. Mam nadzieję, że zadomowisz się tutaj na dłużej. Pozdrowionka!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też znałam takie kotki, które swoją panią odprowadzały spory kawałek jak wychodziła do pracy i wybiegały po nią kiedy wracała.
Słyszałam też, ze kot wrócił po kilku dniach do domu- a był wywieziony od swojego miejsca zamieszkania - do nowego 20 kilometrów. Uciekł z nowego miejsca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ma Pani rację - Pani Joanno. Nieco się zagalopowałam. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niewiarygodne... I jak tu nie kochać kotów? ;) Tylko, pani Ewo, mała uwaga - "obligatoryjny obowiązek" nie brzmi najlepiej, bo obligatoryjny to tyle, co obowiązkowy. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mój kotek też mnie odprowadzał -pozdrawiam,fajna historia-Wibo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niesamowita historia. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aż trudno uwierzyć w tą historię. Ale musi być prawdziwa. Niesamowite

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.