Facebook Google+ Twitter

"Burzowe Kocię", czyli "Alicja w Krainie Czarów". Na kwasie

"Burzowe Kocię" to przedostatni tom serii "Upiór Południa" autorstwa Mai Lidii Kossakowskiej. Tym razem autorka serwuje czytelnikom interesujące dark fantasy przeplatane historią wojenną. Interesujące, ale niestety zawsze jest jakieś "ale".

UWAGA!!! - Recenzja zawiera "spoilery" - osoby niezaznajomione z powieścią powieści powinny ominąć fragmenty oznaczone jako SPOILER.

 / Fot. Okładka"Burzowe Kocię" - kolejne 250 stron tekstu z cyklu "Upiór Południa". Muszę przyznać że tym razem do książki podchodziłem z wielkim dystansem - tytuł wydaje się bynajmniej dziwny. Burza i koty kojarzą mi się raczej z opowiastkami o czarownicach jakimi straszy się małe dzieci, w końcu kocioł, burzowa noc i czarny kot to niezbędne elementy uposażenia chaty każdej szanującej się wiedźmy. Zastanawiałem się w jaki sposób powieść o tak specyficznym tytule może trafić do tej serii. Ale po kolei...

Trzeci tom serii opowiada historię Troya Harlowsa, amerykańskiego żołnierza - członka elitarnego oddziału Navy Seals (swoją drogą nie wiem gdzie autorka znalazła tłumaczenie tej nazwy jako "foki piechoty morskiej" - rozumiem, jest to tłumaczenie bezpośrednie ale nie wiem czy funkcjonuje oficjalnie w języku polskim, np. Wikipedia oddział określa jako "United States Navy SEALs"). Troy przebywa w szpitalu, gdzie trafił po dość intensywnych przeżyciach na Bliskim Wschodzie, do których można zaliczyć pojmanie przez "wąsatych Hassanów", tortury trwające wiele dni oraz wreszcie akcję odbicia jego - zakładnika Arabów - przez amerykańskich żołnierzy, w trakcie której został kilkakrotnie postrzelony. W trakcie pobytu Troya w szpitalu odwiedza go Burzowe Kocię, istota z innego wymiaru znanego jako Kraina Opodal. Kocię prosi go o pomoc, Troy jest jedyną osobą, która może uratować Opodal przed złym Idrem, który wstawił sobie "drewniane oczy" i chce zaburzyć porządek dnia i nocy, dobra i zła. Po dłuższym zastanowieniu, główny bohater dochodzi do wniosku, że pomoże zwierzakowi, w końcu wszystko może wydawać się tylko halucynacją, efektem ubocznym leków przeciwbólowych, które podają mu w szpitalu. Gdy zdecyduje się na przekroczenie granicy wymiarów zaczyna się jazda bez trzymanki - niczym po zażyciu jednego z nielegalnych środków psychotropowych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.