Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23138 miejsce

Byłem komendantem u Kony`ego

Pokiereszowanych, pokrytych bliznami na ciele i nie gojącymi się szramami w pamięci młodych ludzi jest w Ugandzie około 25 tys. Tyle porwanych dziewczyn i chłopców szacuje się od początku istnienia Bożej Armii Oporu.

Justin. W latach 1998 - 2001 walczył jako dziecko w szeregach Bożej Armii Oporu. / Fot. Szymon KowalczykHotel Kampala*

Na stołach poukładane były w równych rzędach, odwrócone nogami do góry, krzesła. Przyschnięte plamy po napojach, resztki jedzenia na podłodze i inne ślady poprzedniego wieczoru były już uprzątnięte, pozamiatane i pościerane. Hotelowy bar czekał na pierwszych gości.

Usiedliśmy z Markiem* zaraz przy uchylonym oknie. W pewnym momencie chłopak uniósł czerwony podkoszulek z logo hotelu i przejechał palcem po bliźnie na brzuchu.

- W 1996 roku – zaczął – zostałem porwany przez Bożą Armię Oporu, z mojej rodzinnej wioski Bungatira.

10–letni wówczas Mark, pomaszerował z innymi uprowadzonymi dziećmi i rebeliantami, setki kilometrów, przez Kitgum do Sudanu Południowego w Góry Imatong.

- Po trzech miesiącach – wspominał dalej – zostaliśmy zaatakowani w jednej z baz w górach. Nie wiem czy było to ugandyjskie wojsko UPDF* czy rebelianci z SPLA*.

Wtedy właśnie udało mu się uciec. Poharatany do połowy śmierci, z raną postrzałową brzucha, błąkał się po sudańskim buszu, skąd wreszcie trafił do przygranicznego miasteczka Nimule. Miejscowi oddali go w ręce żołnierzy ugandyjskich, a ci przetransportowali go do szpitala.
Zza uchylonego okna, przy którym rozmawialiśmy, dobiegała kakofonia wrzasków, śmiechów, klaksonów, zgrzytu otwieranych rolet sklepowych i afrykańskiej muzyki pop. Ulice Kampali, oblepione błotem po nocnej burzy, zaczęły budzić się do życia. Dla 24–letniego Marka był to kolejny dzień pracy w hotelowym barze.

Podobnych do niego młodych ludzi, pokiereszowanych bliznami na ciele i nie gojącymi się szramami w pamięci jest około 25 000. Taką liczbę porwanych dziewczyn i chłopców szacuje się od początku istnienia Bożej Armii Oporu. Ośrodki GUCSO czy World Vision zapewniały im opiekę psychologiczną i reintegracje ze społeczeństwem, zaraz po uwolnieniu z armii Kony`ego. Jednak dzisiaj porwani zostają sami ze swoimi demonami. Dla większości najlepszym lekarstwem jest właśnie praca.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Świetny reportaż, na dobrze znany mi temat z książki "Nocni Wędrowcy". Duży plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety to nie jedyna straszna historia tego typu w Afryce. Najgorsze jest to, że nic na to nie można poradzić. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

straszna historia, naprawdę warto poczytać...
5* to za mało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.