Facebook Google+ Twitter

Burn Selector Festival 2011 - relacja z piątku

Umówmy się, lineup tegorocznego Burn Selector Festivalu nie powoduje szybszego bicia serca, nie tchnie powiewem świeżości w rozpalone twarze fanów współczesnego szeroko pojętego indie-electro, ale...

 / Fot. Tomek KamińskiMamy tu do czynienia z wyjadaczami, którzy momenty glorii i chwały przeżyli już jakiś czas temu, a obecnie walczą bardziej o utrzymanie się „na fali”. Ma to zastosowanie zwłaszcza do pierwszego dnia festiwalu, gdzie w zasadzie wszyscy zagraniczni headlinerzy to zespoły nieumiejące nadążyć za sukcesem pierwszej płyty, czy ogólnie nie nadążające (Ladytron). Jednak nie ma co marudzić – po pierwsze wszyscy znamy i lubimy radosne kolektywy typu Klaxons, a po drugie, koncerty rządzą się swoimi prawami , a starzy wyjadacze to solidni wyjadacze - nie można ich lekceważyć, bo potrafią się srogo zemścić…

Takimi mniej więcej rozważaniami byłem zajęty, kiedy połączyłem się z tłumem ludzi pełznącym rogiem krakowskich Błoń, w stronę wielkiego, niebieskiego, najeżonego setką rogów namiotu.

 / Fot. Tomek KamińskiZacząłem od Kamp! i było to świetne otwarcie. Żywiołowe koncerty są wizytówką zespołu i rzeczywiście – namiot wypełniła energia i młodość. Kilkanaście minut wystarczyło, żeby publiczność (już całkiem liczna) odleciała w kosmos razem z młodymi Polakami i ich wesołym electropopem. Zwiewne melodie, pulsujące bity, sprężyste hooki i milion innych sztuczek zachęcały do skoków i tańca. Były wszystkie hity („Breaking a ghost heart”, rozmarzone „Heats”, rewelacyjne „Cosmological”), była i dzika improwizacja. Na żywo, w kontakcie z fanami utwory brzmią nawet lepiej, bardziej soczyście niż na chwalonych kampowych EPkach. Pod koniec zespół złapał jakby leciutką zadyszkę, o której wszyscy szybko zapomnieli w szalonym bisie. Kamp! potwierdził swoją markę i pokazał dobrą formę, co cieszy zwłaszcza w obliczu wypuszczenia długo obiecywanej debiutanckiej płyty, która ma się ukazać na jesień.

Można by się czepiać, że miewali jeszcze lepsze koncerty, tylko po co, było super. W po koncertowym wywiadzie chłopcy cieszyli się, że poradzili sobie z grą na tak dużej scenie. Ale to mało powiedziane: Kamp! na ponad godzinę zawładnął namiotem, serwując świetną rozgrzewkę przed kolejnymi występami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.