Facebook Google+ Twitter

Być (pseudo) gwiazdą...

Współautorzy: Karol Klimczak

Wystarczy włączyć pierwszy lepszy kanał w telewizji, bądź wybrać się na jakiekolwiek przeglądy talentów, by bardziej zrozumieć słowa 'We are not alone'. Wystarczy się tylko rozejrzeć.

Ostatnimi czasy często zdarza mi się patrzeć na wiele spraw z mocno krytycznym nastawieniem. Nie mam na celu tylko i wyłącznie krytykowania i wytykania błędów jakie ci ludzie popełniają, ale swoim przedziwnym zachowaniem sami do tego prowokują.

Sprawą bym się nie zajął, gdyby nie parę ostatnich występów miejscowych gwiazd na miejskich imprezach okolicznościowych. Skupiając się bardziej na zestawieniu umiejętności do prezencji scenicznej, aniżeli czystym 'delektowaniu' się w tym przypadku barwą głosu, zauważam pewną zależność. Otóż obie rzeczy rzadko idą ze sobą w parze. Albo jest się gwiazdą, którą tłum ubóstwia za talent jaki posiada i prezentuje, albo 'gwiazdorzy' przed publiką. Naturalnie muszą występować również pewne ewenementy, które starają się już u zalążków swej w szybkim tempie umierającej kariery łączyć te dwie cechy. Automatycznie nasuwa mi się pytanie...
'Panie, z czym do ludzi?!'

Lata spędzone na szlifowaniu umiejętności wokalnych, tanecznych, ogólnie rzecz biorąc, artystycznych, w cichym zakątku swojego domu kultury, byleby nie stać się zadufaną gwiazdą, w którą prędzej czy później i tak się przemieni nasz dobrze zapowiadający się młody artysta, zostają docenione w momencie pierwszego publicznego wystąpienia. Pierwszych kilka, po których słyszy pierwsze słowa uznania nie są jeszcze na tyle groźne by zmienić diametralnie postrzeganie własnej osoby, czyli ze skromnego śpiewaka, który cieszy się tym co robi, nie liczącego na żadne pochlebstwa, w niekoniecznie prawdziwą gwiazdę, charakteryzującą się sztucznym uśmiechem, a co wyraźniejsze do zauważenia, pozerskim zachowaniem. Przykładów jest milion, więc niestety na palcach jednej ręki nie jestem w stanie ich wszystkich zliczyć (choć bardzo bym chciał), lecz z drugiej strony bez nich byłoby nudno i wszystko byłoby takie przewidywalne...

Po nastym publicznym występie i setnym komplemencie, nasza osiedlowa czy lokalna gwiazda zaczyna tworzyć wokół siebie otoczkę matrony udającej świętą krowę, której nie wypada mówić nic co mogłoby mieć jakikolwiek negatywny wydźwięk. Jej próżność przeżywa w tym momencie apogeum, a my możemy tylko oczekiwać jej potknięcia, co chcąc nie chcąc, musi kiedyś nastąpić.

A co gdyby rzeczywiście zaraz po jej pozerskim zachowaniu się pogubiła? Przytaczając jedną piękną scenę, którą miałem jakiś czas temu przed oczyma, gdy Nasza tytułowa bohaterka podczas próby generalnej swojego występu, zaczyna przedpremierowy pokaz pozerstwa, wychodząc z nadmierną pewnością siebie, gadając całkowite bzdury do mikrofonu, próbując rozbawić gości. Nie pamiętam co wstąpiło wtedy na moją twarz, ale była to na pewno mieszanka żenady z litością.

Finalnie nasza pseudo gwiazda, przystępując do wykonania swojej części artystycznej myli się i prosi o jeszcze jedno podejście, w którym już została wytrącona ze swojej wielkiej pewności siebie, a publika nie dostrzega już w niej nikogo niesamowitego. Mam tylko nadzieję, że przez takie pomyłki nasze kochane (pseudo) gwiazdy zaczną zauważać, że póki co jeszcze są daleko od prawdziwej kariery i zdadzą sobie sprawę, że im dłużej pozostaną w swojej skromnej powłoce, tym dalej zajdą.

Bo co nam kolejna Doda Elektroda?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Świetny tekst! Podpisuję się pod jego treścią obydwiema łapami. Kiedyś przed laty śpiewano w Studenckim Teatrze Satyryków piosenkę: "Ludzie to kupią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio..." Nic dodać, nic ująć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.