Facebook Google+ Twitter

Byle na szczyt. O górskiej pasji słów kilka

Majestatyczne górskie kolosy od zawsze fascynowały ludzkość. To tam m.in. mieli mieszkać bogowie. Obecnie, nieco oderwane od mitologicznego tła, stały się celem wędrówki wielu ludzi. Jest tylko jeden cel: zdobyć szczyt.

ostatnia  / Fot. Maciej LewandowskiGórska wędrówka to nic innego jak forma turystyki kwalifikowanej. Na gruncie polskim termin ten pojawił się w latach pięćdziesiątych. Oznaczał i nadal oznacza najwyższą formę specjalizacji turystycznej, wymagającej nie tylko odpowiednich warunków psychofizycznych, ale też umiejętności posługiwania się sprzętem turystycznym, często potwierdzonym przez odpowiednie organizacje np. PZA.

Istnieje pewna przyjęta gradacja kolejnych etapów rozwoju turysty górskiego. Generalnie w uproszczeniu zaczyna się w skałkach i niskich górach następnie przechodzi się w Tatry tak latem jak i zimą, by w końcu poprzez przejście Alp dotrzeć do ziemi obiecanej – Himalajów. Naturalnie, gdzieś w między czasie górska wędrówka zamienia się w wspinaczkę.

 / Fot. Maciej LewandowskiMoich rozmówców spotykam w jednym z toruńskich pubów. Cała grupka siedzi nad rozłożoną kolorową mapą sącząc piwo.
- Co sprawiło, że zacząłem wędrować po górach? Hmm… - Sławek na chwilę milknie i popija łyk zimnego piwa - właściwie to zbieg okoliczności. Do niedawna nie zdawałem sobie sprawy z tego, jaką przyjemność może dać chodzenie nawet po stosunkowo niskich górach. Nie znaczy to bynajmniej, że nie jeździłem w „góry”. Mniej więcej od ubiegłorocznej wiosny, kiedy to zaprzyjaźniłem się z dwójką zafascynowanych turystyką górską znajomych ze studiów i wspólnie zaliczyliśmy kilka wyjazdów w tym trzy razy Turbacz (śmiech), każdą wolną dłuższą chwilę staram się spędzać w górach.
 / Fot. Maciej Lewandowski- W moim przypadku była to mama (śmiech). Zabrała mnie do Ustronia jak miałam 6 lat i męczyła długimi spacerami. Nadal pamiętam jak marudziłam wtedy „nigdy więcej w góry” – śmieje się Kamila, studentka historii i zapalona turystka górska.
- Ze mną było podobnie – uśmiecha się Ola. – To rodzice mnie zabrali na wyjazd. Mój debiut w górach miał miejsce jakieś 12 lat temu i oczywiście było to jakże popularne Zakopane.

Na pytanie, czemu góry właśnie a nie morze, wszyscy zgodnie przyznali, że góry stwarzają dużo więcej możliwości. To góry umożliwiają aktywne spędzanie czasu właściwie przez cały rok. Nie ma większego znaczenia czy jedzie się latem czy zimą. Zawsze są w stanie zaskoczyć, zawsze jest coś innego na szlaku. Góry chronią też przed biernym „plackowaniem”, jak to określiła Ola. Nie bez znaczenia jest także fakt, że morze jest zbyt blisko, przynajmniej dla części z nich.
To nie tak, że nie lubię morza po prostu miałam do niego za blisko i zawsze ciągnęło mnie w góry – deklaruje Kamila.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

PLUS.

Nie wiem czy można opisać słowami, co daje chodzenie po górach... Dobra próba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.