Facebook Google+ Twitter

Bzdura gimnazjalna, czyli oto Polska właśnie

Dyskusja o "biednych uczniach", którzy nie przerobili lektur, odsłania kołtunerię i zakłamanie w stopniu większym, niż można się było spodziewać.

Zacznę od zasady, którą wyznaję. Każdy jest kowalem własnego losu i to on zbiera korzyści, ale też ponosi skutki swoich działań. Banalne do bólu. Niemal wstyd to pisać, a prawie każdy rozsądnie myślący człowiek zgodzi się z tą tezą. Problem zaczyna się przy jej rozwinięciu, albo próbie wdrożenia w życie, a przykład wraz z absurdalną dyskusją - obserwuję do dziś.

Otóż przyczynkiem do dyskusji stał się "straszny los" biednych gimnazjalistów, którzy nie przerobili na lekcjach części lektur. Gdy sprawa wyszła na jaw, pojawił się wrzask - rodziców i mediów, związany z tą sprawą. Wrzask - z którego nic nie rozumiem.

Kanon lektur szkolnych jest znany. Co więcej, kilka miesięcy temu toczyła się o niego zacięta "wojna". Wniosek - każdy może bez kłopotu dowiedzieć się, jakie są lektury obowiązkowe. Obowiązkowe! Określenie "lektura obowiązkowa" sugeruje, że uczeń musi ją znać. Moim zdaniem - niezależnie od tego, czy w szkole jest przerabiana, czy nie. Nie dla szkoły, nie dla ocen. Dla siebie. Dla własnej wiedzy i własnego rozwoju. To tak naprawdę kryterium oceny zaangażowania ucznia w proces edukacji. Gdy słyszę atak na szkoły i nauczycieli, że czegoś "nie przerobiono", to ogarnia mnie pusty śmiech. A coś zrobić samemu nie łaska? Pewnie, że nie łaska, łatwiej zrzucić odpowiedzialność na szkołę i nauczycieli. Wtedy zapominamy o tym, że "każdy jest kowalem własnego losu". Wtedy szukamy winnych - na siłę, bez ładu i składu.

Ale samo dyskutowanie o problemie to połowa problemu. Druga połowa (a może i więcej) to żałosne pomysły na wyjście z "kłopotu" (czytaj "na zminimalizowanie skutków braku odpowiedzialności za swój los").

W efekcie medialnego szumu pojawiały się pomysły różne. Jeden to taki, że "pechowi" uczniowie dostaną zaświadczenia, iż lektury nie przerabiali i dlatego mają mniej punktów. Zapewne mam spaczone spojrzenie na życie, ale gdybym był dyrektorem szkoły średniej, to radziłbym uczniom, aby takiego zaświadczenia mi nie pokazywali. Bo z tego "zaświadczenia" bije prawda o samym zainteresowanym: "nie obchodzi go nic ponad program, przy ważnym teście uczy się wyrywkowo, a do tego nie jest gotowy do ponoszenia odpowiedzialności za własne błędy". I nie rozumiem, dlaczego w mediach słychać lamenty, że dyrektorzy dobrych liceów nie muszą tych idiotycznych zaświadczeń respektować. Skandalem by było ich respektowanie.

Pojawiły się i inne propozycje. Jedna z nich (bodaj z Krakowa) sprawiła, że zamarłem. Otóż ktoś wpadł na pomysł... dopisania punktów za nieprzeczytane lektury. Skandal niebywały! Pochwała próżniactwa i braku odpowiedzialności. Jeśli przeczytałeś, ale masz kłopoty z polskim, masz słaby wynik. Jeśli jesteś leniem i nie interesujesz się lekturami, dostajesz "krakowski dodatek". W efekcie, nieodpowiedzialny leniuch jest traktowany lepiej niż uczeń solidny, ale mniej utalentowany. Rozwiązanie krakowskie zapewne w życie nie wejdzie, ale sam fakt dyskusji o nim jest porażający. Bonus za lenistwo. A może raczej za... medialny szum?

Skąd we mnie tyle złości na dyskusję o teście? Ano z przekonania, że w tym momencie życia (16 lat) trzeba być odpowiedzialnym. Trzeba ponosić skutki swoich działań i zaniechań (w tym przypadku zaniechań). Gdybyśmy postępowali inaczej, ryzykujemy, że za 10 lat lekarz z pogotowia, widząc złamaną nogę pacjenta, oświadczy: - Przepraszam, ale na zajęciach z ratownictwa medycznego omawiano złamania piszczeli, a nie kości udowej. Specjalista od uda jeździ inną karetką.

