Facebook Google+ Twitter

Bytom. 7-letni chłopiec porażony prądem

W ubiegły wtorek na podwórku przy bytomskiej ulicy Rajskiej, śmierć poniósł siedmioletni Pawełek. Dotknął siatki, która otaczała kontener budowlany - była pod napięciem elektrycznym.

W Bytomiu na ulicy Rajskiej, budowlańcy przeprowadzający remont elewacji budynku postawili kontener budowlany, który otoczyli metalowym parkanem.

Kontener wraz z okalający go parkanem. / Fot. Piotr A. JeleńGdy, grającym na podwórku w piłkę chłopcom piłka potoczyła się w kierunku kontenera, ruszył za nią Pawełek. Dobiegając do parkanu zabezpieczającego kontener, dotknął go i został porażony prądem. Zgon nastąpił prawdopodobnie natychmiast, gdyż nadbiegającego z pomocą ojca, także prąd poraził.

Przybyła na miejsce tragedii powiatowa inspektor nadzoru budowlanego, Elżbieta Kwiecińska wraz z biegłym elektrykiem stwierdzili rażące naruszenie zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.
Kontener firmy budowlanej był nieprawidłowo uziemiony. Prąd doprowadzono do niego z piwnicy kamienicy prowizorycznym kablem, a uziemienie pociągnięto do siatki. To prawdopodobnie było przyczyną przebicia.

Badający sprawę Artur Ott z bytomskiej prokuratury przedstawia w Dzienniku Zachodnim dwie wersje dlaczego prąd płynął w parkanie: - Albo niechlujstwo podłączenia, albo celowe podłączenie, aby zabezpieczyć teren. W obu przypadkach sprawca będzie odpowiadać za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Za czyn ten grozi kara od 3 miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Jednak z ustaleniem odpowiedzialnych osób, jak i dokładnych przyczyn należy się wstrzymać do momentu zakończenia śledztwa.Doprowadzenie energii elektrycznej. / Fot. Piotr A. Jeleń

Jeden z mieszkańców remontowanego budynku zauważył, że parkan "kopie". Przechodząc dzień wcześniej obok kontenera wraz ze swoją wnuczką, usłyszał siarczyste przekleństwo z ust robotnika, którego poraził prąd.

- Powinni wtedy coś z tym zrobić. Przecież tutaj cały czas bawią się dzieci. Gdyby wtedy do ogrodzenia podeszło ich kilkoro, mogłoby dojść do jeszcze większej tragedii - skomentował mieszkaniec dziennikarzowi tygodnika miejskiego Bytom, dodatku do Dziennika Zachodniego z 27 sierpnia br.

Znicze płoną do dzisiaj... / Fot. Piotr A. JeleńRodzice i opiekunowie dzieci nie tylko z Rajskiej są w szoku. Boją się wypuszczać dzieci na podwórko, a okolice, gdzie przeprowadza się remonty jeszcze bardziej potęgują strach.
Czy musiało do tego dojść? Czy pośpiech wykonywanych prac i chęć zysku za wszelką cenę warte są ludzkiego życia?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Pewne jest to, iż firmie i kierownikowi budowy grożą konsekwencje związane z prawem budowlanym włącznie do pozbawienia wykonywania działalności. Tylko, że życia to nikomu nie przywróci.

Komentarz został ukrytyrozwiń
ELA
  • ELA
  • 02.09.2010 11:45

Zabiłabym tego co podłączył ten prąd!!!! Jak nie zna się na elektryce, niech nie bierze się za robotę. Właśnie takich fachowców mamy. Szczere współczucie dla rodziców.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak usłyszałam, o tym wypadku, to włos zjeżył mi się na głowie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.