Facebook Google+ Twitter

Burza oklasków dla Marty, grzmoty dla Marii

Pogoda znakomicie odzwierciedlała to, co działo się na korcie w drugim dniu turnieju. W blasku słońca Marta awansowała do półfinału, a przy odgłosach burzy Maria przegrała mecz, który już niemal wygrała.

W słońcu...


Suzuki Warsaw Masters / Fot. Piotr DrozdowiczPo pokonaniu Agnieszki Radwańskiej Marta skrzyżowała rakietę z Jeleną Dementiewą - tenisistką z pierwszej "dziesiątki" rankingu WTA. Grały ze sobą tylko raz - przed dwoma laty w Antwerpii. Wtedy górą była Rosjanka. Wczoraj nadarzyła się okazja do rewanżu. Gdyby do spotkania doszło w którymkolwiek z turniejów w 2007 r., zapewne nikt nie podejrzewałby, że Marta mogłaby wygrać. Ale w tym roku wróciła do dobrej formy. Do tej pory w jej karierze brakuje wielkich nazwisk na liście tych, nad którymi triumfowała. Nadszedł najwyższy czas, by to zmienić. Mecz toczył się przy pięknej, słonecznej pogodzie. Wbrew przypuszczeniom, nie trwał długo. Niektórzy szykowali się na zaciętą trzysetówkę, mając przed oczami wyobraźni świetny występ Domachowskiej przeciwko bardziej utytułowanej Radwańskije, a także znając dokonania Dementiewej. Nie tym razem.

Marta dokładnie i mocno serwowała, co uwidaczniało się wyraźnie w porównaniu ze słabym serwisem Jeleny. Prowadziła grę szybko i energicznie. Ostrzeliwała rywalkę potężnymi forhendami. Dobiegała niemal do każdej piłki. Sporadycznie popełniała proste błędy, uderzając zbyt mocno i nie trafiając w odsłonięty kort. Dementiewa również popisywała się zagraniami z głębi kortu, nawiązywała walkę w długich wymianach, ale Marta była lepsza i to ona wygrała pierwszego seta 6:3. Druga część spotkania to ciąg dalszy dobrej dyspozycji Polki. Dementiewa, pomijając słaby serwis, który jest jej piętą Achillesową, wprawdzie efektownie posługiwała się zarówno forhendem, jak i bekhendem, trudnymi zagraniami kątowymi zmuszała przeciwniczkę do biegania, jednak tym razem musiała uznać wyższość Domachowskiej. Dzięki drugim (w ciągu dwóch dni) zwycięstwie Marta została pierwszą półfinalistką turnieju. Jej zmagania na korcie bacznie obserwował Harumichi Uto - prezes Suzuki Motor Poland. Wkrótce po zakończeniu meczu ogłoszono, że podpisała umowę sponsorską z tą firmą.

...i podczas burzy


Uśmiechnięta Swietłana Kuzniecowa i jej sparingpartner / Fot. Piotr Drozdowicz- O, idzie Kuzniecowa ! - krzyczeli rozemocjonowani kibice, kiedy niespodziewanie przeszła obok nich w miasteczku handlowym obok kortu. Swieta w znakomitym nastroju wracała z treningu w towarzystwie sparingpartnera. Niedługo potem, już na korcie, uśmiech zniknął z jej twarzy. Postarała się o to Maria Kirilenko. Po początkowych, wyrównanych gemach ruszyła do ataku. Długimi i mocnymi zagraniami skutecznie zepchnęła rywalkę daleko za linię końcową. Przejęła inicjatywę i co chwilę wprawiała publiczność w zachwyt nad jej kończącymi uderzeniami. Pojawiły się pierwsze okrzyki zirytowanej przebiegiem spotkania Kuzniecowej.

- Nie takoj, Swieta ! - mówiła do siebie. A przewaga rosła. Maria nie zwalniała tempa. Co jakiś czas urozmaicała grę wyprawami do siatki albo granymi z wyczuciem skrótami. Długie wymiany z głębi kortu częściej przynosiły punkt jej niż Swietłanie. Po 30 minutach set zakończył się wynikiem 6:3 dla Kirilenko. Kuzniecowa, zaniepokojona swoją słabą grą, podczas przerwy wezwała na kort trenera. Widocznie dostała od niego kilka cennych rad, ponieważ pierwszy gem drugiego seta wygrała "na sucho", bez straty punktu. Gra bardziej się wyrównała. Obie zawodniczki prezentowały wysoki poziom, jak przystało na czołówkę światowego tenisa. Niesamowite zagrania kątowe wywoływały gromkie oklaski publiczności. Walczyły o każdą piłkę, popełniały mało błędów. I wtedy, przy stanie 3:2 dla Kuzniecowej spadły pierwsze krople deszczu. Kort szybko W czasie deszczu kibice sie nie nudzą. Poszli oglądać trening sióstr Radwańskich. / Fot. Piotr Drozdowiczzostał zakryty.

Deszcz nie był zbyt obfity. Kibice szybko znaleźli sposób na uatrakcyjnienie sobie czasu oczekiwania na wznowienie meczu. Na jednym z bocznych kortów mimo ciągle padającego drobnego deszczu trenowały siostry Radwańskie. Pod okiem taty Agnieszka przygotowywała się do piątkowej walki z Dementiewą o awans do półfinału. Wyglądała o wiele lepiej niż wczoraj, co pozwala snuć przypuszczenia, że ma szansę odnieść zwycięstwo. Po kilkudziesięciu minutach Kirilenko i Kuzniecowa wróciły na kort. Od tej Nad Marią Kirilenko zbierają się burzowe chmury... / Fot. Piotr Drozdowiczpory ich grze towarzyszyły "efekty specjalne" - odgłosy burzy. Przy grzmotach i błyskawicach lepiej radziła sobie Swieta. Przymusowa przerwa wybiła z rytmu Marię. Nie poruszała się już tak dobrze, jak wcześniej, pogorszył się serwis, returny nie były tak ostre, jak przed burzą. Przegrała drugi set 6:4 i po raz pierwszy w tym turnieju o zwycięstwie w meczu zadecydował trzeci set. Kuzniecowa ponownie zawołała trenera. Jego rady znów okazały się dobre, ponieważ bardzo szybko doprowadziła do stanu 4:1. Przeciwniczka próbowała jeszcze walczyć, ale zabrakło jej sił. Nie wykorzystała szansy na przełamanie przy 4:2. Po trzech godzinach ostatnią piłkę w meczu wygrała starsza z Rosjanek. Dziś w spotkaniu o półfinał zmierzy się z Lindsay Davenport.

Wyniki:
Marta Domachowska - Jelena Dementiewa 6:3 6:4
Swietłana Kuzniecowa - Maria Kirilenko 3:6 6:4 6:3

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Elegancka relacja :)

Wreszcie Marta pokazała na co ja stać, Ona ma potencjał!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.