Facebook Google+ Twitter

Być czy nie być na "Hamlecie" we Współczesnym?...

Na "Hamlecie" w Teatrze Współczesnym byłam trzy razy... Za każdym razem można było zauważyć coraz to więcej szczegółów... Ale ta recenzja jest z mojego pierwszego wyjścia na tenże spektakl, co widać, gdyż jest bardzo przesłodzona ;)

„Być albo nie być…”. Ten cytat z pewnością zna każdy. Niewątpliwie na „Hamlecie” w reżyserii Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym trzeba BYĆ!
Już w pierwszych minutach spektaklu mamy okazję zobaczyć krótką etiudę, mającą na celu przedstawienie nam wszystkich postaci. Jeszcze jest to prawdopodobnie czas żałoby po królu Danii. Najpierw na scenę wychodzi cały dwór - aktorzy grający chociażby sługę, damę dworną czy majtka, którzy zasiadają przy dużym stole. Chwilę później wchodzi Klaudiusz, brat zmarłego, obecny król duński, którego gra Andrzej Zieliński. Na koniec pojawia się królowa Gertruda (Katarzyna Dąbrowska) w czarnej sukni. Zastyga w bezruchu, bardzo skupiona patrzy w dal i wydaje się być smutna. Po chwili podchodzi do niej brat zmarłego króla, na którego widok królowa uśmiecha się. Trzymając się za ręce wychodzą, a cały dwór za nimi…
Scenografia wydaje się być bardzo prosta, ale doskonale ukazuje wnętrze zamku. Stanowi ją kilka kolumn i dwa krzesła, z boku poręcze, barierki i schody, na których najwięcej czasu spędzał zaczytany Hamlet. Jedynie w kilku scenach dostawiane było parę krzeseł i stół. W pewnym momencie pojawia się również podwyższenie dla aktorów – trupy teatralnej, zamówionej przez młodego księcia.

Dużym zaskoczeniem, pozytywnym jak i negatywnym, był Borys Szyc, grający tytułowego bohatera - Hamleta, młodego księcia duńskiego. Po aktorze tego formatu oczekiwałoby się wyśmienitej gry i ogólnie było dobrze, ale niestety nie rewelacyjnie. Niemalże w każdej scenie zagrał tak samo, włączając sceny gniewu. Sceny z jego udziałem pozbawione były dynamiki, życia, kwestie wypowiadane tym samym, monotonnym polipowym głosem. I właśnie ten głos mógł szczególnie irytować widza. Szyc, który miał zagrać buntowniczego, twardego i poważnego, sprawiał wrażenie śmiesznego poprzez swój z lekka „kwaczący” głos, który wydaje się być jego manierą, bo przecież nie zawsze tak mówi. Ubrany w czarny płaszcz z wysokim kołnierzem i czarną koszulę, sprawiał wrażenie mrocznego, skrywającego tajemnicę, a chwilami groźnego mężczyzny.
Niewątpliwie zaskakująca była postać Ofelii. Wydawała się bezbarwna, bez wyrazu, być może z winy Natalii Rybickiej, która nie okazała się tak bardzo charakterystyczna i rzucająca się w oczy jak Gertruda. Ofelia, swoją drobną budową, delikatnymi rysami i białym strojem, sprawiała wrażenie bardzo młodej, niedojrzałej dziewczyny. Rybicka w każdej scenie była bardzo urocza, toteż można było przymknąć oko na te jej drobne uchybienia i niedociągnięcia w grze…

Trudno też zaprzeczyć bardzo dobrej grze aktorskiej Katarzyny Dąbrowskiej odgrywającej rolę Gertrudy. Ubrana w żółtą suknię z dużą ilością złotej i błyszczącej biżuterii na szyi, z włosami zaczesanymi do góry i upiętymi w specyficzny kok, sprawiała wrażenie pewnej siebie i swojej władzy królowej. Rewelacyjnie wyszło jej zagranie złośliwej i ironicznej, a z kolei w scenach bardziej dramatycznych, potrafiła pokazać tę drugą twarz Gertrudy - twarz matki troszczącej się o zdrowie i bezpieczeństwo syna, kobiety nieradzącej sobie w sytuacji, kiedy jej potomek wypiera się jej, traktuje momentami wręcz przedmiotowo, krzyczy na nią i podnosi na nią rękę, a także obraża ją i nie szczędzi przykrych komentarzy pod adresem jej małżeństwa ze stryjem. W Gertrudzie coś wtedy pęka i nie umie powtrzymać łez, wpada w histerię, woła o pomoc... Jej rozdzierający krzyk i płacz, wyraźnie rozchodzący się po całej sali wywoływał wiele emocji, wzruszenia i litości nad biedną Gertrudą. Biednej, ale wciąż bardzo ufnej w stosunku do odmienionego syna, nawet, gdy ten jest o krok od zadania jej ciosu sztyletem…

Andrzej Zieliński, grający Klaudiusza, jedynie potwierdził jak znakomitym jest aktorem. Doskonale ukazał kontrast, polegający na czułości w stosunku do żony, a ironią wobec złośliwego i mściwego Hamleta.
Bardzo pozytywnym zaskoczeniem był młody Marcin Januszkiewicz, który wcielił się w rolę Laertesa, brata Ofelii, a syna Poloniusza (Sławomir Orzechowski). Z początku odpowiedzialny, grzeczny i spokojny młodzieniec, przeobraził się w walecznego mężczyznę, który był gotów stawić czoła Hamletowi w pojedynku. Scena szermierki i walki Hamleta z Laertesem była zagrana doskonale przez obu aktorów.

Aktorzy w pełni zasłużyli na tę dziesięciominutową owację, jaką otrzymali. Pomimo drobnych uchybień i niedociągnięć, inscenizację „Hamleta” we „Współczesnym” można uznać za sukces...!. Z genialnej szekspirowskiej sztuki powstał wyjątkowy spektakl, który okazał się hitem i niewątpliwie długo będzie utrzymywał się na deskach… Spektakl, na który nie idzie się tylko raz! Chapeau bas!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.