
Byli to gen. Martin E. Dempsey - Przewodniczący Kolegium Szefów Połączonych Sztabów, jednocześnie doradca prezydenta do spraw wojskowych, oraz gen. Raymond T. Odierno - dowódca sił w Iraku, który jest również szefem sztabu amerykańskiej armii.
Wielu z nas stanęło przed wieloma pytaniami a zarazem przed trudnymi wyborami i odpowiedziami - powiedział Obama.
Ale przyszliśmy tu dziś razem, żeby zapewnić obywateli, że nasz naród pozostanie bezpieczny - cytuje dalej
The Washington Post. 8-stronicowy dokument, streszczający strategię przyjętą przez Obamę, zarysowuje zmieniające się militarne priorytety Stanów Zjednoczonych.
Dla Obamy, nazywanego przez Republikanów słabym i nieodpowiedzialnym dowódcą, zaprezentowanie się z wojskowymi autorytetami stanowi dodatkowy punkt przed wyborami. Ale pokazuje również, jak zauważa
The Washington Post, ewolucję w strategii Obamy. To dowód na to, że po atakach przez Republikańskich kongresmenów, Obama nie zamierza popełniać starych błędów. Prezydent pokazuje, że ma wsparcie, kiedy stanie przed Kongresem broniąc budżetu.
Przemyślana strategiaNad strategią pracowano już od czterech miesięcy. Obama spotykał się w tym czasie z sekretarzem sił zbrojnych, dowódcami oraz komendantami. Do pomocy zaprosił Thomasa Donilona (wytrawnego znawcę polityki zagranicznej) oraz Leona Panettę (sekretarza obrony). Współpraca przyniosła oczekiwane skutki.
The Washington Post cytuje anonimowego urzędnika:
Jesteśmy w tym roku uwrażliwieni, biorąc pod uwagę, że to rok wyborów, nikt nie chce się „podkładać”. A to była wspaniała, otwarta współpraca. W jakiś sposób Pantta sprawił, że się udało.
Czytaj dalej --->