Facebook Google+ Twitter

"Bycie spokojnym o sukces to dość obce uczucie"

Chemia to warszawski zespół rockowy powstały w 2010 roku. Zespół tworzy głównie w języku angielskim. O nowym albumie, przygodzie z Kanadą i o tym jak się rozpoczeła ich wspólpraca z Markiem La France opowiada Lukasz Drapała, wokalista.

4 października miała miejsce premiera Waszej najnowszej płyty „The One Inside”, która była nagrywana w całości w Kanadzie. Jak do tego doszło i dlaczego Kanada?

Nasz romans z Kanadą wynikł dość przypadkowo. Nasz gitarzysta Wojtek Balczun podczas pobytu w Kanadzie poznał uznanego muzyka Marka La France, który miał na koncie współpracę między innymi z Alice Cooperem i The Cult. A było to tak, że Wojtek puszczał pewnemu koledze nasze demówki. Koledze się spodobały i powiedział Wojtkowi, że ma znajomego, któremu chce je zaprezentować. Był nim właśnie Marc La France, który niebawem zaprosił nas do Vancouver na nagranie ep-ki. Po jej powstaniu i wydaniu nasza współpraca miała się skończyć. Jednak tak się spodobała naszym kanadyjskim kolegom, że zaprosili nas na nagranie pełnego albumu.

Płyta miała najpierw swoją premierę w Kanadzie. Czy wiecie jak tam została przyjęta?

Był to zabieg czysto marketingowy. W Polsce najwięcej płyt ukazuje się w październiku bądź listopadzie, natomiast w Kanadzie we wrześniu. Mamy doskonałe opinie zza Oceanu, bo okazuje się, że utwór „Bondage Of Love”, który jest drugim singlem promującym to wydawnictwo, doskonale sobie radzi w kanadyjskich rozgłośniach. Co prawda nie umieściliśmy go na żadnej liście przebojów, bo na to było za wcześnie, ale na pewno jest grany. Dostajemy na tyle pozytywne opinie, że być może zagramy z dość znanym zespołem. Wkrótce się to okaże. (okazało się, że zagraliśmy przed The Pretty Reckless)

Album jest w całości nagrany w języku angielskim. Czy planujecie wydać tę płytę w wersji polskiej czy nie?

 / Fot. Archiwum prywatne zespołuNie, ale planujemy wykonywać niektóre utwory w języku polskim w trakcie koncertów w Polsce. Być może w przyszłości wydamy krążek z polskimi wersjami wybranych utworów.

Kto napisał teksty, a kto skomponował muzykę na ten krążek?

Teksty piszę ja, od poprzedniej Epki „In The Eye” - tak już zostało. Muzyka powstaje w określonej formule. Wojtek tworzy pomysł, riffy na utwór, wysyła to do mnie, ja dopełniam to melodią, a potem przychodzimy z tym na próbę gdzie wszyscy pracujemy nad tematem. Także zaczyna się to wszystko od Wojtka, tak sobie to założyliśmy. Każdy z nas ma wpływ na ostateczny kształt utworu, czasami wywracamy pomysł całkowicie do góry nogami. Dzięki takim zasadom tworzenia, czujemy się jak prawdziwy zespół.

Przy nagrywaniu pierwszego krążka na pewno towarzyszyło Wam niesamowite podekscytowanie i stres jak zostanie on przyjęty. Czy przy nagrywaniu tej płyty towarzyszyły Wam takie same emocje czy byliście bardziej spokojni o jej sukces?

Bycie spokojnym o sukces to dość obce uczucie. Szczególnie w tej branży. Za każdym razem koncentrujemy się w 100% na dobrej dyspozycji w studio, ale to nie do nas należy ocena owoców pracy, więc niepewność też jest zawsze taka sama. W przypadku ostatniej płyty, sądziliśmy jednak, że jest lepiej niż poprzednio :) / Fot. Archiwum prywatne zespołu

Zagraliście kilkanaście koncertów za granicą. Czym różni się tamtejsza publiczność od polskiej?

