Facebook Google+ Twitter

Był sobie człowiek

Był człowiek. Nie ma człowieka. Co więcej powiedzieć, żeby nie popaść w banały? Że służba zdrowia w Polsce to instytucja dla ludzi z pieniędzmi? Że życie jest kruche jak domek z kart? To przecież wszyscy wiedzą.

Dziś się biegnie do przodu, przecież banał nie przyciągnie uwagi. A ja mimo to pójdę w ten banał. Banał taki, że nie każdy ma udane życie. Brutalna prawda, której niektórzy woleli by po prostu nie słyszeć. Wymazać ją ze świadomości, i nie widzieć ludzi będących jej chodzącym odzwierciedleniem. Pan Marek był jednym z nich. Piszę „był”, bo Pan Marek nie żyje.

Pan Marek mieszkał nieopodal. Co ja tam o nim słyszałem? Niewiele. Tyle, co mi mówiono, a nawet jeszcze mniej. Bo tyle, co z tego zdołałem usłyszeć. Słuchając nie zawsze się słyszy.

Pan Marek to był zwyczajny mieszkaniec mojego miasta. Życie wiódł szare jak wszystko tutaj dookoła. Miał już prawie pięćdziesiątkę, jeden z pokolenia, które pamięta poprzedni ustrój. Uginające się od produktów półki może i cieszyły jego oczy, ale na tym się kończyła ta radość. Portfel miał zasobny bardzo średnio, jak to mówią. Żył skromnie z własną matką, syn założył rodzinę, żona …nie wiem nawet co z nią, nie było jej przy nim. Widywałem go czasem wynoszącego śmieci czy zerkającego z okna. Bez pieniędzy trudno żyć kolorowo. Trudno korzystać z rozrywek, jakie oferuje nam współczesność. Więc wyglądał z tego okna. Każdy rok, każde lato i każda zima kojarzy mi się z tym widokiem. Siwa głowa z trzeciego piętra. Stały element rzeczywistości. Prawie jak drzewa rosnące przy ulicy i dom naprzeciwko zasłaniający słońce.

Co mogłem chcieć wiedzieć więcej? Dzisiaj się gromadzi informacje pożyteczne. Utylitarne know-how. Reszta to śmieci. Na taką kreaturę kreuje mnie dzisiejsza rzeczywistość i taką kreaturą
się poczułem tego dnia.

Łyk goryczy


Tamten grudniowy, niedzielny poranek był dla mnie jak potężny łyk goryczy. Przedtem była sama słodycz- andrzejki, śmiechy, wróżby. Miły wieczór z przyjaciółmi, pełen wygłupów. Taki moment beztroski, kiedy się nie myśli o złych rzeczach. Rano obudziłem się i usłyszałem od rodziców, że sąsiada zza ściany już nie ma. Nie żyje. Zmroziło mnie. Po prostu. Bo przecież jak to? Spotkałem go na ulicy niespełna dwa tygodnie temu! Opowiadał jak to przerzucają go ze szpitala ze szpitala, jak to nie wiedzą, co z nim zrobić. Nie wiedzą co mu do końca jest. Miał narośl na szczęce. Wyglądało to tak, jakby mu coś tą szczękę rozpychało od środka. Niejasne skojarzenie podobnego schorzenia opisywanego w jakiejś książce dla młodzieży chodziło mi po głowie w czasie tej naszej rozmowy. Kto mógł, patrzał na tą jego twarz. Wiadomo, coś dziwnego, trzeba się gapić, to takie nasze polskie gapiostwo. Na kaleki, choroby i deformacje. Urocza ciekawość świata. Więc on do mnie mówił, a przechodnie patrzyli. Że był już w… i w …że miał przepisane naświetlania w…. i bilety go dużo kosztowały. Że ciekawe, kto mu za te bilety zwróci, za darmo przecież nikt go tam nie woził. Jak się liczy każdy grosz, to takie wycieczki to nie jest nic miłego. Szczególnie, że to wszystko były terapie eksperymentalne, bo właściwie nie wiedzieli na co go leczą. No to nie wiedzieli też jak. Mówił, że nie wiadomo, jak to się potoczy. Co mu tam jeszcze zaplanują, ale mógłby mu ktoś wreszcie to „coś” usunąć, bo to przeszkadza. Już obojętnie, co to jest, niech już tego nie będzie. Zdawał sobie sprawę, że nie posmarował, to nie jedzie. A raczej najeździć się musi, nachodzić od drzwi do drzwi i za wiele z tego nie ma. Ale co miał zrobić. Jak to mówi nasza nastawiona czasem refleksyjnie młodzież: życie..

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 08.04.2009 20:58

+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.04.2009 20:58

Medycyna to jest sztuka a nie nauka. Jakoś nikt przy zdrowych zmysłach nie chce płacić artyście malarzowi za dobrze chęci namalowania obrazu ale dopiero za gotowy obraz natomiast wszyscy chętnie płacą lekarzom za sam fakt że pozwolili się ze sobą spotkać (czyli udzielili audiencji) a niekiedy nawet za sam fakt przychodzenia do pracy (lekarze pierwszego kontaktu). Kimże są ci wielmoże że tak się cenią? Na swoim przykładzie wiem że jeśli zapytać lekarza wprost czy mnie wyleczy i ile to będzie kosztowało to może co setny wie co odpowiedzieć z czego wniosek że reszcie płacić nie należy a już na pewno nie z góry jak obecnie (NFZ). Mnie na szczęście nie obejmuje "obowiązkowe ubezpieczenie" z ZUS i NFZ więc przynajmniej mnie nie okradają co miesiąc i na leczenie moje i moich bliskich mi wystarcza bez problemu z zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy w tym na całkiem sporą operację mojej rodzicielki której NFZ nie raczył był zechcieć finansować. Czas najwyższy pogonić złodziei a płacić jak wszelkim innym artystom po skończeniu dzieła.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.04.2009 00:27

+
Kubo, ważny wątek z naszego życia. Ile jeszcze będzie się paliła nasza - każdego - świeczka, płomyk, mgnienie.... Sam jestem tak umęczony i "sprowadzony do parteru" przez polską służbę zdrowie, tyle razy pogryziony przez Węża Esculapa, że już często przechodzę załamania, a leczę się "pod hipotekę" mego mieszkanka, niestety.... Napisałeś prawdę, piszesz "solidnie"; spróbuj może czasem wprowadzić skróty myślowe. Pamiętaj, aforyzm ma najdłuższy oddech..... Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowotwory_szcz%C4%99ki

Prawdopodobnie nowotwór był nieoperacyjny. Przypisywanie "kopercie" magicznej siły uzdrawiania z nowotworu jest naiwnoscią.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.