Albo adwokat przed sądem zacznie przepraszać, że "akurat kodeks spółek handlowych i ordynacja podatkowa oraz związane z nimi przepisy karne nie są jego najmocniejszą stroną, więc może zająć się sprawą wypadku samochodowego, mimo że jego klient ze sprawą wypadków drogowych nie ma nic wspólnego".

O architekcie, który "nie omawiał wszystkich aspektów wytrzymałości materiałów", nie chcę nawet myśleć. A niestety, pobłażanie gimnazjalistom w prostej drodze do tego prowadzi.

I na koniec mała uwaga. Mam syna w pierwszej klasie gimnazjum. Ostatnio omawiał "Krzyżaków". Mam wrażenie, że książkę przeczytał nadzwyczaj szybko i po prostu niedokładnie. Jako rodzic raczej dopilnuję, by wrócił do lektury, niż skupię się na tym, czy w szkole nauczyciel "ujawnił" jego słabą znajomość powieści, czy nie. Nie będę się zastanawiał, czy szkoła dostarczyła mu dość wiedzy na ten temat. Bo to los mojego syna i jego sprawa. On poniesie skutki. A szkoła jest tylko jedną z metod dostarczanie wiedzy. Nie jedyną i wcale nie najważniejszą. Każdy jest kowalem własnego losu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 12.05.2008 09:50

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście +/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podzielam pogląd Autora. +/
Zdaniem niektórych komentujących, 16-letni ludzie nie są w stanie zinterpretować lektur. Trzeba im powiedzieć "co autor chciał przekazać"?!!
Za moich szkolnych czasów, to uczeń miał obowiązek przedstawić swoje wnioski z przeczytanej lektury.
I za to był oceniany. Nie było to pięć książek, ale nieco więcej, bo kilkanaście.
Mam wrażenie, że dzisiejsza szkoła nie uczy samodzielnego myślenia; uczniowie czekają na gotowca i mają pretensje, że go nie podano.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystkiemu winna nowoczesność w domu i zagrodzie - :) jak nie bylo telewizji, komputerów, komorek i co tam jeszcze teraz uczniowie robia - bylo sporo czasu. Przecietny uczeń poprostu czytał lektury.
Nawet jak czegos " nie przerobiono" to przynajmniej wiedzial, o czym jest mowa.

Zmieniły sie czasy i sposob nauczania. Chwała Panu Najwyzszemu - nie mam wnuków i nie musze w tym cyrku uczestniczyć. Natomiast wspolczuje zarowno mlodziezy jak i nauczycielom. Permanentne eksperymanty na zywym organiźmie - ja widac z obserwacji - sporo klopotów niosą i jednym i drugim

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artur, oczywiście, ale szkoła to jest mloszysko, któremu nie każdy jest w stanie tak idealnie podołac, jak ty proponujesz. To są mrzonki i tyle.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.05.2008 19:38

artykuł bardzo trafny, mam podobne poglądy

Komentarz został ukrytyrozwiń

O. Chciałam napisać to co milan1989. Już nie muszę :-)
Arturze, przeceniasz zdolności i talent młodych ludzi :-]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uczniowie mają sami przerabiać lektury i nie tylko?
Tylko, że niektórych zdolności interpretacji i analizy tekstów uczniowie nie posiedli, bo można je posiąść tylko na przykładzie pewnej lektury. Sami mają to uczniowie robić? Sami mają zwrócić uwagę na to co jest w lekturze ważniejsze, a co nie?
Do gimnazjum chodziłem całkiem niedawno i wiem jak to jest.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mariko, Klaro.

patrzymy na sprawę dokładnie odwrotnie:(

Klara pisze o okolicznościach za które ktoś nie ponosi winy.

Marika o czasie i... bzdurze.

A ja swoje: "kijem tego co nie pilnuje swego." To nie jest zabawa, to nie są żarty, to gra o przyszłość. Czy w takiej sytuacji nie warto szukać czasu i wychodzić poza schemat?

Nie bawmy się w dywagacje, czy ktoś ma czas. Pracujmy nad swoją kompetencją.

I tego uczmy młodych ludzi, a nie szukania wyjaśnień, usprawiedliwień i winny wokół.

Co do szkoły. Ja dawno w niej byłem, ale... Mam dwoje dzieci w wieku szkolnym. Wiem więc o czym piszę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za Klarą.
A tak na dodatek Arturze, zdaję sobie sprawę, że ostatnio szkołę w roli ucznia odwiedziłeś jakiś czas temu ;-) Zapewniam jednak - od tego czasu zmieniło się wiele. I gdyby uczniowie poza bieżącą nauką mieli jeszcze osobiście sprawdzać listę lektur i "doczytywać" te nieprzerabiane, po prostu nie starczyłoby im czasu. Zresztą... chyba sam wiesz, że to kompletna bzdura.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.