Nasza publiczność „woli” często to, co obce. Z racji tego, że nie mamy problemów z publicznością zagraniczną stwierdzamy, że niczym się te publiczności od siebie nie różnią ;)

Jak na zespół wpłynęły rotacje w składzie, które miały miejsce w ostatnim czasie?

Tego jak wpłynęło na zespół moje przyjście, wolałbym nie rozwlekać za bardzo. Wspomnę jedynie o tym, że zawsze chciałem grać muzykę rockową, z mniejszą domieszką gładkiego popu oraz śpiewać własne melodie i teksty. Udało mi się tego dokonać w rok po dołączeniu do składu. Jedynie przeciwny temu był Zbyszek Krebs, który prezentował postawę bardziej wykalkulowaną – nie twierdzę, że błędną, ale dla mnie to miało niewiele wspólnego z muzyką. Dwie opcje się starły i ktoś musiał odejść. Chłopaki byli tego samego zdania co ja, więc całości pracuje się obecnie bardzo dobrze. Maciej Mąka, który przyszedł do składu, wpasował się muzycznie od pierwszego dźwięku i pracuje się nam świetnie. Sądząc po recenzjach płyty i różnicy w odbiorach na koncertach, były to dobre zmiany.

Czy już się ze sobą zgraliście w nowym składzie?

Gra i dogaduje nam się super, ale docierać się będziemy do końca naszych wspólnych dni. To sześć silnych charakterów. Tu nigdy nie będzie stabilnie – i bardzo dobrze zresztą. Małe utarczki, czy wariactwa pchają nas na przód.

Czy z perspektywy czasu widzicie różnice w graniu zespołu, w muzyce, w kompozycji, w tekstach?

O tym co my czujemy, powiedziałem wyżej. Tworzy i gra nam się lepiej niż kiedykolwiek, to powinno wystarczyć :) Co czuje odbiorca – czytamy w recenzjach, słuchamy po koncertach i odczuwamy w trakcie ich trwania. Mamy wrażenie, że po prostu to zaczęło w końcu działać.

Gdzie w najbliższym czasie wasi fani będą mogli Was posłuchać? Koncerty, radio, TV, itp.

Najwcześniej w Kanadzie, w trakcie klubowej trasy koncertowej. Polecamy śledzić naszą stronę główną i facebook, gdzie można znaleźć najświeższe informacje koncertowe, ale także te dotyczące wywiadów i występów w radio, lub tv.

Niektórzy muzycy kończąc pracę nad jednym krążkiem mają już materiał na kolejny. Jak jest z Wami w tej kwestii?

Szczerze mówiąc, to nie słyszałem za często o takich zespołach :) My mamy połowę ;)

 / Fot. Archiwum prywatne zespołuWasze kompozycje są niezwykle głębokie, chcecie przekazać w nich różne wartości, słychać, że są przemyślane. Skąd czerpiecie inspiracje?

Nie będę oryginalny jak powiem, że to wypadkowa naszych przeżyć. Każdy z chłopaków musiałby się tu dołączyć, ale mogę powiedzieć jak jest u mnie. Zawsze po przesłuchaniu riffu od Wojtka, przeżywam jakieś emocje, które przekładam na melodię. Szukam w niej właśnie tych emocji, które próbuję odczytać z riffu. Gdy mam już melodię, wiem dokładnie o czym będzie tekst. On wynika z jej nastroju.

Na Wasze koncerty przychodzi mnóstwo osób i są to zdecydowanie Wasi fani bądź osoby, które po pierwszym „swoim” koncercie się nimi stają. Jak myślicie – w czym tkwi sukces waszego zespołu, waszej muzyki?

Najważniejszym i największym sukcesem jest to, że dana osoba po pierwszym kontakcie, zostaje fanem. To jest najpiękniejsze i świadczy to jedynie o tym, że trafiliśmy na osobę podobną do nas, o podobnej wrażliwości. To jest prawdziwe i tego szukamy. Pozostała część tajemnicy, to po prostu determinacja i cały wagon szczęścia ;)

Dziękuję za rozmowę.

(Rozmawiała: Alicja Szoplik)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.